Bitwa pod Bévéziers
Piotr Olender
Bitwa pod Bévéziers
czyli początek francuskiego snu o panowaniu na morzach
Gdy w 1661 roku młody Ludwik XIV obejmował osobiste rządy we Francji, państwo to, choć najludniejsze i najbogatsze w Europie, osłabione było wewnętrznymi konfliktami. Przywracając Francji należną jej pozycję, król oparł się na kilku zaufanych współpracownikach, przede wszystkim zaś na Jean-Baptiste Colbercie, który w 1665 roku nominowany został na stanowisko kontrolera generalnego finansów, a w roku 1669 na stanowisko sekretarza stanu domu królewskiego.

Colbert od początku zdawał sobie sprawę z tego, że utrzymanie przez Francję pozycji mocarstwowej zależeć będzie od stanu jej gospodarki. Jako zwolennik teorii merkantylistycznej uważał, że potęga państwa zależy od zasobu kruszców znajdujących się w jego granicach, a za środek zaś najlepszy do ich gromadzenia uznawał handel. Nic więc dziwnego, że sprawy morskie szybko zajęły w polityce Colberta bardzo istotne miejsce. Przy czym popierając rozwój handlu morskiego i pozyskiwanie nowych kolonii, generalny kontroler finansów musiał także zwrócić uwagę na rozbudowę floty wojennej. W 1661 roku stan floty francuskiej przedstawiał się fatalnie – w służbie było zaledwie 18 okrętów i 6 galer (wszystkie w złym stanie technicznym), arsenały znajdowały się w ruinie, a roczny budżet marynarki wynosił zaledwie 300 tys. liwrów, co nie pozwalało nawet opłacić szkieletowych załóg! Pomimo początkowych trudności związanych ze sporami kompetencyjnymi (marynarka podlegała początkowo ministerstwu spraw zagranicznych i dopiero w 1669 roku utworzono odrębne ministerstwo marynarki, które oczywiście otrzymał Colbert) i walką o środki, Colbertowi udało się doprowadzić w rekordowo krótkim czasie do imponującej rozbudowy floty, która w roku jego śmierci (1683) liczyła 117 liniowców, 30 galer i szereg mniejszych jednostek z załogami liczącymi 1200 oficerów i ponad 53 tys. marynarzy! Przy czym dodać trzeba, że flota ta posiadała odpowiednie zaplecze stoczniowe i zaopatrzeniowe, arsenały, ufortyfikowane porty itd., a jej wartość bojowa potwierdzona została w walkach z koalicją holendersko-habsburską w latach 1672-1678 (wliczając w to trzecią wojnę angielsko-holenderską lat 1672-1674, podczas której Anglicy występowali jako sojusznicy Francji).
Pokój w Nimwegen, kończący ową wojnę, przyniósł Francji bezsprzeczny sukces. Co prawda jej główny przeciwnik – Holandia – wyszedł z konfliktu obronną ręką, to jednak monarchia Ludwika XIV wytrzymała potężny atak antyfrancuskiej koalicji i to ona w ostatecznym rozrachunku dyktowała warunki pokoju uzyskując nabytki terytorialne (przede wszystkim Franche-Comté). Zwycięska wojna rozbudziła apetyt „króla-słońce”, który korzystając ze strachu, jaki w Europie budziła francuska potęga, wkroczył na drogę bezkrwawych, ale i zarazem bezprawnych podbojów, zwanych „polityką reunionów”. Co prawda w 1684 roku „reuniony” potwierdzone zostały de facto traktatem w Ratyzbonie (na jego mocy Francja zawarła z Austrią i Hiszpanią 20-letni rozejm), bezczelna wręcz polityka zagraniczna Francji i fatalne wrażenie jakie w Europie (także w krajach katolickich) wywarło odwołanie w roku następnym edyktu nantejskiego gwarantującego francuskim hugenotom wolność wyznania, doprowadziły do uformowania się latem 1686 roku w Augsburgu, z inspiracji stathoudera Wilhelma III Orańskiego, koalicji antyfrancuskiej złożonej z Austrii, Hiszpanii, Holandii, Szwecji i kilku państw Rzeszy. W odpowiedzi Francuzi uderzyli jesienią 1688 roku na posiadłości cesarza w Niemczech, więc sejm Rzeszy zerwał w grudniu rokowania jakie prowadził z Francją. W praktyce oznaczało to otwartą wojnę, do której w roku następnym dołączyła także Holandia i Hiszpania. Co gorsze, jesienią 1688 do grona przeciwników Francji dołączyła również Anglia. Przychylny bowiem Francji Jakub II został w listopadzie 1688 roku zmuszony do ucieczki do Francji, Parlament zaś oddał tron angielski Wilhelmowi III Orańskiemu, stadhouderowi Holandii i nieprzejednanemu wrogowi Ludwika XIV! Naturalną koleją rzeczy w maju 1689 roku także i Anglia oficjalnie wypowiedziała wojnę Francji.
Początkowo działania wojenne na morzu toczyły się ze zmiennym szczęściem. Francuzi w pierwszej kolejności za swój główny cel postawili sobie przerzucenie do katolickiej i wiernej królowi Jakubowi II Irlandii zdetronizowanego władcy wraz z 5-tys. korpusem wojska, co udało się im uczynić w marcu 1689 roku3. Krążąca w kanale La Manche angielska eskadra adm. Arthura Herberta nie interweniowała, Francja i Anglia bowiem w tym czasie nie znajdowały się jeszcze w stanie wojny. Wkrótce potem jednak, podczas operacji mającej na celu dostarczenie angielskiemu monarsze kolejnych posiłków, osłaniająca operację eskadra wiceadm. Françoisa Louisa de Rousselet de Château-Renaulta (24 liniowce i 2 fregaty), starła się 11 maja u wejścia do zatoki Bantry (gdzie lądowały oddziały francuskie) z próbującą jej w tym przeszkodzić angielską eskadrą adm. Herberta (19 liniowców), zmuszając ją po zaciętej walce do odwrotu. Pomimo zwycięstwa, Francuzi w trzy dni później opuścili wody irlandzkie, oddając panowanie na nich Anglikom i powrócili do Brestu. Przyczyn takiego postępowania szukać należało przede wszystkim w gorszym przygotowaniu do wojny floty francuskiej. Co prawda Anglicy też mieli problemy, przede wszystkim z powodu czystek przeprowadzonych w korpusie oficerskim (protestanckie załogi raczej sympatyzowały z Wilhelmem, wśród oficerów było jednak sporo sympatyków Jakuba II), szybciej jednak zmobilizowali flotę i już w czerwcu adm. Herbert, mianowany 11 tegoż miesiąca naczelnym dowódcą, wyszedł w morze na czele 29 liniowców, przy czym po miesiącu, po dołączeniu posiłków holenderskich i dalszych okrętów angielskich, dowodził flotą złożoną z 70 liniowców.
Pokój w Nimwegen, kończący ową wojnę, przyniósł Francji bezsprzeczny sukces. Co prawda jej główny przeciwnik – Holandia – wyszedł z konfliktu obronną ręką, to jednak monarchia Ludwika XIV wytrzymała potężny atak antyfrancuskiej koalicji i to ona w ostatecznym rozrachunku dyktowała warunki pokoju uzyskując nabytki terytorialne (przede wszystkim Franche-Comté). Zwycięska wojna rozbudziła apetyt „króla-słońce”, który korzystając ze strachu, jaki w Europie budziła francuska potęga, wkroczył na drogę bezkrwawych, ale i zarazem bezprawnych podbojów, zwanych „polityką reunionów”. Co prawda w 1684 roku „reuniony” potwierdzone zostały de facto traktatem w Ratyzbonie (na jego mocy Francja zawarła z Austrią i Hiszpanią 20-letni rozejm), bezczelna wręcz polityka zagraniczna Francji i fatalne wrażenie jakie w Europie (także w krajach katolickich) wywarło odwołanie w roku następnym edyktu nantejskiego gwarantującego francuskim hugenotom wolność wyznania, doprowadziły do uformowania się latem 1686 roku w Augsburgu, z inspiracji stathoudera Wilhelma III Orańskiego, koalicji antyfrancuskiej złożonej z Austrii, Hiszpanii, Holandii, Szwecji i kilku państw Rzeszy. W odpowiedzi Francuzi uderzyli jesienią 1688 roku na posiadłości cesarza w Niemczech, więc sejm Rzeszy zerwał w grudniu rokowania jakie prowadził z Francją. W praktyce oznaczało to otwartą wojnę, do której w roku następnym dołączyła także Holandia i Hiszpania. Co gorsze, jesienią 1688 do grona przeciwników Francji dołączyła również Anglia. Przychylny bowiem Francji Jakub II został w listopadzie 1688 roku zmuszony do ucieczki do Francji, Parlament zaś oddał tron angielski Wilhelmowi III Orańskiemu, stadhouderowi Holandii i nieprzejednanemu wrogowi Ludwika XIV! Naturalną koleją rzeczy w maju 1689 roku także i Anglia oficjalnie wypowiedziała wojnę Francji.
Początkowo działania wojenne na morzu toczyły się ze zmiennym szczęściem. Francuzi w pierwszej kolejności za swój główny cel postawili sobie przerzucenie do katolickiej i wiernej królowi Jakubowi II Irlandii zdetronizowanego władcy wraz z 5-tys. korpusem wojska, co udało się im uczynić w marcu 1689 roku3. Krążąca w kanale La Manche angielska eskadra adm. Arthura Herberta nie interweniowała, Francja i Anglia bowiem w tym czasie nie znajdowały się jeszcze w stanie wojny. Wkrótce potem jednak, podczas operacji mającej na celu dostarczenie angielskiemu monarsze kolejnych posiłków, osłaniająca operację eskadra wiceadm. Françoisa Louisa de Rousselet de Château-Renaulta (24 liniowce i 2 fregaty), starła się 11 maja u wejścia do zatoki Bantry (gdzie lądowały oddziały francuskie) z próbującą jej w tym przeszkodzić angielską eskadrą adm. Herberta (19 liniowców), zmuszając ją po zaciętej walce do odwrotu. Pomimo zwycięstwa, Francuzi w trzy dni później opuścili wody irlandzkie, oddając panowanie na nich Anglikom i powrócili do Brestu. Przyczyn takiego postępowania szukać należało przede wszystkim w gorszym przygotowaniu do wojny floty francuskiej. Co prawda Anglicy też mieli problemy, przede wszystkim z powodu czystek przeprowadzonych w korpusie oficerskim (protestanckie załogi raczej sympatyzowały z Wilhelmem, wśród oficerów było jednak sporo sympatyków Jakuba II), szybciej jednak zmobilizowali flotę i już w czerwcu adm. Herbert, mianowany 11 tegoż miesiąca naczelnym dowódcą, wyszedł w morze na czele 29 liniowców, przy czym po miesiącu, po dołączeniu posiłków holenderskich i dalszych okrętów angielskich, dowodził flotą złożoną z 70 liniowców.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 11/2008