Bogini łowów z Iżewska

 


Wojciech Weiler


 

 

 

Bogini łowów z Iżewska

 



Luksusowy, kosztujący tyle by rozmowa o jego cenie stawała się nieprzyzwoita, budzący należyty respekt, stylowy, konserwatywny. Zadaje szyku na polowaniach, choć nieprzesadnie komfortowy w użyciu. I taki „hemingwayowski” – dla gentlemana, prawdziwego myśliwego. Ekspres: Rolls Royce pośród sztucerów. Kilka lat temu wszystkich tych co pytali „Za ile?” po prostu nie było na niego stać. Ale teraz jest MR-221 Artemida!



 

 


W roku 1856 James Purdey Młodszy stworzył strzelający mocnym nabojem dubeltowy sztucer horyzontalny i nazwał go „Express Train” – pociąg ekspresowy. Z czasem słowo „Express” stało się nazwą typu dwulufowej gwintowanej myśliwskiej broni kulowej. Drogi i elitarny od zawsze, ekspres – horyzontalny czy pionowy (bok-ekspres) – powstał jako sztucer dwóch szybkich i precyzyjnych strzałów, przeznaczony do łowów na bardzo grubego i niebezpiecznego zwierza. Od zarania strzelał więc amunicją odpowiednio potężną, typowo myśliwską, dużego kalibru i w łusce z wystającą kryzą. W ekspresie tradycyjnym dwie lufy pozwalają na błyskawiczne powtórzenie strzału, mogące decydować o życiu myśliwego; zaś w górskim (na dwa różne naboje) są po to, by wybierać pomiędzy małym a dużym kalibrem. Dzisiaj coraz więcej firm produkuje sztucery podwójne na naboje mniejsze, w „nieekspresowych” kalibrach, już od 6 czy 7 mm (np. 6,5 mm x 57R czy 7 mm x 65R), a nawet o wojskowym rodowodzie, jak np. .30-06 Springfield czy .308 Winchester. Pojawiły się też tańsze alternatywy – włoskie, czeskie, wreszcie rosyjskie: mało kogo stać na ekspres od Heyma czy Merkla (o droższych nie wspominając), za to prawie każdy da radę wysupłać z kieszeni trochę ponad 2000 złotych i sprawić sobie kulową dwururkę z Iżewska.

Opis konstrukcji
Ekspres horyzontalny od zawsze był dla mnie kwintesencją smaku, tym bardziej więc cieszyłem się na spotkanie z testowaną Artemidą. Jak na rosyjskie standardy wykonania prezentuje się ona całkiem nieźle: powierzchnie części metalowych wykończone w miarę porządnie, oksyda równa (choć niezupełnie czarna – ale może taka miała być?), drewno dobrze spasowane z „żelazem”. Trochę rażą niestaranne nacięcia na powierzchniach chwytowych czółenka i osady. Dostępny w trzech wersjach nabojowych MR-221 (.308 Winchester, .30-06 Springfield i .45-70 Government) oparty jest konstrukcyjnie na sprawdzonej dubeltówce myśliwskiej Iż-43, produkowanej nieprzerwanie przez ponad pół wieku – strzelbie bardzo popularnej w Rosji, znanej z wytrzymałości i prostoty. Artemida, podobnie jak pierwowzór, ma podwójny tylko, dwuhakowy system zamknięcia – z dolnymi hakami, bez górnego rygla na przedłużeniu szyny celowniczej, otwierany kluczem górnym nad szyjką kolby. Pierwszy hak opiera się półkolistym wycięciem w przedniej powierzchni o poprzeczny stalowy sworzeń baskili (szarnir), od tyłu blokowane są oba. Nie najmocniejszy system ryglowania może budzić pewne obawy, zwłaszcza w wersji .45-70 Govt. Na amerykańskim forum myśliwskim wyczytałem jednak, że w MR-221 jednego z dyskutantów po więcej niż 1000 (!) strzałów nie pojawiły żadne luzy. Pozostaje wierzyć, że to prawda. Mechanizm spustowy pojedynczego działania ma dwa spusty pokryte żółtawym wykończeniem zabezpieczającym przed korozją – przedni obsługuje lufę prawą, tylny lewą. Za - mknięty w baskili kurkowy mechanizm uderzeniowy składa się z dwóch iglic, w które uderzają dwa kurki przerzutowe (po strzale od suwające się od nich), napędzane śrubowymi sprężynami uderzeniowymi. Napięcie kurków i ściśnięcie sprężyn uderzeniowych następuje podczas złamania broni. MR-221 nie ma eżektorów, lecz wyciąg wysuwający częściowo łuski z komór nabojowych – dalej trzeba je wyjąć ręcznie. Kute na zimno lufy mają czteropolowe bruzdowanie prawoskrętne. Połączone są przy w części wlotowej i wylotowej. Przestrzeń pomiędzy nimi na całej długości zamaskowana jest blaszanymi osłonami – górną i dolną, w której wycięto okienko dające dostęp do mechanizmu regulacji zbieżności. Obracając moletowaną nakrętkę regulacyjną zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara (patrząc na ekspres od lewej strony) przesuwamy ŚPT prawej lufy w prawo, a lewej w lewo, kręcąc przeciwnie – przemieszczamy go odwrotnie. Jedno kliknięcie mechanizmu zmienia odległość między ŚPT obu luf o 1 cm na 100 m. Masywna podstawa muszki jest równocześnie łożyskiem łączącym lufy u wylotu. Roz wią - zano to bardzo ciekawie, zapewniając każdej z luf możliwość w miarę swobodnych odkształceń termicznych tak, by jak najmniej wpływały one na lufę sąsiednią. Łożysko umocowane jest do lufy lewej, prawa przechodzi przez nie swobodnie. Rozgrzanie jednej lufy sprawi, że zwiększy ona długość, lecz nie „pociągnie” za sobą tej drugiej. Gorąca lufa prawa wysunie się nieco z łożyska, ale nie wpłynie to bezpośrednio na lewą. Rozgrzana lewa przemieści się do przodu z łożyskiem, ale prawą zostawi w spokoju. strzemiona – na kolbie i między lufami, mniej więcej w połowie ich długości – pozwalają zamontować pas nośny.


Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 9/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter