Aimpoint Micro – który wybrać?

Aimpoint Micro – który wybrać?

Jarosław Lewandowski

 

 

Od czasu jego prezentacji w roku 2007 bezkonkurencyjnie najlepszym małym celownikiem kolimatorowym jest Aimpoint Micro – decydujamy się zatem na zakup. Ale którego kupić, bo obecnie na rynku mamy aż cztery wersje tego celownika? I to na pierwszy rzut oka w zasadzie nie do odróżnienia...

Jeszcze do niedawna mieliśmy do wyboru wersje dwie: „taktyczną” T-1 i „myśliwsko-sportową” H-1, różniące się w praktyce codziennego użytkowania przede wszystkim nastawami pokrętła wyboru stopnia jasności znaku celowniczego. Nastaw było zawsze 12 plus pozycja wyłączona „0” (bo taki skok pokrętła, o niecałe 30°, uznano – nie bez racji – za optymalny), ale T-1 miał pierwsze 4 stopnie włączenia przeznaczone do współpracy z noktowizją, przez co kolejne 8 nastaw „dziennych” miało większy interwał, niż pełne 12 dziennych nastaw wersji H-1. Oczywiście były jeszcze różnice (drobne) w wykończeniu zewnętrznym, no i rzecz najważniejsza: cool-factor, zdecydowanie wyższy w przypadku taktycznej wersji dla komandosów. Do tego dochodził jeszcze fakt objęcia wersji T-1 restrykcjami wyposażenia specjalnego (właśnie przez te nastawy do noktowizji), przez co kupno tej wersji na rynku cywilnym było trudniejsze, a sam celownik droższy. Stąd właśnie każdy szanujący się podwórkowy komandos – nie wyłączając wyżej podpisanego – musiał mieć właśnie tę wersję, a nie nudną i banalną odmianę cywilną H-1, dla kapeluchów.

Było tak pięknie i prosto, i komu to przeszkadzało? Szwedom, którzy musieli skomplikować strzelcom życie, wprowadzając w zeszłym roku na rynek odnowione wersje celownika Micro: T-2 i H-2. Oczywiście, to wisiało w powietrzu od początku (niczym miecz Demostenesa, jak powiada jeden polityk z kropką na przedzie), bo po coś przecież były te jedynki w nazwach. I teraz mamy już poważny problem z wyborem: co postawić na naszym taktycznym karabinie, czy najnowszą zdobycz techniki celowniczej, wersję zmodernizowaną Micro T-2, czy też może klasycznie oldskulową wersję T-1? A może jednak tańszy i przystępniejszy, a przecież także odnowiony celownik H-2? Albo wręcz najbardziej podstawowy Micro H-1, bo jak każdy wie, lepsze jest zawsze wrogiem dobrego, a skoro coś jest dobre, to po co to zmieniać i ulepszać? Wybór wbrew pozorom nie jest wcale ani prosty, ani oczywisty

Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 3/2016

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter