Dekada Beryla

 


Michał Sitarski


 

Dekada Beryla


Nie tak dawno, bo 20 marca br., minęło 11 lat od momentu oficjalnego wprowadzenia, rozkazem Szefa Sztabu Generalnego WP, do uzbrojenia Wojska Polskiego 5,56 mm karabinka automatycznego Beryl. Przez ten czas broń ta – stopniowo wypierająca karabinki AKM na amunicję 7,62 mmx39 – towarzyszyła polskim żołnierzom na misjach zagranicznych – na terenie b. Jugosławii, Iraku i Afganistanie, które zweryfikowały przydatność zastosowanych w niej rozwiązań i wymusiły zmiany konstrukcyjne.
 
 

 

 

Produkowany przez radomską Fabrykę Broni Łucznik-Radom Sp. z o.o. karabinek w wersji pierwotnej różni się od 5,45 mm karabinka wz. 88 Tantal nową, wydłużoną lufą, z mocowanym na stałe urządzeniem wylotowym, nowym łożem oraz kolbą rurową, która zastąpiła niepopularny „pogrzebacz”. Oprócz tego wyposażono go w możliwość montowania dodatkowych przyrządów celowniczych: optycznych i elektrooptycznych – w miejsce przestarzałego rozwiązania z boczną szyną, które nie zapewniało żadnej powtarzalności montażu, wprowadzono „podstawę optycznych przyrządów celowniczych” (POPC). Przyznać trzeba, że podobnego rozwiązania na świecie można szukać z przysłowiową świecą. Jej przyłączanie do broni jest możliwe dzięki dwóm podcięciom w podstawie celownika, służącym do wprowadzenia występów POPC oraz płaskowi oporowemu i trzpieniowi, współpracującemu z mimośrodowym zatrzaskiem. Szyna monmontażowa ma oryginalny profil, dostosowany wyłącznie do montowania celowników produkowanych przez Przemysłowe Centrum Optyki, a te – zgodnie z ideą produkowania dużej ilości tanich celowników optycznych – nie są wyposażone w żadną regulację. Przystrzelanie broni z takimi przyrządami umożliwia regulacja podstawy, co znacznie komplikuje konstrukcję oraz zwiększa koszty, a także utrudnia prawidłowe ustawienie przyrządów celowniczych. Broń przystosowano do wystrzeliwania granatów nasadkowych polskiej konstrukcji: NGD-93 (dymny), NGOS (oświetlający), NGZ-93 (zapalający) oraz GNPO (kumulacyjno – odłamkowy). Pozostawiono możliwość mocowania bagnetu, znanego z kbk AKM/AKMS, dodano do wyposażenia nożycowy dwójnóg, a także zrezygnowano z wyciora montowanego pod lufą, zastępując go składanym i przenoszonym w ładownicy, dodajmy – będącej żywym reliktem koncepcji produkcji oporządzenia z minionej epoki… Z taką bronią polscy żołnierze pojechali w rejon działań wojennych, gdzie mieli wykonywać swoje obowiązki w warunkach i klimacie zupełnie różnym od polskiego oraz współdziałać z chyba najlepiej wyposażoną armią świata – amerykańską.
 
Żołnierze, którym przyszło używać Beryli na misjach chwalili je przede wszystkim za dużą odporność na trudy służby: kurz, błoto, wodę – cechy charakterystyczne dla konstrukcji bazującej na karabinku Kałasznikowa. Oczywiście nie jest to broń bezobsługowa, ale trudy misji znosi znacznie lepiej niż podstawowy karabinek Amerykanów M4/M16. Z uznaniem spotkał się również bagnet-nóż, będący w wyposażeniu karabinka, po połączeniu z pochwą stanowiący nożyce do cięcia drutu. Niestety – w zasadzie na tym pochwały się skończyły.


Ciąg dalszy w numerze.


 

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter