Czechosłowacki pistolet wojskowy vz.52s

 


Wojciech Weiler


 

 

 

Czechosłowacki pistolet wojskowy

 

vz.52s

 



Po drugiej wojnie światowej odrodzona armia czechosłowacka potrzebowała nowej broni bocznej dla oficerów. Pierwsze wzmianki pojawiły się 4 września 1945 roku, podczas narady w Wojskowym Instytucie Technicznym. Ustalono wówczas, że pistolet należy zbudować w oparciu o istniejącą konstrukcję vz.38.



 

 


Według pierwotnych planów do wytwarzania nowej broni należało użyć istniejącego parku maszynowego, jednak pistolet powinien strzelać nie browningowską krótką dziewiątką, lecz radzieckim nabojem wz.30 7,62 mm x 25. Drogę od konwersji vz.38 (STRZAŁ 8/08) na różne typy amunicji po efekt ostateczny, czyli nową broń krótką dla armii czechosłowackiej przedstawiliśmy w monografii pistoletu vzor 52 (STRZAŁ 2/04). Dziś sprawdzamy, jak konstrukcja ta spisuje się w praktyce.

Zasada działania
Pistolet samopowtarzalny działający na zasadzie krótkiego odrzutu lufy, ryglowanej mechanizmem rolkowym, umieszczonym pod masywną nasadą wlotową. Mechanizm spustowy pojedynczego działania. Mechanizm uderzeniowy kurkowy, z kurkiem zewnętrznym, sprężyną uderzeniową w chwycie i iglicą umieszczoną w trzonie zamka, pozbawioną sprężyny odbojowej. Sprężyna powrotna owinięta na lufie. Zabezpieczenia: nastawny bezpiecznik skrzydełkowy działający również jako zwalniacz kurka i samoczynna blokada iglicy. Przyrządy celownicze otwarte – muszka stała, celownik osadzony na zamku na jaskółczy ogon. Jednorzędowy magazyne k pudełkowy o pojemności ośmiu nabojów. Broń stalowa, oksydowana lub fosforanowana, okładki chwytu z tworzywa sztucznego.

Opis konstrukcji
Kiedy przeciętnego śmiertelnika nieco obeznanego w broni zapytamy o pistole vzor 52, to odpowie, że najbardziej charakterystyczną cechą tej konstrukcji jest wymyślny sposób ryglowania. Będzie miał rację, bo to pierwszy pistolet ryglowany mechanizmem… rodem z karabinów maszynowych! Na spodzie masywnej nasady lufy umieszczono symetrycznie dwie ruchome rolki – rozepchnięte na boki trafiają w gniazda ryglowe wykonane w płaszczu zamka i lufa zostaje zaryglowana. Ruchem rolek steruje krzywka (symetryczna w osi podłużnej), rozdzielona poprzecznie na dwie części. Część przednia, ruchoma, umocowana jest przy lufie i stanowi zespół z rolkami, za których rozepchnięcie na boki odpowiada. O jej czoło zaparta jest  owinięta na lufie sprężyna powrotna. Tylna część krzywki, ukształtowana na górnej części szkieletu i stanowiąca z nim monolit, służy do takiego sterowania przednią, żeby wypchnąć ją spomiędzy rolek, które wysuną się ze swych gniazd w zamku i odryglują broń. Po strzale zaryglowana lufa cofa się wraz z zamkiem, stopniowo przesuwając się względem przedniej części krzywki, zapartej o część tylną. Po przebyciu drogi ok. 5 mm pozbawione podparcia rolki zsuwają się ku sobie, naciskane od boków przednimi powierzchniami gniazd ryglowych w zamku i chowają się w łukowych wybraniach krzywki. Lufa swym tylnym płaskiem natrafia na wysoki występ szkieletu i zatrzymuje się, a zamek porusza się dalej już sam. Po usunięciu łuski i wybraniu nowego naboju z magazynka powracający zamek przesuwa lufę do położenia przedniego. Teraz przednia część krzywki, naciskana sprężyną powrotną, znów rozpycha na boki rolki, które wchodzą w gniazda ryglowe, łącząc lufę z zamkiem. Rozwiązanie takie powoduje oczywiście, że podczas strzału lufa nie wykonuje żadnych ruchów kątowych i przemieszcza się jedynie w swej osi, co teoretycznie może sprzyjać celności. Oprócz fikuśnego ryglowania vz.52 ma jeszcze kilka ciekawych rozwiązań. Jak na czasy w których powstawał są to rozwiązania zarówno archaiczne, jak i bardzo nowoczesne. Archaizmem jest konstrukcja szkieletu: cienkościenna, dwuczęściowa, niesymetrycznie podzielona z pokrywą boczną niczym w rewolwerach i do tego osłabiona wieloma otworami i wybraniami. Taki szkielet, w broni strzelającej nabojem – co tu dużo mówić – klasy magnum, musi pękać. I pęka. Pęka na potęgę, nawet po zaledwie kilkuset strzałach! Zresztą zamek też pęka, zwłaszcza jego prawa ściana – u góry osłabiona oknem wyrzutowym łusek, u dołu (tuż pod oknem) – gniazdem ryglowym rolki. Kolejny archaizm to iglica pozbawiona sprężyny odbojowej. Umieszczony u dołu chwytu zatrzask magazynka to rozwiązanie również trącające myszką, podobnie jak i zatrzask zamka: wielka dźwignia, ciągnąca się po lewej stronie szkieletu nad całym kabłąkiem, jednak pozbawiona występu do jednoręcznego zwolnienia zamka. Tutaj, jak w Waltherach PP czy PPK, po wymianie magazynka trzeba zamek odciągnąć trochę w tył i puścić. Dodatkowa czynność angażuje drugą rękę, no i przede wszystkim spowalnia ponowne otwarcie ognia. Atawistyczną pozostałością jeszcze z czasów pistoletu vz.22 (STRZAŁ 2/09) jest ruchome umocowanie na zawiasie ucha do  smyczy. W wojskowym pistolecie ucho jak najbardziej potrzebne, tylko czemu wychylne? Vz.52 ma za to bardzo nowoczesny system zabezpieczeń, z samoczynną blokadą iglicy i dwufunkcyjnym bezpiecznikiem nastawnym. Blokuje napięty kurek, a jeżeli przesuniemy go jeszcze kawałek dalej poza położenie „zabezpieczony”, to działa jako zwalniacz kurka. Opuszczenie kurka powinno być oczywiście bezstrzałowe, ale w praktyce różnie to bywa i zdarza się, że zwalniacz jest przyczyną niespodzianek które można przypłacić życiem – ale o tym za moment.

 

Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 11/2009

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter