Czołgi francuskie w służbie Wehrmachtu
Eugeniusz Żygulski
Czołgi francuskie
w służbie Wehrmachtu
Latem 1940 roku w ręce niemieckich sił zbrojnych dostały się ogromne ilości najróżniejszego uzbrojenia i sprzętu wojskowego pobitej armii francuskiej. Niemcy zagarnęły też przemysł Francji, który w kolejnych latach wydatnie wsparł gospodarkę wojenną Rzeszy. W zakresie mechanizacji Wehrmacht bardzo się wzmocnił dzięki ogromnym zdobyczom z francuskiego parku motorowego, ale czołgi znad Sekwany nie przedstawiały w oczach zwycięzców większej wartości. Jedynym sensownym rozwiązaniem wydawało się wykorzystanie ich w roli ciągników lub co najwyżej dział samobieżnych.

W 1940 roku armia francuska była teoretycznie drugą potęgą pancerną świata, bowiem w jej arsenałach znajdowało się 6000 czołgów. Jednak w rzeczywistości tylko połowa z nich nadawała się do walki, gdyż setki pamiętających jeszcze Wielką Wojnę wozów Renault FT miało wartość złomu. Rozproszenie organizacyjne broni pancernej Armée de Terre oraz niewydolna logistyka pogłębiły jeszcze dysproporcje sił i choć francuskie oddziały czołgów wiosną 1940 roku wielokrotnie wykazały się heroizmem, poniosły z rąk Wehrmachtu klęskę. Latem tego roku zwycięscy Niemcy stanęli przed swoistym problemem nadmiaru, zastanawiając się, co właściwie zrobić z setkami zdobytych i ściąganych z pól bitewnych czołgów francuskich. Niewielka część maszyn była już wówczas remontowana (do końca lata 1940 roku przygotowano do walki pierwszą partię 100 wozów bojowych, część z nich zamierzając wykorzystać w operacji „Lew Morski” – inwazji na Wielką Brytanię), ale potrzeba było rozwiązań systemowych, sensownie zagospodarowujących ogromne ilości zdobyczy. Powielenie modelu znanego z Czechosłowacji, gdzie po zajęciu tego kraju miejscowe czołgi LT vz. 35 (S-IIa) i LT vz. 38 (TNHPS) z powodzeniem zaadaptowano do służby w Panzertruppen (wojskach pancernych), kontynuując produkcję seryjną modelu oznaczonego jako Panzerkampfwagen 38(t), tym razem nie wchodziło w grę. Niemcy bardzo wysoko ocenili właściwości taktyczno-techniczne czołgów czeskich, choć i one wymagały modyfikacji do standardów znanych w Panzertruppen, natomiast o czołgach francuskich opinia była zgoła odmienna. Podstawowe modele użytkowane wówczas przez armię Francji, pomijając archaiczne Renault FT, to lekkie czołgi towarzyszące – char léger d’accompagnement – dla piechoty char léger modéle 1935R (Renault), a dla kawalerii char léger modéle 1935H (Hotchkiss). Czołgi R35 i H35 poddano w latach 1939-1940 pewnym modyfikacjom uzbrojenia, stąd występowały one w dwóch podstawowych odmianach (char léger modéle 1935H i 1935R modifié 39 miały nową armatę ppanc. kal. 37 mm SA 38 L/33, ale duża część maszyn wyposażona była w zupełnie przestarzałe armaty Puteaux SA 18 L/21 kal. 37 mm; ponadto w części czołgów Hotchkiss montowano później mocniejsze jednostki napędowe o mocy 120 KM zamiast oryginalnych 75 KM), niemniej były to pojazdy o bardzo ciasnych wnętrzach, względnie powolne (zwłaszcza R35), mało dynamiczne (oba modele), o nienajlepiej zaprojektowanym systemie napędowym i przeniesienia napędu, powodującym częste jego awarie i sprawiającym trudności w bieżącej eksploatacji. Podwozia, a zwłaszcza wózki jezdne, miały tendencję do częstych uszkodzeń elementów gumowych.
Nawet jeśli pominąć mankamenty techniczne, R35 i H35 zaprojektowano pod francuską doktrynę użycia broni pancernej, w której czołgi lekkie były jedynie bronią wsparcia dla piechoty (lub zmotoryzowanej kawalerii). Załoga składała się zaledwie z dwóch ludzi; w wieży przebywał tylko dowódca, będący w praktyce jedynym operatorem całego uzbrojenia czołgu. Z tego względu świadomość sytuacyjna i efektywność bojowa załogi takiego wozu była bardzo ograniczona. Tymczasem Niemcy budowali czołgi (3-5-osobowym) jak najlepszą łączność, właściwy podział obowiązków, zdolność obserwacji i świadomość sytuacyjną, co wpływało na taktykę walki. Czołgi czeskie spełniały wymagania stawiane przez Wehrmacht i miały duże możliwości modernizacyjne, natomiast czołgi francuskie, projektowane jako „jeżdżące bunkry” o grubych, odlewanych pancerzach, wydawały się ich zaprzeczeniem. W Berlinie zdecydowano nie kontynuować w zdobytych zakładach produkcji wytwarzanych tam wcześniej francuskich maszyn. Z tego względu czołgi takie nie mogły być brane na poważnie pod uwagę w kontekście wyposażenia dywizji pancernych Wehrmachtu. Oprócz czołgów towarzyszących piechocie Francuzi dysponowali również czołgiem średnim kawalerii char de cavalerie 1935S/SOMUA S35 i czołgiem średnim przełamania Char B1 bis. W oczach Niemców zwłaszcza ten pierwszy model mógł uchodzić za najbardziej wartościowy wóz zdobyty na Armée de Terre. Uzbrojony w dobrą armatę przeciwpancerną kal. 47 mm SA 35 L/32, dostatecznie szybki i zrywny, bardzo solidnie opancerzony, w niektórych parametrach nie ustępował Panzer III. Jednak i on był czołgiem typowo francuskim – ciasnota wnętrza, awaryjność agregatów, fatalna koncepcja jednoosobowej, małej wieży mieszczącej uzbrojenie główne, niosąca ze sobą w czasie obsługi przeciążenie pracą dowódcy wozu, zła świadomość sytuacyjna załogi – wszystko to wpływało ostatecznie na negatywną ocenę SOMUA S35 w zakresie przydatności dla Panzertruppen. Zupełnie już fatalnie oceniono natomiast Char B1 bis. Wóz ten nie pasował zupełnie do niemieckiej doktryny użycia broni pancernej, bo – choć solidnie opancerzony i dobrze uzbrojony – wymagał bardzo troskliwej obsługi technicznej, a jego prędkości, dynamika marszowa czy zasięg osądzone zostały negatywnie. Ostatecznie wszystkie czołgi francuskie oceniono właściwie tak samo – dla Panzertruppen był to wyłącznie sprzęt pomocniczy, szkolny lub wyposażenie oddziałów drugiej linii.
Darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby
Latem 1940 roku przywódca nazistowskich Niemiec, Adolf Hitler, podjął decyzję o inwazji na ZSRR. Skłaniało go do tego przekonanie, że tylko posiadając całkowitą swobodę manewru w kontynentalnej Europie i panując nad jej potencjałem przemysłowym oraz surowcowym w wymiarze długofalowym, będzie on zdolny podjąć skuteczną wojnę z Wielką Brytanią (wspartą zapewne wkrótce przez Stany Zjednoczone Ameryki), koncentrując się na działaniach powietrznych i morskich. Aby to osiągnąć, należało politycznie i gospodarczo zwasalizować Bałkany oraz podbić europejską część Rosji. W pierwszej kolejności przystąpiono więc do dalszej intensywnej rozbudowy Heer – Wojsk Lądowych Wehrmachtu. W drugiej połowie 1940 roku w ramach zaplanowanej rozbudowy przystąpiono do stopniowego formowania kilkudziesięciu nowych dywizji. Wedle ówczesnych zamierzeń do końca 1941 roku liczba dywizji pancernych miała zostać potrojona – z 10 do 30. Ponieważ przemysł nie był zdolny wyposażyć tak licznych nowych związków w sprzęt, w sierpniu 1940 roku ustalono, iż przejściowo cztery nowe dywizje pancerne zostaną jednak uzbrojone w czołgi produkcji francuskiej, po ich uprzednich remontach w rodzimych zakładach oraz warsztatach wojskowych we Francji, będących teraz pod kontrolą niemiecką. Na znacznie większą skalę zamierzano natomiast wykorzystać francuskie ciągniki oraz samochody ciężarowe i osobowe, masowo kierując je do oddziałów Wehrmachtu.
Pełna wersja artykułu w magazynie Poligon 3/2012