Centurion

 


TOMASZ WACHOWSKI


 

 

 

Centurion

 

– od czołgu „uniwersalnego” do wojny koreańskiej

 

 

Gdy rozpoczynano projektowanie tego wozu bojowego nikt nie przypuszczał, że stanie się on jednym z najbardziej znanych i najpowszechniej używanych czołgów na świecie. W jego konstrukcji nie zastosowano żądnych rewolucyjnych rozwiązań – silnik, układ napędowy, uzbrojenie oraz osiągi bynajmniej nie wyróżniały go spośród innych konstrukcji schyłkowego okresu drugiej wojny światowej. A jednak systematycznie modernizowany i produkowany w znaczących ilościach do 1962 r., stał się na ponad ćwierćwiecze zasadniczym uzbrojeniem Royal Armored Corps. Szeroko eksportowany, zdobył także dużą popularność w innych armiach. W Republice Południowej Afryki jest używany do dziś. Spośród czołgów okresu zimnej wojny, pod względem popularności można postawić go w jednym rzędzie z wozami amerykańskiej rodziny M48/M60 i sowieckiej T-54/T-55.

 


Założenia taktyczno-techniczne
Rok 1943 był przełomowy dla rozwoju brytyjskiej broni pancernej. Wówczas pod wpływem dotychczasowych doświadczeń wojennych – w szczególności zaś kampanii w Afryce – doszło do przewartościowania poglądów, dotyczących uzbrojenia brytyjskich wozów bojowych (uniwersalne działo zamiast dotąd w nich stosowanych wyspecjalizowanych armat przeciwpancernych i haubic) oraz zaczęły coraz częściej pojawiać się koncepcje odejścia od stale obowiązującego „sztywnego podziału” na czołgi szybkie (słabiej opancerzone, do działań manewrowych i zwalczania pojazdów pancernych wroga) oraz piechoty (silniej opancerzone, do bezpośredniego wsparcia na polu walki). Pojawiło się wówczas pojęcie czołgu „uniwersalnego” – podwójnego zastosowania, który przy efektywnym uzbrojeniu przeciwpancernym oraz do zwalczania umocnień polowych i celów powierzchniowych, powinien się cechować mobilnością zbliżoną do czołgów szybkich, dużym zasięgiem i odpornym opancerzeniem, nie na tyle jednak grubym, żeby pogarszać mobilność lub możliwość zastosowania silniejszego uzbrojenia. W założeniach dla czołgu „uniwersalnego”, wydanych przez brytyjski Sztab Generalny 8 września 1943 r., zwracano uwagę na konieczność zapewnienia jak najwyższej niezawodności nowej konstrukcji (doświadczenia afrykańskie w tej mierze nie były najlepsze), przebiegu do remontu generalnego w granicach 3000 mil (ok. 5000 km) oraz jak najprostszej obsługi w polu. Jeśli chodzi o wymiary i masę, ten ostatni wskaźnik ograniczono do „poniżej 40 ton”, a szerokość maksymalną do 3,25 m, aby umożliwić wykorzystanie standardowych mostów Baileya. Uzbrojenie miała stanowić armata kal. 75 mm (lub większego) o dużej prędkości początkowej pocisku, umieszczona w trzyosobowej wieży. Co może dziwić – chyba nieco asekuracyjnie założono, że część wozów zostanie uzbrojona w skuteczniejszą armatę, inne zaś – w wariancie wsparcia – otrzymają haubicę kalibru co najmniej 95 mm. Duże znaczenie przywiązywano do komfortu obsługi i bezpieczeństwa składowania amunicji. Przestrzeń wewnętrzna wieży oraz średnica jej pierścienia oporowego miały być tak dobrane, aby bez problemu przemieszczać w niej długą, armatnią amunicję scaloną. Pancerz miał być „maksymalnie możliwy, ale nie wpływający na spadek innych charakterystyk”. Prędkość i możliwości pokonywania przeszkód założono typowe dla czołgów szybkich, a zasięg adekwatny do zadań stawianych brygadzie pancernej na polu walki, przy możliwości uzupełnienia zapasu paliwa przez standardowe środki logistyczne jednostki. Według powyższych – określonych potem jako tymczasowe – założeń, poza rozpoczęciem prac nad przejściowym czołgiem Comet (głęboką modyfikacją Cromwella), które faktycznie trwały w firmie Leyland od początku 1943 r., sztab podjął decyzję o zapoczątkowaniu rozwoju zupełnie nowego, docelowego czołgu „uniwersalnego”, oznaczonego A41. Miałby on wejść do linii w czasie walk na terenie Europy, gdzie spodziewano się silnego nasycenia środkami przeciwpancernymi wroga, dlatego jego ważną cechą miał być znaczny poziom ochrony. Co ciekawe, nie posługiwano się w jego przypadku określeniem „czołg uniwersalny”, ale „ciężki czołg szybki” (heavy cruiser), bynajmniej nie rezygnując z wprowadzenia do linii następcy Churchilla – nowego czołgu piechoty (późniejszy A45). Założenia z 8 września 1943 r. były dobre dla Cometa, ale nie dla zupełnie nowej konstrukcji. Dlatego na posiedzeniu Komitetu ds. Czołgów (organu doradczego Ministerstwa Zaopatrzenia), które odbyło się 7 października 1943 r., uściślono je z myślą o nowym czołgu. Po zatwierdzeniu przez wszystkie gremia decyzyjne (m.in. Dyrektora Królewskiego Korpusu Pancernego, Gabinet Wojenny oraz Oddział Pojazdów Pancernych Ministerstwa Zaopatrzenia) przedstawiały się one następująco: masa bojowa do 45 t; średnica pierścienia oporowego wieży nie mniejsza niż 175 cm; silnik gaźnikowy Rolls-Royce Meteor jako jednostka napędowa; układ napędowy Merrit-Brown z planetarną skrzynią biegów; opancerzenie: czołowe – 102 mm, boczne – w zależności od zapasu limitu masy bojowej (sugerowano, by nie było ono słabsze niż 60% czołowego, dlatego podniesiono limit masy), pancerz miał zapewniać ochronę przed ostrzałem pociskami przeciwpancernymi armaty kal. 88 mm; wprowadzenie nachylonych płyt pancernych tam gdzie będzie to możliwe, rezygnacja z kadłubowego karabinu maszynowego wobec wprowadzenia skośnej płyty czołowej kadłuba, zapewnić to miało także zwiększenie miejsca na kadłubowy zasobnik amunicji, rozchylenie ku górze płyt bocznych miało zwiększyć odporność na przebicie, ale także wybuchy min dennych; uzbrojenie w postaci 17-funtowej armaty przeciwpancernej z amunicją scaloną, sprzężonej z karabinem maszynowym, możliwość późniejszego przezbrojenia w armatę 32-funtową, wykorzystującą amunicję rozdzielnego ładowania; możliwość brodzenia do głębokości 1,5 m. Biorąc pod uwagę szybki planowany czas wdrożenia konstrukcji, założono stosunkowo szerokie wykorzystanie zespołów wziętych z „półki” (armata, silnik, układ napędowy), inne rozwiązania – choćby nachylona, jednolita płyta czołowa kadłuba – zostały podpatrzone w obcych konstrukcjach. Ciekawostką było wprowadzenie do wymagań – na nieco późniejszym etapie, instalacji w przedniej części wieży – w jarzmie kulowym – automatycznej armaty Polsten kal. 20 mm, która zastąpiła karabin maszynowy. Jej zadaniem miało być niszczenie wykrytych stanowisk armat przeciwpancernych wroga – skuteczność pocisku 20 mm była wystarczająca, żeby razić obsługę działa po przebiciu tarczy pancernej. Zamiast usuniętego karabinu maszynowego Besa kal. 7,92 mm sprzężonego z armatą, taki sam miano zamontować z tyłu wieży. W przypadku zawieszenia rekomendowano zblokowanie systemu Horstmanna (trzy zespoły po dwa koła jezdne), opracowane w firmie Vickers-Armstrong. Nie zapewniało ono może rewelacyjnych charakterystyk dynamicznych, ale też nie zajmowało miejsca w kadłubie i było proste w obsłudze oraz naprawach. Bezpieczeństwo załogi zwiększała rezygnacja z systemów hydraulicznych oraz pneumatycznych, wszystkie mechanizmy sterowania były mechaniczne, a układy naprowadzania armaty w pionie oraz system obracania wieży – elektryczne. Właśnie liczne urządzenia zasilane energią elektryczną spowodowały konieczność uwzględnienia pomocniczego generatora o mocy 3 kW, napędzanego 8-konnym silnikiem Morris, który uniezależniał odbiorniki energii od pracy zasadniczej jednostki napędowej i pozwalał na wykorzystanie akumulatorów tylko do rozruchu silnika. Komfort pracy zwiększała także wentylacja przedziału bojowego, która zapewniała nie tylko szybkie usuwanie gazów prochowych, ale także pozwalała na wytworzenie nadciśnienia w strefie zagrożenia atakiem gazowym. Pewne zmiany wprowadzono także w skrzyni biegów, pierwotną przekładnię Merrit-Brown Z5 – adaptowaną z czołgów A27 i A34 – miano zmodyfikować, by umożliwić natychmiastową zmianę kierunku ruchu i szybką jazdę do tyłu, bez konieczności wykonywania obrotu całego czołgu (Z51R).

 

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW Numer Specjalny 9

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter