Akikaze
Grzegorz Nowak
Akikaze
– zapomniany bohater japońskiej floty
Niszczyciel Akikaze, należący do najstarszego typu okrętów tej klasy biorących udział w drugiej wojnie światowej (nie licząc niszczycieli 2 klasy typu Momi i Wakatake) w składzie Cesarskiej Floty Japońskiej przez ponad dwadzieścia lat pełnił monotonną i wydawałoby się nieciekawą służbę. Czasem jednak wystarczy przypadek lub kaprys historii, aby powszechnie uważany za mało ważny okręt, gdy zaistnieją szczególne warunki, stał się bohaterem.
Niszczyciele typu Minekaze spośród okrętów tej klasy biorących udział w wojnie na Pacyfiku należały do najstarszych, znajdując się w czynnej służbie od lat dwudziestych XX wieku. Seria dwunastu okrętów tego typu oraz trzech niemal identycznych typu Nokaze, to okręty o sylwetce nieco odbiegającej od tej powszechnie kojarzonej z japońskimi niszczycielami okresu drugiej wojny światowej. Ich sylwetka bowiem przypominała o wiele bardziej niemieckie niszczyciele i torpedowce z czasów pierwszej wojny światowej, niż nowoczesne niszczyciele brytyjskie czy amerykańskie z analogicznego okresu.
Nie było to jakby się mogło wydawać ani dziełem przypadku, ani bezmyślnego kopiowania niemieckiej myśli technicznej. Nie były to też okręty, których projekty wzięły się nagle w japońskiej flocie znikąd. Stanowiły bowiem kolejny i to znaczny krok naprzód w długiej linii rozwojowej japońskich okrętów torpedowych.
O ile wszystkie wcześniejsze typy niszczycieli budowanych i przekazywanych kolejno do służby to efekty zakupów i zamówień zagranicznych, głównie w stoczniach brytyjskich, a pierwsze okręty tej klasy budowane już w stoczniach japońskich to także okręty powstałe w oparciu o zagraniczne projekty na licencjach stopniowo uzupełniane własnymi udoskonaleniami, o tyle nowe niszczyciele z programu „Flota 8-6” z 1917 r. miały zostać po raz pierwszy zbudowane na bazie wyłącznie własnego projektu.
Japończycy od lat współpracowali z brytyjskim przemysłem stoczniowym, trudno się więc dziwić, że większość wcześniejszych projektów nie tylko niszczycieli miała swój rodowód w Wielkiej Brytanii. W początkach XX wieku Japończycy nie uważali okrętów Royal Navy za najnowocześniejsze na świecie, dlatego też w jakiś sposób oczywiste jest to, że japońscy konstruktorzy właśnie w nich szukali inspiracji, kiedy nadszedł czas na zaprojektowanie od podstaw własnych okrętów według wymagań Sztabu Floty.
A czas taki nadszedł wraz z końcem pierwszej wojny światowej, z której Japonia związana z państwami Ententy wychodziła bardzo korzystnie pod względem ekonomicznym i gospodarczym dzięki wzrostowi eksportu materiałów i surowców dla walczącej Europy. Pozwalało to na przystąpienie do realizacji bardzo ambitnych programów rozbudowy własnej floty wojennej, która w perspektywie niewielu lat miała stać się trzecią potęgą morską świata.
Choć miarą każdej ówczesnej potęgi morskiej były w tym okresie głównie okręty liniowe, w Japonii nie zaprzestano konsekwentnej rozbudowy sił lekkich, w tym oczywiście niszczycieli. Kiedy w połowie 1917 r. minister marynarki admirał Kato przedstawił uzupełniający program „Flota 8-6”, poza pancernikami i planowanymi do budowy krążownikami liniowymi, pojawiły się realne perspektywy dla budowy niszczycieli nowego typu. W ramach programu przewidywano budowę aż 27 nowych niszczycieli floty.
Przygotowane przez Departament Techniczny Marynarki projekty niszczyciela oznaczone symbolem F-40 bazowały na wszelkich dostępnych w tym czasie doświadczeniach z eksploatacji własnych okrętów tej klasy, a przede wszystkim informacjach napływających z morskich akwenów toczącej się właśnie pierwszej wojny światowej. Ponieważ głównym przeciwnikiem Royal Navy, największej wówczas morskiej potęgi świata były w owym czasie Niemcy dysponujące mniej liczną, ale bardzo nowoczesną flotą, dlatego też japońscy konstruktorzy zaczęli bardzo uważnie przyglądać się rozwiązaniom technicznym stosowanym w niemieckim przemyśle okrętowym, tym samym nie ograniczając się wyłącznie do bazowania na doświadczeniach brytyjskich.
Kolejnym ważnym aspektem była perspektywa wyposażenia nowych niszczycieli Cesarskiej Floty w wyrzutnie torped kalibru 610 mm. Torpedy nowej generacji oraz wyrzutnie specjalnie dla nich skonstruowane znajdowały się jednak wciąż w fazie prób i testów. Nie mniej wiadomo było, że niebawem będzie można je zastosować na nowych okrętach. Dlatego też wiele wstępnych projektów niszczyciela F40 i kolejnego F41 bazowało na możliwości uzbrojenia okrętów w wyrzutnie torped kalibru 610 mm.
Według japońskich sztabowców niszczyciele floty (Niszczyciele 1 klasy) miały być okrętami przeznaczonymi do przeprowadzania bezpośrednich ataków torpedowych na ciężkie okręty przeciwnika oraz obronę własnych sił głównych przed atakiem wrogich okrętów torpedowych. W tym celu niszczyciel floty powinien być uzbrojony w minimum cztery działa kal. 120 mm, przynajmniej sześć wyrzutni torped kal. 533 mm i powinien rozwijać prędkość nie mniejszą jak 40 w, co pozwalałoby zdeklasować zagraniczne odpowiedniki budowane i wprowadzane do służby przed i w trakcie trwania pierwszej wojny światowej.
Aby sprostać tym wymaganiom, japońscy konstruktorzy zdawali sobie sprawę, że powstaną okręty o wiele większe od jakichkolwiek niszczycieli budowanych dotąd w Japonii. Wszystkie wymagania Sztabu Floty dotyczące silnego uzbrojenia i dużej prędkości wymagały powiększenia rozmiarów kadłuba, a co za tym idzie wyporności. Powiększenie kadłuba musiało się jednak odbyć w sposób przemyślany, aby urządzenia napędowe były w stanie zapewnić wymaganą prędkość. Te podstawowe problemy sprawiły, że projektując niszczyciele typu Minekaze uzmysłowiono sobie, i że warto korzystać także z pomysłów i rozwiązań technicznych innych flot, jak bowiem wykazywały analizy, największe potęgi morskie wypracowywały własne koncepcje, czasami bardzo specyficzne i ściśle związane z położeniem danego kraju jak i potencjalnymi akwenami działania okrętów.
Najbardziej widocznym na okrętach typu Minekaze „zapożyczeniem” z projektów niemieckich niszczycieli i torpedowców było umieszczenie jednej wyrzutni torped przed nadbudówką dziobową na pokładzie głównym w osi symetrii okrętu. Po raz pierwszy rozwiązanie to znalazło zastosowanie w projekcie małych niszczycieli typu Momi. Według rozważań teoretycznych miało to umożliwić strzelanie torpedowe pod niewielkimi kątami odchylenia od kursu marszowego, kiedy okręt na pełnej prędkości podążał do celu. Dziobowa część kadłuba niszczyciela miała być podwyższona o jeden poziom i miała zarazem stanowić swego rodzaju osłonę dla obsługi tej wyrzutni przed zalewaniem wodą w czasie, kiedy okręt miałby operować w trudnych warunkach przy złym stanie morza. W tym celu pokład owej dziobówki został też specjalnie wyprofilowany na kształt „skorupy żółwia”, co miało ułatwić odprowadzanie wody nabieranej przez zanurzający się dziób niszczyciela. Pokład taki stosowano już na wcześniejszych typach niszczycieli japońskich począwszy od okrętów typu Momo, Momi i Wakatake. Był to również element dość charakterystyczny dla torpedowców i niszczycieli niemieckiej konstrukcji.
Po wprowadzeniu do służby małych niszczycieli 2 klasy typów Momi i Wakatake a następnie okrętów 1 klasy typu Minekaze, praktyka morska wykazała, że było to bardzo niefortunne rozwiązanie i w rzeczywistości marynarze z obsługi tej dziobowej wyrzutni torpedowej nie mieli szans w trudnych warunkach pogodowych, nieustannie zalewani sztormowymi falami do przeprowadzenia skutecznego strzału torpedowego. Pewnym pocieszeniem okazał się fakt, że przesunięty z konieczności nieco dalej od dziobu mostek, usytuowany za wyrzutnią torpedową, był w praktyce znacznie mniej zalewany wodą, niż na starszych okrętach typu Amatsukaze czy Tanikaze.
Kiedy powstawały pierwsze szkice projektowe dla nowych niszczycieli F-40 pod koniec 1916 r., japońscy konstruktorzy mając teoretycznie nieograniczone możliwości, starali się sprostać oczekiwaniom Sztabu Floty. Wyrażały się one w zapotrzebowaniu na duży, silnie uzbrojony w broń torpedową a także artylerię niszczyciel floty, o wysokiej prędkości maksymalnej określanej na 38 w. Te wszystkie atuty miały w założeniach zapewniać możliwość działań nie tylko w zespołach floty z większymi okrętami zwalczając niszczyciele i torpedowce potencjalnego przeciwnika, ale także umożliwić samodzielne działania ofensywne flotylli takich okrętów.
Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia Spec 5/2013