Cztery lata z PWS MK-112

Cztery lata z PWS MK-112

Mniej więcej cztery lata temu staliśmy się z Marcinem szczęśliwymi posiadaczami dwóch karabinków PWS MK-112 strzelających amunicją .223 i wyposażonych w lufy o długości 12 cali. Po czterech latach używania, jakoś w czerwce tego roku, oddaliśmy broń do przeglądu i małego remontu do Besthunters.

Karabinki poszły do gruntownego przeglądu i czyszczenia oraz „małego remontu” nie dlatego, że coś im dolegało. Po prostu po czterech latach i kilku tysiącach sztuk wystrzelonej amunicji uznaliśmy, że warto sprawdzić, czy nie należałoby czegoś w broni wymienić oraz określić, przynajmniej wstępnie, czy i kiedy będzie potrzebny większy remont, wiążący się z wymianą poważniejszych podzespołów, jak zamek czy lufa.

Przebieg

Karabinki zostały zakupione w odstępie dwóch, może trzech miesięcy, jednak nastrzał mają już inny. Oba początkowo były zakupione do firmy szkoleniowej i wykorzystywane w organizowanych przez nią szkoleniach. Po kilku miesiącach w karabinku Michała został wymieniony bezpiecznik (poświęcimy mu poniżej osobny akapit) – miał on bardzo specyficzną budowę i wymagał przyzwyczajenia oraz obeznania z nim, co spowodowało, że przestał on być wykorzystywany do szkolenia ze względów bezpieczeństwa i strzelał z niego tylko Michał, który z rzeczonym bezpiecznikiem obeznany był. Wyłączenie tego PWS ze szkolenia spowodowało, że ma on nastrzelane o jakieś 1000, a może i 1500 sztuk amunicji mniej niż broń Marcina. Szacowany przebieg obu karabinków można określić na jakieś 6500 – 7000 strzałów u Marcina oraz 5000 – 6000 u Michała. Niestety, nie była prowadzona ewidencja, więc przebiegi są po prostu przybliżone, ale stan przewodu lufy zdaje się je potwierdzać.

Z obu PWS najczęściej strzelano podłą jakościowo amunicją Barnaul (55 gr) i to na niej nabito większość przebiegu. Oprócz niej używana była także amunicja Grey Ammo (55 i 62 gr), a także GGG i PMC (obie 55 gr).

Karabinek o niższym przebiegu był czyszczony nieco częściej niż ten o wyższym, co w połączeni z „nastrzałem” spowodowało pewne różnice w stopniu zużycia obu PWS-ów.

Modyfikacje w broni

W żadnym z karabinków nie dokonano modyfikacji kluczowych podzespołów – można powiedzieć, że mechanicznie są to karabinki „z pudełka”, ze standardowymi spustami, zespołami ruchomymi oraz urządzeniami wylotowymi, tak jak je producent stworzył.

W PWS Michała wymieniony został bezpiecznik – początkowo był to wspomniany wcześniej obustronny bezpiecznik pewnej austriackiej firmy, której nazwy z litości nie wymienimy. Urządzenie miało dźwignie o dziwnym kształcie, które w teorii miały ułatwiać operowanie skrzydełkami bezpiecznika, zwłaszcza przy ustawieniu ich w pozycji „full auto” – tak, ten bezpiecznik dawał się ustawić w takiej pozycji, przy czym (z oczywistych względów) karabinek nadal strzelał wyłącznie ogniem pojedynczym, nie stając się w cudowny sposób bronią samoczynną. Dodatkowe dźwigienki umieszczone były pod kątem 135° w stosunku do dźwigienek „zasadniczych”, co powodowało, że w położeniu „odbezpieczony” przesuwały się do położenia 45°, a w „full auto” – 135° licząc od poziomu. TEORETYCZNIE miało to poprawić komfort obsługi bezpiecznika palcem „strzelającym”, ale praktycznie powodowało kompletny chaos dla osób nieobeznanych z tą cudowną konstrukcją i wymagało przyzwyczajenia. Po przyzwyczajeniu faktycznie było łatwiej, ale i tak nadal nie było to rozwiązanie intuicyjne. W związku z tym ów wspaniały bezpiecznik pewnej austriackiej firmy po prostu powędrował na dno szuflady, a jego miejsce zajął czerwony, obustronny bezpiecznik JP Enterprises. Oprócz tego w karabinku zmieniona została kolba na VLTOR IMOD oraz dodana została dźwignia BUD Lever.

W karabinku Marcina nie zmieniono dokładnie nic poza dodaniem BUD Lever – nadal ma on fabryczny, jednostronny bezpiecznik oraz „stockową” kolbę, choć w tym wypadku jest to kolba BCM Gunfighter.

Dodajmy jeszcze, że w całym okresie eksploatacji nie wymieniano w karabinkach żadnych podzespołów, uszczelek, sprężynek, pinów itp.

Awarie podczas eksploatacji

Nie licząc dosłownie kilku zacięć w obu karabinkach podczas całego okresu ich używania jedyną poważniejszą awarią było ułamanie zatrzasku zespołu ruchomego w PWS Marcina – poza tym w żadnym z nich nie dokonywano jakichkolwiek napraw. Co prawda w PWS Michała w pewnym momencie dramatycznie wzrósł opór języka spustowego, ale wystarczyło rozłożenie urządzenia spustowo-uderzeniowego na czynniki pierwsze oraz dokładne wyczyszczenie i nasmarowanie, by sytuacja wróciła do normy.

Poza tym oba PWS zniosły trudy eksploatacji i zabaw w niedzielnego komandosa bez problemu i nawet bez poważniejszych zacięć. Podczas strzelania używane były głównie magazynki Lancer oraz Magpul P-MAG 2. i 3. generacji.

Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 5-6/2020

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter