Brzydale od Hi-Pointa

Marek Czerwiński
Jesienią 2020 roku na nasz rynek dotarły pistolety C9 oraz JHP firmy Hi-Point. Pierwszy oferowany jest w kalibrze 9 mm x 19, drugi .45 ACP. Oba modele są warte szczegółowego opisu, choćby dlatego, że żadnej nowej broni w tych kalibrach za tak małe pieniądze kupić się nie da.
Jak coś niewiele kosztuje, to i niewiele jest warte. Czy tak jest w istocie?
Spróbujmy szerzej odpowiedzieć na to pytanie – zacznijmy od reputacji firmy i opisu samej broni. W powszechnej opinii Hi-Point wytwarza broń tanią i brzydką, ale wytrzymałą, która ma działać niezawodnie i długo. Nie mam większych uwag do karabinka Hi-Point Model 995 TS kalibru 9 mm Para – sprawdzałem tę broń dość dokładnie i wiem, że strzela celnie, zacina się rzadko i jest trwała.
Nie ukrywam jednak, że bałem się pistoletów tej firmy. Dlaczego? Działało zwykłe uprzedzenie. Odrzucał mnie ich wygląd zewnętrzny, bo – najoględniej – C9 jest podobny do pewnego wieloryba-białuchy, a jeszcze bardziej do samolotu transportowego Airbus A300-600 ST Beluga, którego nazwa też pochodzi od tego ssaka. Trzeba jednak przełamywać stereotypy – w styczniu 2020 roku, na targach Shot Show w Las Vegas obejrzałem je dość dokładnie, natomiast w listopadzie miałem okazję postrzelać z dwóch odmian Hi-Pointa C9 i JHP 45.
C9 i JHP działają na zasadzie odrzutu swobodnego zamka i ryglowane są jego masą. W pistoletach na silne naboje 9 mm Para i .45 ACP spotyka się to bardzo rzadko. Oczywiście przyjęcie takiego schematu obniża koszty produkcji, ale zawsze jest coś za coś. Aby broń z odrzutem swobodnego zamka funkcjonowała bezpiecznie przy naboju 9 mm x 19 zamek musi być masywny i ciężki, co podnosi masę pistoletu, ponadto przesuw ciężkiego podzespołu może zakłócać balans broni, co będzie odczuwalne podczas strzelania. Co ciekawe, pistolety mogą bezpiecznie strzelać wzmocnioną amunicją +P.
Odrzut swobodnego zamka wszyscy znamy z pistoletów P-64 i P-83. Działa to zupełnie nieźle, ale przy nabojach 7,65 Browning czy 9 mm x 18 Makarow, sporo słabszych od 9 mm Luger. Przez wiele lat uważało się, że w broni krótkiej opartej na odrzucie swobodnego zamka maksimum dostępnej energii kinetycznej daje amunicja 9 mm x 18 Makarow. Naboje silniejsze wymuszały nadmierny wzrost masy i gabarytów pistoletu, zresztą już nabój Makarowa wyzwalał solidne pchnięcie, dlatego strzelanie z małego P-64 nie należało do przyjemnych.
Czy przyjęty schemat działania, prócz niskiej ceny ma jeszcze jakieś plusy? Tak. Lufa w C9 jest mocowana na stałe, co powinno pozytywnie wpływać na celność. Nie jest niestety długa – tylko 89 mm i dość nietypowo ma trzy bruzdy prawoskrętne.
Szkielet broni wykonano z polimerów, co zmniejszyło masę całkowitą do 709 g (bez magazynka, 822 g z nabojami). Cała broń przy długości 171 mm ma gabaryty zbliżone do Glocka 19, ale jest nieco cięższa.
Ciężki i długi zamek wyraźnie zakłóca proporcje. Czy konstruktor, Tom Deeb, mógł coś z tym zrobić? Pewnie tak, ale w tym przypadku priorytetem nie było wzornictwo, lecz zachowanie niskiej ceny przy wysokiej pewności działania.
Zamek wykonany jest ze stopu cynku i aluminium, z elementami stalowymi i malowany jest proszkowo na czarno. Pistolet ma przyrządy celownicze typu 3-Dot, z żółtym punktem na muszce i dwoma czerwonymi na szczerbinie. Muszka jest integralnie związana z zamkiem, szczerbinka z tworzywa ma możliwość regulacji (w ukompletowaniu jest dodatkowa szczerbina innego typu).
Rudolf Frommer oraz jego, bardzo często wyjątkowe, konstrukcje strzeleckie są praktycznie nieznane, niemniej wywarły one ogromny wpływ na współczesną broń strzelecką.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 7-8/2020