Bałtycka Murena

Bałtycka Murena

Wojciech Budziłło, Dawid Kamizela

Uprawnionym jest uznanie za trend, że od ponad dwóch dekad większość państw dokonujących zakupu uzbrojenia kieruje się zasadą uniwersalności - szukając platform, zdolnych sprostać jak największej liczbie zadań przed którymi stawiałby je współczesny teatr działań. Dla przykładu, po niebie latają wielozadaniowe samoloty odrzutowe potrafiące bronić obszaru przed atakiem wrogich samolotów, jak również atakować cele naziemne lub nawodne. Po morzach pływają okręty zdolne zwalczać wrogie okręty nawodne i podwodne, samoloty, rakiety czy prowadzić operacje humanitarne. Z tej ścieżki zdają się schodzić Siły Zbrojne RP, a precyzując Marynarka Wojenna. Program Murena, przedstawiony przez ministra ON w paźzierniku 2019 roku przy okazji podpisania nowego Planu Modernizacji Technicznej, jak również zamiar głębokiej modernizacji okrętów projektu 660, jawi się krokiem w tył i powrotem do schematów, które straciły swoją rację bytu z końcem lat 80. XX wieku.

Kutry rakietowe, które dawniej zwane też były ścigaczami rakietowymi, zaś od połowy lat 90. są w Polsce najczęściej określene jako małe okręty rakietowe (MOR), w prostej linii są następcami kutrów (ścigaczy) torpedowych. Te ostatnie były z powodzeniem wykorzystywane bojowo na różnych akwenach morskich w trakcie I oraz II wojny światowej. Ich głównym celem było zwalczanie jednostek nawodnych przeciwnika, głównie w strefie przybrzeżnej, na stałych liniach komunikacyjnych wroga. Ich niewielki rozmiar ułatwiał skryte działanie, duża prędkość i manewrowość dawały zdolność do szybkiego uderzenia na przeciwnika oraz natychmiastowego odskoku, stosunkowo zaś silne uzbrojenie torpedowe, szansę zadania dużych strat bez względu na klasę okrętów przeciwko, z którymi przyszło im walczyć. Dzięki taktyce niespodziewanego ataku kilku kutrów (ścigaczy) prowadzonego w tym samym czasie, wprowadzano chaos w szeregi adwersarza, co niejednokrotnie pozwalało na wycofanie się bez strat własnych.

Wprowadzenie pocisków przeciwokrętowych spowodowało przezbrojenie kutrów w nowy typ uzbrojenia, nie wpływający na zmianę podstawowych cech okrętów tej klasy, pozwalający zachować taktykę działania, która oczywiście z biegiem czasu ewaluowała. Zasadniczą zmianą konstrukcyjną była wymiana wyrzutni torpedowych na kontenery startowe rakiet, większy zaś zasięg nowej broni wymusił modyfikację systemów wykrywania celów i kierowania ogniem. Koniecznym elementem wchodzącym w skład systemu bojowego każdego kutra rakietowego stał się radar, dzięki któremu załoga wiedziała co się dzieje za horyzontem i mogła wrogą jednostkę zaatakować dużo wcześniej zanim niejednokrotnie sama została wykryta i znalazła się w zasięgu uzbrojenia (artylerii) przeciwnika. Zachowane na kutrach uzbrojenie artyleryjskie służyło wyłącznie do samoobrony, przy czym od samego początku zdawano sobie sprawę, że w przypadku zaatakowania kutra rakietą przeciwokrętową, bądź przy konfrontacji z odrzutowcem bojowym, oręż pokładowy nie uchroni okrętu przed zniszczeniem. Z tego powodu w wielu flotach przyjęto taktykę działania kutrów jedynie pod osłoną własnego lotnictwa lub brzegowych systemów obrony przeciwlotniczej.

Pierwszymi seryjnymi kutrami rakietowymi były radzieckie okręty projektu 183R Komar powstałe w wyniku przezbrojenia kutrów torpedowych projektu 183 w dwie wyrzutnie dla rakiet P-15 Styx. Przyjmuje się, że w latach 1959-1965 zbudowano 110-112 jednostek tego typu. Te małe, bo liczące zaledwie 81 ton wyporności, drewniane okręty, mogły rozwinąć prędkość do 38 węzłów. Komary wniosły duży wkład w rozwój jednostek tej klasy oraz taktyki działań morskich. Swój chrzest bojowy przeszły na Morzu Śródziemnym, cztery miesiące po zakończeniu wojny sześciodniowej - 21 października 1967 roku. Wówczas to w pobliżu portu Port Said, dwa egipskie kutry wystrzeliły cztery rakiety P-15, z których trzy dosięgły i zatopiły izraelski niszczyciel Ejlat (brytyjski typ Z, ex-HMS Zealous), zabijając także 47 oficerów i marynarzy.

Zatopienie Ejlata nie tylko wpłynęło na docenienie i rozwój nowej, skutecznej broni przeciwokrętowej, którą okazały się rakiety, ale przede wszystkim zintensyfikowało prace nad całkowicie nowymi systemami walki radioelektronicznej (WRE), mającymi w przyszłości uchronić okręty przed zniszczeniem w podobny sposób. Lekcję tę również odrobiła izraelska marynarka wojenna. Już podczas wojny Jom Kipur, nocą z 6 na 7 października 1973 roku, pod Latakią miało miejsce starcie izraelskich kutrów typu Sa’ar 3 i Sa’ar 4 z syryjskimi jednostkami typu Komar i Osa (projekt 205). Mimo że syryjskie okręty posiadały rakiety o zasięgu dwukrotnie większym od tych znajdujących się na jednostkach izraelskich (rakiety Gabriel), żadna z rakiet wystrzelonych przez Syryjczyków nie trafiła w izraelskie okręty. Stało się tak, gdyż strona izraelska użyła systemu elektronicznego przeciwdziałania radiolokacyjnego, kamuflując przed syryjskimi radarami pozycje swoich jednostek. Syryjczycy nie posiadając takich urządzeń utracili w tym starciu pięć jednostek, z czego cztery zostały zatopione przez rakiety.

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 1/2020

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter