AR15 i strzelanie na dystansie 300-500, czyli trening midrange z Targets Creators

Krzysztof Kąkowicz
Jakiś czas temu na łamach tego miesięcznika miałem przyjemność opisać Wam start naszej pary (Lubiestrzelac.pl) na zawodach Lekka Piechota. I nie przywołuję tego faktu tylko przez sentyment do wcześniejszych publikacji, ale by pokazać, jak przez ostanie lata ewoluowało nasze zainteresowanie strzelaniami mid-range.
Kiedy jechaliśmy na pierwszą Lekką po jej reaktywacji, byliśmy już po decyzji porzucenia #AKlove na rzecz lżejszych, celniejszych i praktyczniejszych AR15. Nie przyszło nam to łatwo, bo wiele czasu na treningach spędziliśmy z poczciwym kałachem, ale wiedzieliśmy, że strzelania na 100 m do niewielkich gongów to nie jest to, w czym ta platforma najmocniejsza.
Kiedy sięgnę moją strzelecką pamięcią wstecz, to pamiętam bardzo dobrze pewien słoneczny, jesienny wieczór na poligonie w Zielonce, gdzie odbywał się trening Team99 Academy. Obecny tam Jarek Walczuk rozstawił na tripodzie swojego Staga 16” z celownikiem pryzmatycznym x3 i zaczął strzelać do gongów. Po chwil ja strzelałem już razem z nim, bo chciałem sprawdzić, co potrafi ten AR15 (byłem wtedy na etapie głębokiej #AKlove). To wtedy pierwszy raz trafiłem gong na 500 m, a Jarek łupał jeszcze dalej. Zrobiło to na mnie wrażenie, bo do tej pory strzelaliśmy maksymalnie na 200 – 250 m na strzelnicach wojskowych z naszych AKMS-ów. To było coś, co na długo zostało to w mnie jako egzotyczne, strzeleckie doświadczenie, ale też pokazało, że „AR15 potrafi”.
Tak jak już wspominałem, mnie i buddy'ego z czasem wciągnęły zawody Lekka Piechota, i oczywiste stało się dla nas, że musimy nabyć nasze własne AR15 i zintensyfikować strzelania na dystansach 100 – 300 m. Sprzyjało nam szczęście, bo akurat w okolicach Warszawy otworzyła się strzelnica Bellona z osiami 300 oraz 500 m. Jednocześnie TeamGrey Accuracy w osobach Jarka Walczuka oraz Piotrka Drygasa wyszedł z inicjatywą szkoleń midrange prowadzonych właśnie na tym obiekcie. My odkryliśmy, że tego typu treningi to najlepsze uzupełnienie szkolenia indywidualnego, bo zapewniają skokowy przyrost umiejętności strzeleckich: ktoś przemyślał za Ciebie program, przygotował osie, uczysz się strzelania „po krzyżu”, poprawiasz skład, kontrolę oddechu, pracę na spuście.
Szybko zaliczyliśmy trzy albo cztery treningi 100 – 300 m i pojawił się w nas apetyt na więcej. Ale przez ostatnie dwa lata nie udało się nam zgrać kalendarz z Jarkiem, aby trafić na drugi etap szkolenia obejmujący dystanse pomiędzy 300 a 500 m. W pewnym momencie straciliśmy nadzieję, że się doczekamy i stwierdziliśmy, że zrobimy to sami. Nadarzyła się okazja, bo akurat Rafał z Team99 Academy postanowił zorganizować, właśnie pod strzelców z karabinkami AR15, rozbudowane „gongowisko” 300 – 600 m na poligonie w Zielonce. Nie rozpisując się zbytnio, znowu okazało się, że to był strzał w dziesiątkę pod kątem treningu. Dostaliśmy wszystko przygotowane na talerzu i wystarczało tylko strzelać. No to strzelaliśmy i nawet trafialiśmy, ale nie tak często, jak byśmy chcieli. 30-centymetrowy gong na 500 m, lekki wiatr i amunicja 55 gr to był zestaw, który pokazał nam, że jeszcze sporo pracy przed nami i warto zachować pokorę.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 3-4/2022