Artyleria rakietowa RKKA
Władimir Bieszanow
Artyleria rakietowa RKKA
Jeśli pominąć historię rakiet bojowych na prochu czarnym, szeroko rozpowszechnionych w armiach europejskich w połowie XIX wieku i wycofanych z uzbrojenia wraz z pojawieniem się bardziej dalekonośnej i celniejszej artylerii gwintowanej, to za „ojców chrzestnych” słynnej sowieckiej Katiuszy można uważać Iwana Wołowskiego i Iwana Grawe.
W kwietniu 1912 r. były wicedyrektor Putiłowskiej fabryki emerytowany porucznik I. W. Wołowskij skierował do ministra obrony pismo z projektem rakiety, przeznaczonej do celów wojskowych i wyrzutni, którą autor nazwał „działem rakietowym”.
Wołowskij zakładał osiągnięcie zwiększonego zasięgu i celności strzelania rakietami kosztem zamiany drewnianego drzewca stabilizującego metalową dyszą wylotową, będącą przedłużeniem komory spalania, a także kosztem nadania pociskom rakietowym ruchu obrotowego w drodze odprowadzenia części gazów wylotowych, powstających podczas spalania się prochowego materiału pędnego, na płaszczyzny, ustawione promieniowo na zewnętrznych powierzchniach dyszy wylotowej z nachyleniem w stosunku do osi podłużnej. Idea była nie nowa i wielokrotnie wypróbowana. Wysunął ją Anglik William Hale jeszcze w 1844 r. Było wiadomo, że dany sposób pozwala nieznacznie zmniejszyć rozrzut pocisków rakietowych, ale jednocześnie prowadzi do zmniejszenia zasięgu strzelania. Układ Wołowskiego konstrukcyjnie tylko nieznacznie odróżniał się od rozwiązania ze skośnie ustawionymi w dnie rakiety specjalnymi otworami kierownic dla gazów wylotowych, zrealizowanego przez Hala. Na początku XX wieku główną przeszkodą na drodze do osiągnięcia jakościowej poprawy charakterystyk broni rakietowej stało się wykorzystanie w charakterze źródła energii takiego niskokalorycznego i niejednorodnego w strukturze paliwa, jak proch czarny (dymny), możliwości którego prawie w całości zostały wyczerpane. Dlatego do pisma Wołowskiego członkowie Komitetu Artyleryjskiego odnieśli się sceptycznie, zaznaczywszy, że oczekiwać od nowego pocisku rakietowego większego zasięgu i poprawności lotu nie ma wystarczających podstaw.
Żeby skompensować niedostateczną celność pocisków rakietowych, wynalazca zaproponował wykorzystanie wieloprowadnicowej wyrzutni rakietowej – pierwowzór mobilnej polowej wyrzutni rakietowej. Działo rakietowe Wołowskiego przedstawiało sobą kwadratowy w przekroju poprzecznym pakiet złożony z 25 prowadnic rurowych (wyrzutników). Ładowanie odbywało się od „części odtylcowej” rury, w części przedniej zaś znajdował się elektryczny kontakt, łączony z kontaktem na głowicy rakiety. Zapalenie prochowego materiału pędnego odbywało się za pomocą naciśnięcia przycisków na pulpicie kierowania ogniem. Dwa takie działa umieszczono na lawecie, która z kolei została zamontowana na nadwoziu samochodu ciężarowego. System ten był przeznaczony tak do strzelania do celów naziemnych jak i powietrznych. Natomiast już jak czysta fantastyka w tym czasie wyglądała jednocześnie zgłoszona propozycja umieszczenia broni rakietowej o analogicznej konstrukcji na samolotach do strzelania na wprost przeciwko kawalerii. Chociaż w październiku tego samego roku Komitet Artyleryjski rekomendował pomimo wszystko przekazanie dla Wołowskiego 1000 rubli na wykonanie 100 jego rakiet i wyrzutni rakietowej, to jednak projekt nie był realizowany.
Nowe słowo w doskonaleniu broni rakietowej zostało powiedziane przez wykładowcę Michajłowskiej Akademii Artyleryjskiej pułkownika I. P. Grawe, który zaproponował wykorzystanie w charakterze materiału pędnego prochu piroksylinowego, zapewniającego rakiecie duży udźwig ładunku użytecznego i zasięg lotu. W 1915 r. wygłosił on w Komitecie Artyleryjskim Głównego Zarządu Artylerii referat na temat „Rakiety bojowe z nowym wysokoenergetycznym materiałem pędnym na bazie bezdymnego prochu piroksylinowego i przenośne lawety do nich”. Nie wypowiedziawszy rzeczowego sprzeciwu, Komitet Artyleryjski, uchylił się od oceny wynalazku z czysto formalnej przyczyny – zbędności ze względu na [spodziewane] szybkie zakończenie wojny. Z własnej inicjatywy Grawe przystąpił do doświadczeń w laboratorium Szlisselburgskiej Fabryki Prochów, gdzie latem 1916 r. udało się opracować technologię wykonania z prasowanej masy piroksylinowej cylindrycznych kanałowych kostek o średnicy 70 mm dla silników rakietowych. 14 lipca Grawe otrzymał zamówienie na zbudowanie rakiety bojowej na prochu bezdymnym.
Rosyjscy historycy sądzą, że ten dokument daje ojczyźnie pierwszeństwo w stworzeniu rakietowego materiału pędnego opartego na prochu bezdymnym. Nie będziemy kwestionować tezy, że Rosja – ojczyzna słoni, jednak w danym wypadku budzi wątpliwości ten fakt, że rakieta bojowa na prochu nitroglicerynowym (to jest, bezdymnym) konstrukcji szwedzkiego wynalazcy Wilhelma Teodora Unge z powodzeniem latała jeszcze jesienią 1896 r., wtedy, kiedy rakiety Grawe nie były jeszcze doprowadzone do prób poligonowych.
W 1917 r. runęło Imperium Rosyjskie. Iwan Wołowskij zginął w wichrze rewolucji. Iwan Grawe złożył przysięgę na wierność władzy sowieckiej, ale do końca życia czuł się w państwie proletariackim „obcym elementem”. Do praktycznych opracowań wojskowych nie był dopuszczony. W swoim dzienniku były carski pułkownik zapisał:
Z początku myślałem, że partyjni boją się od nas zarazić, obawiając się naszego ‘szkodliwego wpływu’, jak o tym przypadkowo wygadał się jeden z komisarzy Kola Stiepanow (To on powiedział, że ‘my starych specjalistów wyciśniemy, jak cytrynę, i wyrzucimy’). Ale, oczywiście, to nie wyjaśnienie: pytanie bardziej złożone. Występują tu początkowe wyjściowe uprzedzenie, głęboka nieufność, wrogość klasowa, szczególnie w stosunku do starych wojskowych, wyniki długotrwałej agitacji przeciwko ‘ludziom ze złotymi pagonami’. Może jest tu zapłata za cudze grzechy.
Oglądając się wstecz, dużych błędów za sobą nie widzę. Może błędne było założenie, że w naszym położeniu wystarczy być uczciwym i sumiennym? Ale co można było zrobić jeszcze? Próbowałem jeszcze mówić prawdę, ale szybko przekonałem się, że to, jak zawsze, jest bardzo ryzykowne…
Wszystko mogło potoczyć się inaczej, jeśli do nas odnieśliby się bez nienawiści (często głęboko skrywanej), zastosowano podejście służbowe i wykorzystano nas w całości.
W marcu 1921 r. w Moskwie pod kontrolą armii zaczęło działać Laboratorium dla zrealizowania wynalazków N. I. Tichomirowa. Była to pierwsza sowiecka rakietowa naukowo-badawcza i doświadczalno-konstrukcyjna instytucja. Inżynierowi-chemikowi Tichomirowowi, który dużą część życia spędził przy produkcji cukru, udało się zainteresować kierownictwo Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej (RKKA) możliwościami bojowymi szczególnego typu powietrznej i morskiej miny samobieżnej własnej konstrukcji – mówiąc współczesnym językiem, pocisku i torpedy z silnikiem rakietowym na prochu bezdymnym. Chociaż te miny o działaniu odrzutowym istniały tylko w rysunkach, a z typem materiału pędnego Nikołaj Iwanowicz jeszcze się nie uporał, wynalazcy wydzielono środki finansowe i piętrowy budynek, w którym znalazły się warsztaty mechaniczne oraz laboratoria pirotechniczne i chemiczne. Najbliższym pomocnikiem Tichomirowa i kierownikiem badań został pracownik 6. Oddziału Komitetu Artyleryjskiego, inżynier-pirotechnik Władimir Artiemjew. Do napędu rakiet zaproponował on wykorzystanie prochu piroksylinowego na nielotnym rozpuszczalniku, który opracowywał w Piotrogrodzkim oddziale prochów i materiałów wybuchowych Orest Filippow i Siergiej Serikow – uczniowie Grawe. Wymyślili oni recepturę prochu piroksylinowo-trotylowego (PTP), włączającego 75% piroksylinu i 25% trotylu, i w 1924 r. zrobili z niego pierwsze wzory grubościennych cylindrycznych kostek o średnicy 24 i 40 mm. Kostki spalały się stabilnie przy niskim ciśnieniu (80-100 atm) i z wystarczająco silnym wydzielaniem się gazu. W 1925 r. laboratorium Tichomirowa przeniesiono do Leningradu.
3 marca 1928 r. W. A. Artiemjew, który w wolnych chwilach zdążył spędzić trzy lata uwięziony na Sołowkach (Wyspach Sołowieckich) „za szpiegostwo”, przeprowadził na Głównym Poligonie Artyleryjskim historyczny strzał 23-kilogramową miną z komorą odrzutową, wypełnioną kostkami prochowymi, z 6-calowego moździerza. Zasięg lotu z połową materiału pędnego wynosił około 1300 m. W czerwcu tego samego roku laboratorium Tichomirowa przemianowano w Laboratorium Gazodynamiczne (GDŁ) i podporządkowano Wojskowemu Komitetowi Naukowo-Badawczemu przy Rewolucyjnej Radzie Wojennej ZSRR. Przyszli nowi pracownicy: I. I. Kułagin (produkcja prochów), D. A. Wentcel i N. A. Upornikow (zewnętrzna balistyka rakiet), G. W. Bogolubow (układ kierowania), G. E. Langemak (wewnętrzna balistyka), B. S. Pietropawłowskij (konstrukcja rakiet prochowych). W latach 1928-1929 GDŁ zajmowało się badaniem spalania się prochowych materiałów pędnych w rakietowych komorach spalania, opracowywaniem technologii wytwarzania jednokanałowych kostek prochowych, konstruowaniem aktywno-reaktywnych pocisków do moździerzy typu pozycyjnego, rakiet oświetlających i sygnałowych.
Początkowo zwróciła uwagę ta okoliczność, że zasięg lotu rakiet zwiększył się do tej odległości, którą osiągał pocisk moździerzowy. Jednak w trakcie dalszych prób ostatecznie sformułowano wniosek, że zastosowanie aktywno-reaktywnych pocisków, tylko nieznacznie podnosi zasięg strzelania, za to w istotny sposób zwiększa masę wyrzutni, pozbawiając broń rakietową jej bardzo ważnych zalet – manewrowości i prostoty działania.
Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia Spec 5/2013