Sztucer Browning X-Bolt
Martin Helebrant
Sztucer Browning X-Bolt
Parafrazując niemodnego dziś klasyka, można stwierdzić: „Mówimy Browning, a w domyśle – BAR i boki”. To jednak nie wyczerpuje myśliwskiej oferty firmy z Herstal, która oprócz samopowtarzalnego BAR ma jeszcze całą serię sztucerów powtarzalnych. Najnowszym z nich jest X-Bolt, który miał premierę na zeszłorocznych targach IWA.

Przez lata Browning rzeczywiście miał do zaproponowania niewiele w dziedzinie powtarzalnych sztucerów, ale w latach 70. w ofercie zaczęły się pojawiać karabiny produkowane głównie w japońskich zakładach Miroku, zarówno z klasycznym zamkiem ślizgowo-obrotowym, jak i innych, czasem zaskakujących systemów (by wspomnieć BLR z zamkiem dźwigniowym, czy BPR z zamkiem ślizgowym – czyli kulową pompkę, w której przednie łoże porusza się po łuku w dół, a nie w linii prostej). W roku 1985 poja wił się wreszcie całkiem nowy czterotaktowy repetier A-Bolt, zwiastun nowej generacji sztucerów Browninga. Przyznam się, że jakoś mi nie przypadł do gustu, nie podobało mi się jego wyważenie i oprawa w zbyt amerykańskim guście – choć pomimo to szanuję go jako broń niezawodną i wiernie służącą tym, którzy się na ten zakup zdecydowali. Chyba nie byłem odosobniony w tym moim braku zachwytu nad stylizacją A-Bolta, bo po kilku latach firma zaprezentowała model bardziej pasujący do europejskich gustów – Eurobolt – z bawarską kolbą zaopatrzoną w wydatny „karpi” grzbiet i mechanizmem spustowym z przyspiesznikiem. Ostatnio Eurobolt dostarczany jest z dwoma rodzajami celownika mechanicznego: klasyczną szczerbiną lub rampowym celownikiem do polowań pędzonych. To wszystko sprawiło, że Eurobolt był lepszy od A-Bolta, ale prawdziwą radość Browning zrobił mi dopiero ostatnio, wyposażając Euro bol - ta w oprawę z kolbą typu Monte Carlo.
X-Bolt
Kiedy w zeszłym roku Browning International wystawił na IWA swoje nowe dzieło, X-Bolta, przypomniała mi się historia A-Bolta i naszły mnie niewesołe myśli: Źle się musi, zaiste, dziać w państwie duńskim, skoro takie zadęcie towarzyszy promocji kolejnego odgrzewanego kotleta. Bo też i na pierwszy rzut oka XBolt wygląda na kontynuację starego trendu i kolejną próbę odmłodzenia liczącego już ćwierć wieku A-Bolta/Eurobolta. Prościutka amerykańska oprawa i jakiś dziwny wihajster na rączce zamkowej – to ma być ta nowość? No, ale skoro już poszedłem do stoiska i fatygowałem na spotkanie Tilla Cussmanna, dyrektora marketingu Browninga, nie wypadało zrobić w tył zwrot i od razu się wynosić. Na wpół z grzeczności i kronikarskiego obowiązku wziąłem ten nowy sztucer do ręki i... Okazało się, że pozory mylą. To wcale nie był A-Bolt, podmalowany, czy nie. Oprawa rzeczywiście przypomina A-Bolta, nawet zamek z zewnątrz bardzo się nie różni, ale inne są rozmiary, inny kształt i kąt pochylenia chwytu, nareszcie inne wyważenie – ten sztucer po prostu sam się pcha do ramienia i chce strzelać!