Salon lotniczy MAKS-2013 cz. II


Tomasz Szulc


 

 

 

 

Salon lotniczy MAKS-2013

 

 

cz. II - śmigłowce i bezzałogowce

 

 

 

Kontynuując omawianie nowości w dziedzinie sprzętu latającego (część pierwsza NTW 10/2013), zaprezentowanego na XI Moskiewskim Salonie Lotniczo-Kosmicznym, kierujemy się w stronę stoisk producentów śmigłowców i bezzałogowych aparatów latających.

 

 

Kamow Losy produktów firmy Kamowa są dobitnym przykładem na brak rozsądku i dalekowzroczności rosyjskich decydentów. Żaden z nich nie potrafił docenić atrakcyjności propozycji tej firmy, które były w 1990 r. reprezentowane nie w postaci plakatów, a gotowych prototypów. Obecnie, niemal ćwierć wieku później, firma oferuje te same koncepcje, które straciły sporo ze swej perspektywiczności i które nadal spotykają się z niewielkim zainteresowaniem decydentów. Należałoby zacząć od najstarszej maszyny, czyli Ka-31. Ten „latający radar” skonstruowano w czasach ZSRR na potrzeby marynarki wojennej, która nie miała lotniskowców, z których mogłyby startować samoloty wczesnego ostrzegania (choć odpowiednik E-2 Hawkeye, czyli Jaka-44 konstruowano). Zamiast tego duży radar postanowiono zamontować na jedynym typie radzieckiego śmigłowca pokładowego, czyli Ka-27. Na jego pokładzie nie zmieściły się jednak stanowiska operatorów naprowadzania i stworzono z konieczności koncepcję alternatywną – z pokładu śmigłowca, nazwanego Ka-27RLD, nieprzetworzona informacja radiolokacyjna miała być przekazywana na pokład okrętu, skąd po opracowaniu miała być przekazywana użytkownikom. Śmigłowiec stał się w pewnym sensie „wysokim masztem” dla anteny radaru. Maszyny nie kupił WMF Rosji, ale zainteresowały się nią Indie i Chiny kupując po ok. 10 maszyn. Od kilku lat odmłodzona pod względem wyposażenia wersja Ka-31 jest testowana przez rosyjską marynarkę, a maszyna w nieco innej konfiguracji – przez siły powietrzne. Te ostatnie próbują uzupełnić w ten sposób szczupłą formację znacznie większych i niezbyt nowoczesnych A-50. Odnowiony Ka- 31 miał być pokazany na MAKS-ie, ale skończyło się na zapowiedziach.

Kolejny śmigłowiec, niewątpliwie potrzebny lotnictwu Rosji, to jednowirnikowy Ka-60. Ponieważ jednak potencjalny użytkownik nie chce partycypować w kosztach prób, np. żądając, aby producent sam kupił silniki dla całej partii przedseryjnej, czyli co najmniej 20 turbin, kolejny raz próbuje się sfinalizować najpierw prace nad wersją cywilną, czyli Ka-62. Ten sektor rynku, nawet rosyjskiego, jest jednak wypełniony konstrukcjami zagranicznymi, z którymi początkowo maszyna Kamowa nie będzie mogła konkurować nawet ceną i szanse na jej spektakularny sukces są raczej nikłe. Wprawdzie brazylijska firma zamówiła siedem maszyn z terminem dostawy dwóch pierwszych w 2015 r., ale terminowa realizacja wydaje się mało prawdopodobna choćby dlatego, że prototyp Ka-62 z silnikami Turbomeca Ardiden 3G do dziś nie wzniósł się w powietrze. A gdy Ka-62 nie odniesie sukcesu, wojskowi będą mieli kolejny pretekst do rezygnacji z Ka-60.

Pozornie najbardziej optymistyczna aura otacza bojowego Ka-52, podczas gdy akurat ten śmigłowiec nie jest lotnictwu Rosji za bardzo potrzebny. Warto przypomnieć – Ka-50 powstawał pod koniec lat 70. ub. wieku jako konstrukcja awangardowa: niewielki, jednomiejscowy, z bardzo zaawansowanym systemem wykrywania celów i naprowadzania rewelacyjnych wówczas i unikatowych pocisków przeciwpancernych Wichr. Śmigłowiec wygrał konkurs z bardziej zachowawczym Mi-28, ale jego produkcji nie rozpoczęto, a użytkownik wymusił stworzenie wersji dwumiejscowej, czyli zaprzeczenie głównej idei Ka-50. Biuro zadanie wykonało, ale za cenę rezygnacji z opancerzenia kabiny itd. W międzyczasie zdecydowano o przyjęciu na uzbrojenie Mi-28 jako następcy Mi-24 i sens równoległego zamawiania Ka-52 zupełnie zniknął. Mimo tego maszyny są nadal produkowane, co oznacza, że Rosja, która przez 20 lat nie widziała potrzeby kupowania nowych śmigłowców bojowych, obecnie pozwala sobie na luksus zakupu dwóch różnych konstrukcji, przeznaczonych do spełniania identycznych zadań. Być może główną przyczyną jest sprawnie działający radar Arbalet montowany w seryjnych Ka-52, podczas gdy Mi-28N ma ze swym radiolokatorem nieustające problemy. Obecnie szturmowce Kamowa są eksploatowane w dalekowschodniej bazie w Czernichowce (niedaleko fabryki Progress w Arsieniewie, gdzie są produkowane), a latem 2013 r. pierwsze maszyny trafiły do bazy w Korienowsku (Kraj Karasnodarski, Południowy Okręg Wojskowy), gdzie powiększyły niemałą już wcześniej pstrokaciznę eksploatowanych typów wiropłatów. Co ciekawe, w Moskwie Ka-52 latały ostrożnie i mało efektownie prezentując się znacznie gorzej niż Mi-28, choć powinno być odwrotnie. Podobno jedyną przyczyną były liczne zakazy i ograniczenia, nałożone na maszynę i pilotów-oblatywaczy.

Próbą racjonalizacji programu Ka-52 jest niedawna decyzja o stworzeniu jego odmiany pokładowej ze składanymi łopatami wirnika i skrzydłami. Maszyny tego typu mają bazować na okrętach desantowych typu Mistral. Formalnie decyzja jest słuszna, bo ma takie śmigłowce amerykańska piechota morska. Szkoda tylko, że zamówiono bojowe Ka-52K, a nikt nie pomyślał o pokładowych śmigłowcach transportowych, które są znacznie bardziej potrzebne. W Rosji jest kilkanaście Ka-29, z których pewnie tylko kilka nadaje się do lotu, a nawet one spełniają wymagania stawiane uniwersalnym transportowcom w stopniu ledwie dostatecznym. Zapowiada się, że Ka-52K będą przenosić także kierowane pociski przeciwokrętowe typu Ch-35, ale radar Arbalet pracujący w zakresie milimetrowym wykrywa okręty z odległości tylko ok. 20 km. Fazotron proponuje zastosowanie dwuzakresowej anteny aktywnej zamiast przestarzałej parabolicznej, gdyż w zakresie trzycentymetrowym zasięg wykrywania rośnie do ponad 150 km, co jest kompatybilne z zasięgiem rakiet.

Z niewielką intensywnością są także realizowane prace nad zmodernizowaną wersją przeciwpodwodnego Ka-27. Jeden z głównych elementów jego nowego wyposażenia – radiolokator Kopio-A z lustrzanymi antenami przechodzi obecnie próby na pokładzie jednego z prototypów Ka-27M. Nie jest przy tym jasne, czy chodzi o maszynę z końca lat 80. o kadłubie zunifikowanym z Ka-29 i Ka-31, czy o zwykłego Ka- 27PŁ zaopatrzonego w mocniejsze silniki.

 

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 11/2013

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter