Bari 2 grudnia 1943 rok

 


Rafał Mariusz Kaczmarek


 

 

 

Bari, 2 grudnia 1943 roku

 



Brytyjski nalot na włoską bazę w Tarencie 11 listopada 1940 roku jest znany z licznych publikacji. Za to o wiele mniej wiadomo o innym ataku na włoski port, którym było Bari, a napastnikami Niemcy. To wydarzenie z końca 1943 roku zasługuje na bliższe poznanie z kilku powodów. Przede wszystkim był to ostatni tego rodzaju sukces niemieckiej Luftwaffe, ponadto zawarte są w nim wyraźne polskie akcenty, a jeden z epizodów tego nalotu doskonale obrazuje jak wyglądałaby II wojna światowa, gdyby podczas niej użyto jeszcze jednego straszliwego rodzaju broni.



 

 


W dniu 3 września 1943 roku oddziały brytyjskie dokonały desantu w południowej części Półwyspu Apenińskiego, w Kalabrii (operacja „Baytown”), a pięć dni później Włochy ogłosiły zawieszenie broni, by 13 października wypowiedzieć wojnę Niemcom. Tymczasem, w wyniku ofensywy Sprzymierzonych wyzwolona została południowa część Włoch, lecz zbliżająca się zima spowodowała zahamowanie postępu wojsk i w listopadzie linia frontu ustabilizowała się w poprzek półwyspu, w odległości około 120 km na południe od Rzymu. Jednak w wyzwolonej części Włoch Alianci stale wzmacniali swoje siły przygotowując się do wiosennego natarcia, poza tym zdobyte lotniska zaczęto wykorzystywać nie tylko do startu samolotów wspierających walki na froncie, ale też wykonujących naloty na różne obiekty na terenie Niemiec i państw z nimi sprzymierzonych lub przez nie okupowanych. Główne lotniska wykorzystywane przez Aliantów znajdowały się w rejonie miasta Foggia, dokąd dostarczano benzynę lotniczą rurociągiem przeprowadzonym z odległego o około 35 km portu Manfredonia na wybrzeżu Adriatyku. Jednak ten mały port był przystosowany do przyjęcia tylko niewielkich jednostek, dlatego inne zaopatrzenie, a także paliwo wyładowywano w o wiele większym i dostępnym dla wszystkich statków porcie Bari, położonym również na wybrzeżu adriatyckim, niecałe 100 km na południowy wschód od Manfredonii i mniej więcej 120 km na wschód od Foggii. Na lotniska w rejonie tego ostatniego miasta w listopadzie rozpoczęto przebazowanie samolotów amerykańskiej 15. Armii Powietrznej (15th Air Force USAAF), której sztab ulokował się w Bari, dokąd 1 grudnia przybył jej dowódca – gen. James Harold „Jimmy” Doolittle.

POMYSŁ NA ATAK
Niemcy postanowili natychmiast przeciwdziałać alianckim poczynaniom na tym obszarze. W końcu listopada 1943 roku dowódca Grupy Armii „C”, obejmującej oddziały we Włoszech, marszałek polny (lotnictwa) Albert Kesselring w kwaterze we Frascati koło Rzymu przeprowadził naradę z dowódcą stacjonującej w okupowanej części Włoch 2. Floty Powietrznej (Luftflotte 2), marszałkiem polnym Wolframem von Richthofenem, dowódcą lotnictwa bombowego tej floty, płk. Dietrichem Peltzem i „asem” lotnictwa bombowego, mjr. Wernerem Baumbachem. Tematem narady było ustalenie celu zmasowanego niemieckiego nalotu na obszar Włoch znajdujący się pod kontrolą Aliantów, aby ograniczyć wzmacnianie przez nich sił w tym rejonie. Rozważano uderzenie na lotniska w rejonie Foggii, jednak z tego zrezygnowano z powodu niewielkiej liczby bombowców będących do dyspozycji – 176, a w praktyce 100-120 maszyn nie byłoby w stanie zniszczyć tak wielu obiektów, zniszczenie jednego- -dwóch lotnisk nie dałoby większego skutku, zaś ponowny taki nalot nie mógłby zostać szybko powtórzony ze względu na brak sił (trzeba było się bowiem liczyć ze stratami podczas ataku) i czynnika zaskoczenia. W tej sytuacji pod sugestią von Richthofena zdecydowano się na uderzenie na port w Bari. Niemcy uznali, że jego zniszczenie i zatopienie znajdujących się tam statków z zaopatrzeniem znacznie ograniczy wzmocnienie alianckich sił nawet na dłuższy czas, potrzebny do odbudowy nabrzeży i urządzeń przeładunkowych. Aby utrudnić wykrycie i uzyskać element zaskoczenia postanowiono, że bombowce dotrą nad cel od strony morza i przed bombardowaniem zrzucą paski cynfolii zakłócające prace radarów wroga, a aby uniknąć „spotkań” z jego myśliwcami nalot zostanie przeprowadzony wieczorem przy blasku bomb oświetlających. W rzeczywistości okazało się, że na lotnisku w Bari nie bazowały żadne myśliwce, a jedyny znajdujący się w pobliżu radar był w dniu nalotu niesprawny.  Miasto i port były bronione przez jeden (!) tylko brytyjski 2862. Dywizjon Lekkiej Artylerii Przeciwlotniczej, dysponujący jednak sporym uzbrojeniem – 72 działkami kal. 40 mm i 18 kal. 20 mm. Dochodziła do tego artyleria włoska, składająca się z 20 armat kal. 75 i 76 mm, 8 kal. 57 mm i 16 działek kal. 20 mm, ponadto trzeba doliczyć artylerię okrętów i statków znajdujących się w porcie. Do nalotu postanowiono wykorzystać 105 bombowców Junkers Ju 88 A-4 należących do sześciu dywizjonów z trzech pułków bombowych II Korpusu Lotniczego (Fliegerkorps II), stacjonujących w północnych Włoszech: I Dywizjonu (Gruppe) 30. Pułku Bombowego (I/Kampfgeschwader 30) na lotnisku Ghedi (ok. 80 km na wschód od Mediolanu), II Dywizjonu KG 30 w Villafranca di Verona (ok. 10 km na południowy zachód od Werony), I Dywizjonu KG 54 w Cameri (ok. 35 km na zachód od Mediolanu), II Dywizjonu KG 54 w Bergamo (ok. 40 km na północny wschód od Mediolanu), I Dywizjonu KG 76 w Villorba (ok. 35 km na północ od Wenecji) i II Dywizjonu KG 76 w Aviano (ok. 70 km na północ od Wenecji). Pozostało tylko wybrać dogodny termin przeprowadzenia ataku.

 
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 8/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter