Wasilija Diegtiarowa ukaem a la Russe

 


Leszek Erenfeicht


 

 

 

Dykta: Wasilija Diegtiarowa

 

ukaem a la Russe

 


Koncepcja Einheitsmaschinengewehr okazała się pociągająca nie tylko dla Niemców. Rosjanie po zakończeniu Wielkiej Wojny podjęli ją w wersji skrajnie ambitnej, ale brak doświadczenia, trudności techniczne i ingerencje polityczne nie pozwoliły im odnieść sukcesu.



 

 


EMG miał łączyć w jednej konstrukcji ciężki karabin maszynowy na stabilnej podstawie i lekki z dwójnogiem, używany także w samolotach i czołgach. Oba podejścia Niemców do realizacji tego zamierzenia zakończyły się fiaskiem: MG 16 (STRZAŁ 12/05) w ogóle nie wszedł do seryjnej produkcji, a w czasach MG 34 (STRZAŁ 9/07) lotnictwo używało już zupełnie innej broni. Rosjanie po I wojnie światowej podjęli się zadania jeszcze ambitniejszego: stworzenia wszechogarniającej, całkowicie uniwersalnej rodziny broni automatycznej, obejmującej karabiny automatyczne i maszynowe zasilane magazynkiem i taśmą, piechoty, czołgowe i lotnicze, kalibrów 7,62 mm i 12,7 mm. W realiach sytuacji panującej w Rosji Radzieckiej była to od początku Mission Impossible, lecz mimo to jej realizację poruczono Wasilijowi Aleksiejewiczowi Diegtiarowowi.

Diegtiariew czy Diegtiarow?
Pisownia nazwiska konstruktora DP, DSzK i PTRD budzi od lat kontrowersje na Zachodzie. Przyczyną jest rosyjski zwyczaj upraszczania pisowni spółgłoski „jo” (ë), która potocznie bywa pozbawiana kropek i wówczas wygląda identycznie jak „je” (e). Uproszczonego Дегтярeвa transliterowano z grażdanki na alfabety łacińskie w tej właśnie postaci, utrwalając błędną wymowę. W ostatnim ćwierćwieczu zaczęto jednak na powrót rygorystycznie przestrzegać prawidłowego zapisu słów oraz nazwisk – i teraz w wydawanych w Rosji książkach oraz w rosyjskiej wikipedii nazwisko konstruktora figuruje w wersji Дегтярëв. Polska transkrypcja tego nazwiska brzmi „Diegtiarow”, gdyż w wymowie rosyjskiej spółgłoski z grupy „jot” (je, ja, ju, jo) utwardzają się po głosce „r”. Każdy kto dorastał w czasach świetności „Czterech pancernych” do dziś pamięta podwórkowe zabawy, w których zawsze komuś przypadała rola Janka, noszącego „talerzówkę” – dopiero w szkole na lekcjach PO dowiadywaliśmy się, że to „erkaem Diegitariewa”, swojsko zwany „dyktą”. Póki był człowiek młody i głupi, to nawet mu nie przeszkadzało, że przez całą I serię Janek ma w czołgu DP zamiast DT. Są tacy – sam ich znam – którym do dziś to nie zamąca obrazu...

Ślusarskie początki
Wasilij A. Diegtiarow pochodził z rodziny o długich (udokumentowanych od 1625 roku) tradycjach pracy w przemyśle zbrojeniowym Tuły. Urodził się tam 21 grudnia 1879 (2 stycznia 1880 roku „nowego stylu”, czyli według kalendarza gregoriańskiego). W wieku 11 lat rozpoczął wzorem przodków ciężką pracę w Tulskim Orużejnym Zawodzie (TOZ), po kilku latach zostając najmłodszym w historii pracownikiem prototypowni: działu, do którego trafiali najlepsi i najzdolniejsi ślusarze. W 1901 roku powołano go w sołdaty, ale zamiast do tłumienia buntów w odległych prowincjach po szkoleniu unitarnym poborowy Diegtiarow trafił z Tuły do drugiego ważnego dla historii uzbrojenia w Rosji ośrodka – Oficerskiej Szkoły Strzeleckiej w Oranienbaumie (dziś Łomonosow koło Sankt-Petersburga), do warsztatów działającego tam poligonu badawczego broni strzeleckiej. Trwał właśnie zapoczątkowany w roku 1900 proces badania i wyboru ciężkiego karabinu maszynowego dla carskiej armii. Warsztat poligonu służył jako zaplecze techniczne ekipom prezentującym różne typy karabinów maszynowych, które Diegtiarow poznawał od podszewki, pomagając w ich napra wach. Spotykał tam ciekawych ludzi, w tym Johna M. Browninga, ale nie wspominał go dobrze – odludek z Ameryki nie pozwolił mu nawet zajrzeć do swojej „kopaczki do kartofli”, wszystkie naprawy wykonując własnoręcznie. Po zakończeniu czteroletniej służby Diegtiarow pozostał w Oranienbaumie na cywilnym etacie.

Diegtiarow i Fiodorow
W 1906 roku los zetknął go z prof. płk gw. Władymirem G. Fiodorowem z Artkomu GAU (Komitetu Uzbrojenia Głównego Zarządu Artylerii) Sztabu Głównego, który do Oranienbaumu przyjechał z projektem przebudowy karabinu Mosina na broń automatyczną. Współpraca przerodziła się w nieczęstą serdeczną przyjaźń ponad kastowymi podziałami: prostego robotnika z pułkownikiem cesarskiej gwardii, naukowcem z dyplomami renomowanych uczelni technicznych Europy. Ta więź ukształtowała całe przyszłe życie ślusarza. Diegtiarow chłonął wiedzę jak gąbka, Fiodorow stał się jego prywatnym nauczycielem, życiowym mistrzem i protektorem. Paroletnia współpraca nad karabinem automatycznym była dla Diegtiarowa szkołą, której nigdy nie miał okazji skończyć. Przeniósł się w ślad za swoim mistrzem z Oranienbaumu do Siestroriecka, który wyznaczono na centrum prac nad nowymi rodzajami uzbrojenia. Fiodorow ufał mu tak bardzo, że kiedy wyjeżdżał do Petersburga, Diegtiarow wraz z jego drugim protegowanym, Iwanem N. Kolesnikowem, samodzielnie prowadzili prace, wnosząc własne poprawki konstrukcyjne. Kiedy po wybuchu wojny Fiodorowa wysłano za granicę z misją zakupów uzbrojenia dla armii, Diegtiarow po raz pierwszy stworzył od podstaw swoją własną konstrukcję, karabinek samopowtarzalny na bazie Mosina. Karabinek przebadano, uznano za broń perspektywiczną, ale wymagającą dopracowania, na które nie było czasu. Zamiast tego, po powrocie Fiodorowa dokończyli w trójkę prace nad jego karabinem automatycznym, który został wreszcie przyjęty do uzbrojenia w 1916 roku jako Awtomat Fiodorowa obr. 1916 g. Zmiana silnego naboju rosyjskiego 7,62 mm x 54R na słabszy japoński 6,5 mm x 50SR rozwiązała wszystkie problemy, z którymi twórcy nie mogli sobie poradzić od tylu lat. Interwencyjny zakup karabinów Arisaka (STRZAŁ 11/05) sprawił zaś, że amunicja ta stała się w Rosji drugim nabojem standardowym.


Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 7-8/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter