Amunicja małokalibrowa kampanii wrześniowej

 


Jarosław Dąbrowski


 

 

 

Amunicja małokalibrowa

 

kampanii wrześniowej

 



W ubiegłym roku, w cieniu obecnej wszędzie 70. rocznicy napaści na Polskę przemknął całkowicie niezauważenie, zapomniany przez wszystkich okrągły jubileusz 90-lecia polskiego państwowego przemysłu amunicyjnego. Cisza wokół tego wydarzenia sprawiła, że uznałem to za dobry pretekst do przypomnienia sytuacji Wojska Polskiego w tej jakże newralgicznej dziedzinie, jaką jest dla każdej armii zaopatrzenie w amunicję małokalibrową (naboje do broni strzeleckiej), oraz do choćby skrótowego porównania możliwości, jakimi w tym zakresie dysponowały strony konfliktu.



 

 


Przemysł amunicyjny, a zwłaszcza produkcja nabojów karabinowych nie należą do tematów medialnych i popularnych. Naboje pochodzące z liczących dziesiątki lub setki tysięcy sztuk partii wykonawczych nie są cenionymi eksponatami muzeów, bowiem zgromadzenie ich w miarę kompletnego zbioru, a potem jego przechowywanie, konserwacja i ewentualna ekspozycja są po prostu kłopotliwe. Takie drobne i na pozór identyczne przedmioty jak naboje broni strzeleckiej nie przyciągają zwykle uwagi zwiedzających a jedynie uzupełniają tło i współtworzą kontekst prezentacji zasadniczych eksponatów. Bardzo rzadko zdajemy sobie sprawę z rozmiarów zapasów amunicji niezbędnych armiom do prowadzenia działań bojowych. Spróbujmy policzyć, jakie są w tej dziedzinie potrzeby podstawowego w działaniach taktycznych pododdziału, jakim jest batalion. Batalion strzelecki WP (24 oficerów plus 918 podoficerów i szeregowych) dysponował według etatu 122 pistoletami, 779 karabinami i karabinkami, 27 erkaemami, 12 cekaemami i 9 karabinami przeciwpancernymi. Zsumowana szybkostrzelność praktyczna tej broni pozwalała w ciągu zaledwie jednej minuty wystrzelić ponad 14 000 sztuk nabojów karabinowych i ponad 1200 pistoletowych, a więc około 350 kg samej tylko amunicji małokalibrowej (plus masa łódek, taśm i opakowań), pomijając granaty – zarówno ręczne, jak i do 9 granatników 46 mm oraz 2 moździerzy 81 mm, wspierających działania batalionu. Oczywiście ze względu na zmienne i zależne od sytuacji taktycznej natężenie ognia, ilość amunicji faktycznie zużywanej w walce zwykle daleko odbiega od tych wyliczeń, które mają znaczenie jedynie teoretyczne. Używana przy określaniu zdolności bojowej tzw. „wydajność ogniowa”, definiowana jako ilość wystrzałów na minutę z „etatowej broni strzeleckiej decydującej o zdolności rażenia pododdziału” (tj. długiej powtarzalnej oraz maszynowej), jesienią 1939 roku była dla batalionów piechoty Polski, Niemiec i ZSRR zwodniczo podobna, wynosząc odpowiednio około 11 600, około 10 700 i około 11 900 strz./min. Dla pełnego i wiarygodnego porównania rzeczywistej wydajności ogniowej pododdziałów lub oddziałów piechoty WP, Wehrmachtu i RKKA należałoby jeszcze wziąć pod uwagę:
  • szerokość odcinka walki według ówczesnych norm taktycznych; batalion polski nacierał na odcinku 500-1000 m, a bronił dwukilometrowego, podczas gdy Wehrmacht na odpowiednio 400-600 m i 800-2000 m, a RKKA na 500-1000 m i 1000-2000 m;
oraz
  • uwzględnić organiczne wsparcie artyleryjskie (granatniki, moździerze, działa), a ściślej masę amunicji artyleryjskiej wystrzeliwanej w ciągu minuty dla wsparcia działań batalionu; w WP było to 132 kg, w Wehr - machcie 164 kg, a w RKKA 90 kg.
Różnice tak obliczanej siły ognia piechoty polskiej, niemieckiej i rosyjskiej były do szczebla kompanii zasadniczo nieistotne, ale na szczeblu batalionu zauważalne, a na szczeblu pułku robiły się już poważne. Porównanie etatowego wyposażenia artyleryjskiego dywizji i wsparcia artyleryjskiego przydzielanego związkom operacyjnym wypada już zdecydowanie niekorzystnie dla Polski. W WP dywizja dysponowała 48 działami polowymi, 81 granatnikami, 20 moździerzami i 27 armatami przeciwpancernymi, podczas gdy w Wehrmachcie miała 54 działa, 93 granatniki, 54 moździerze i 75 armaty ppanc, a w RKKA 76 dział, 30 moździerzy i 48 armat ppanc. Poza tym oddziałom WP zdecydowanie brakowało wsparcia inżynieryjnego, pancernego i lotniczego, na które mogły liczyć jednostki armii przeciwników – co determinowało nikłe niestety szanse na uzyskanie powodzenia w walce z nimi. Dobrze, że chociaż amunicji małokalibrowej było dość, by prowadzić walki w kampanii wrześniowej– i jeszcze sporo zostało. Przedwojennej produkcji nabojów starczyło okupantowi na całą II wojnę światową, zaś resztki tych zapasów wysyłaliśmy do Egiptu jeszcze w latach 50.


Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 10/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter