Czołgi T-34 w boju
Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński
Czołgi T-34 w boju
Bojowe zastosowanie T-34 w czasie drugiej wojny światowej to niemalże historia użycia sowieckich wojsk pancernych. T-34 stał się bowiem bardzo szybko podstawowym sprzętem wojsk pancernych Armii Czerwonej. Mimo to, wiele aspektów organizacji jednostek i ich wykorzystania bojowego pozostaje nieznanych polskiemu czytelnikowi.
Pierwsze T-34 trafiły do wojska w listopadzie 1940 r. Do 1 grudnia 1940 r. Armia Czerwona zdołała odebrać 37 czołgów tego typu, które stopniowo kierowano do formowanych od lata 1940 r. korpusów zmechanizowanych. Właściwe dostawy miały już miejsce w 1941 r., produkcja w 1940 r. sięgnęła bowiem 115 T-34, w pierwszej połowie 1941 r. zaś – 1110. Co ciekawe, jednak na 832 T-34, które znalazły się w jednostkach liniowych do końca maja 1941 r., tylko 38 wykorzystywano do prowadzenia szkolenia, pozostałe zapełniły garaże i były pieczołowicie pilnowane, jako sprzęt o wysokiej klauzuli tajności. W efekcie do wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej 22 czerwca 1941 r. wyszkolono jedynie 150 załóg T-34.
Do pierwszego starcia z udziałem T-34 doszło już w pierwszym dniu wojny, po południu 22 czerwca na północnym odcinku frontu niemieckie wojska sforsowały Niemen zdobywając niezniszczone mosty i czołówka 3. Grupy Pancernej ruszyła drogą na Alitus. Sowiecka 5. Dywizja Pancerna ze składu 3. Korpusu Zmechanizowanego została wysłana do przeprowadzenia kontrataku na wojska niemieckie i miała odrzucić je na pozycje wyjściowe. Dywizja ta miała w swoim składzie 50 T-34, obok 30 T-28, 116 BT-7, 19 T-26, 12 czołgów z miotaczami ognia ChT-26 oraz 90 samochodów pancernych. Na szosie do Alitusa, atakująca dywizja sowiecka zderzyła się ze słynną niemiecką 7. Dywizją Pancerną. Ta z kolei dysponowała głównie czeskimi czołgami PzKpfw 38(t), w dywizji było ich 167. Poza tym niemiecki związek taktyczny miał 53 PzKpfw II i 30 PzKpfw IV oraz 15 czołgów dowódczych. Doszło do walki, w której sowieccy czołgiści wykazali się dość słabym opanowaniem sprzętu, strzelali niecelnie, zatrzymywali się na zbyt długo przed strzałem, manewrowali chaotycznie. Niemieccy czołgiści odwrotnie, zachowali ścisłą koordynację działań pomiędzy poszczególnymi pododdziałami i strzelali celnie. W walce sowiecka dywizja straciła 27 T-34 (ponad połowę posiadanych), 16 T-28 i 30 BT-7. Po walce, częściowo rozbite oddziały sowieckiej 5. DPanc zaczęły się wycofywać na Wilno. Straty niemieckie wyniosły zaledwie 11 czołgów. Co ciekawe, Niemcy ocenili swoje sukcesy na 70 zniszczonych czołgów sowieckich, mniej niż faktycznie straciła 5. DPanc… Jednostka ta została praktycznie całkowicie rozbita do 26 czerwca, kiedy 4 lipca zebrano jej resztki, nie miała ona już ani jednego T-34, jedyne jej wozy bojowe to dwa BT-7 i cztery samochody pancerne.
Nieco dalej na południe ciężkie walki w rejonie Grodna trwały od pierwszego dnia wojny. W rejonie tym znajdował się 11. KZmech, który nie był do końca sformowany. W jego wyposażeniu było tylko 241 czołgów wobec etatu 1031, w tym 2 KW i 28 T-34, spośród pozostałych przeważały zużyte T-26. Co gorsza, zaraz po wybuchu wojny dowództwo 3. Armii, do której należał korpus, straciło z nim łączność i nie zdołało skoordynować natarcia całego związku operacyjnego. W rejonie Grodna znajdowała się tylko 29. DPanc. Już w pierwszej połowie dnia podjęła ona kontratak w rejonie na zachód od Grodna, działając bez żadnego wsparcia lotniczego, samoloty z 11. Mieszanej Dywizji Lotniczej bowiem, przydzielonej 29. DPanc do wsparcia, uległy zniszczeniu na lotnisku.
Niepowstrzymany marsz 3. Grupy Pancernej na Lidę musiał zostać zatrzymany. Dowódca frontu miał do dyspozycji potężne zgrupowanie pancerno-zmechanizowane w rejonie Białegostoku w postaci dwóch korpusów zmechanizowanych, więc wysłał do sztabu 10. Armii swojego zastępcę, gen. por. Iwana Bołdina, by zorganizował Grupę Konno-Zmechanizowaną złożoną ze wspomnianego już 6. KZmech oraz 6. KKaw z 10. Armii oraz 11. KZmech z 3. Armii, przechodząc tym potężnym zgrupowaniem do kontruderzenia na tyły niemieckiej 3. Grupy Pancernej, zabezpieczane przez niemiecki V KA i część VIII KA.
Wydawałoby się, że takie uderzenie powinno być miażdżące, 6. KZmech należał bowiem do najsilniejszych w Armii Czerwonej. W przeciwieństwie do 11. KZmech, dysponował on 1021 czołgami, w tym 114 KW i 238 T-34. Miał co prawda tylko 920 samochodów i 55 ciągników artyleryjskich, ale był za to w pełni ukompletowany pod względem stanu osobowego oraz w środki artyleryjskie.
Działania gen. por. Bołdina zakrawały jednak na farsę. Wraz z częścią sztabu 10. Armii zajął on stanowisko dowodzenia w malowniczym lesie 15 km na północny-wschód od Białegostoku, całkiem daleko od rejonu walk. Żadnej łączności z przydzielonymi jednostkami nie udało mu się nawiązać, ani 23, ani 24 czerwca. Sowiecki generał nie próbował wysłać do wojsk łączników, ani też sam nie ruszył na poszukiwanie dowództw przydzielonych mu korpusów. Tymczasem 22 czerwca jednostki 6. KZmech nie brały udziału w walce. Dywizje korpusu stały bezczynnie na zachód od Białegostoku, poza prawdopodobnie nalotami niemieckiego lotnictwa – bez kontaktu z nieprzyjacielem. 23 czerwca dowódca korpusu nic nie wiedział o utworzeniu grupy Bołdina, otrzymał natomiast zadanie od dowódcy armii przemieszczenia się do Grudek, na wschód od Białegostoku, gdzie rzekomo pojawiły się niemieckie czołgi. Żadnych czołgów nie było i korpus nie wszedł do walki. Jednakże według meldunku dowódcy 7. DPanc, została ona zaatakowana przez niemieckie lotnictwo i straciła 63 czołgi. Trudno powiedzieć, czy faktycznie czołgi zniszczyły samoloty wroga, czy też zostały one po prostu porzucone w czasie marszu w wyniku awarii bądź dezercji czołgistów, liczba ta jest bowiem dość wysoka. W nowym rejonie korpus otrzymał zadanie nacierać z rejonu Sokółki na Grodno, by odrzucić od miasta Niemców, którzy wieczorem 23 czerwca szykowali się do ataku na jego obrońców. Nie wiadomo, czy na tym etapie w działania korpusu włączył się w końcu Bołdin, ale korpus miał wykonać natarcie całością sił, równocześnie, całkiem inny atak prowadziła 36. DKaw z 6. KKaw.
Jak zwykle dwie sowieckie dywizje pancerne 24 czerwca po południu ruszyły do ataku po dość chaotycznym, prowadzonym „na oślep” przygotowaniu artyleryjskim, na pozycje niemieckich dywizji piechoty – 256. DP, 162. DP (z XX KA) i 87. DP (XXXXII KA). W czasie natarcia 7. DPanc straciła 18 czołgów, zniszczonych przez niemiecką artylerię przeciwpancerną, a także dlatego, że część wozów ugrzęzła na bagnach. 25 czerwca sowieckie dywizje pancerne ponownie próbowały zaatakować, ale tym razem bez wsparcia artylerii, która…. wycofała się. Pomimo ataków, niemiecka 256. DP kontynuowała natarcie, spychając sowiecką 27. DP wprost w ugrupowanie 29. DZmot z 6. KZmech, która osłaniała północne skrzydło „nacierającego” korpusu. Powstało zamieszanie, w wyniku którego obie sowieckie dywizje cofnęły się do lasu, w którym była skoncentrowana 6. DKaw z 6. Korpusu Kawalerii, szykująca się do własnego natarcia. Po bezładnych atakach, w nocy z 25 na 26 czerwca nastąpił całkowicie już bezładny odwrót. 25 czerwca w czasie walk zginął dowódca korpusu, gen. mjr Michaił Chackilewicz i korpus poszedł w rozsypkę. W ciągu kolejnych dni w czasie odwrotu utracono cały sprzęt i przytłaczającą większość stanu osobowego 6. KZmech. 25 czerwca także 11. KZmech już praktycznie nie istniał w jego obu dywizjach pancernych pozostało po 300-400 żołnierzy i po około 30 czołgów, z całej zaś 204. DZmot zostały dwa bataliony piechoty i około 20 wozów bojowych, czołgów i samochodów pancernych. Wszystkie T-34 Frontu Zachodniego zostały więc stracone w pierwszych dniach wojny.
Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia 4/2013