Dole i niedole polskich MiG-ów-29

Adam Gołąbek, Andrzej Wrona
MiG-29 był i jest lotniczą legendą. Przez 17 lat od chwili wejścia na stan polskiego lotnictwa wojskowego był w nim najnowocześniejszym samolotem bojowym. Dziś jego wiek eksploatacyjny sięgnął 30 lat. Przez długi czas mimo różnych incydentów, przesłanek do wypadków czy kilku poważnych awarii wszystkie wprowadzone do służby samoloty, zarówno te zakupione bezpośrednio od producenta, jak i pozyskane z Czech oraz Niemiec pozostawały w komplecie. Stan ten utrzymywał się do 11 czerwca 2016 roku, kiedy awaria łopatki turbiny sprężarki turbostartera wywołała pożar jednej z maszyn przygotowywanych do lotu w malborskiej bazie. Był to jednak tylko początek ciągu pechowych zdarzeń, które skutkowały utratą trzech kolejnych egzemplarzy, w tym dwóch zmodernizowanych z bazy w Mińsku Mazowieckim.
Choć samolot Mikojana jest bardzo ceniony przez pilotów oraz techników za swoją niezawodność, żywotność i łatwą obsługę, podczas 30-letniej służby zdarzały się niebezpieczne incydenty. Wynikały one nie tylko z winy sprzętu i jego podzespołów, lecz także pilotów czy techników.
Eksploatacja sprzętu lotniczego wiąże się ze stosunkowo dużym ryzykiem, zarówno po stronie sprzętu, jak i czynnika ludzkiego. Stąd codzienne szkolenie i zdobywanie doświadczenia nie tylko bojowego, lecz także typowo lotniczego było, jest i pozostanie bardzo ważne w lotnictwie wojskowym. Można powiedzieć, że większy nalot do większe doświadczenie. Jest to jednak również większe prawdopodobieństwo usterki czy awarii, wynikające z wyeksploatowania maszyn czy błędu ludzkiego, spowodowanego także rutyną wykonywanych czynności. Stare lotnicza reguła mówi bowiem, że intensyfikacja wykorzystania sprzętu powoduje wzrost liczby wypadków.
Być może z tego powodu w pierwszym okresie służby samolotów MiG-29 w Polsce incydenty związane z usterkami, uszkodzeniem sprzętu czy błędami ludzkimi pomimo trwającego szkolenia młodych pilotów były okazjonalne. W tym czasie nie odnotowano awarii, które mogły skończyć się utratą pilota lub sprzętu. Jak wynika z dokumentów Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych na poziomie średnim utrzymywały się usterki związane z nieprawidłową pracą silników, uszkodzeniami łopatek sprężarki (głównie przez zassanie ciała obcego w trakcie lotu; odnotowano kilka takich przypadków), uszkodzeniami poszycia skrzydeł przez pilota oraz innymi uszkodzeniami poszczególnych elementów układu paliwowego, hydraulicznego, elektrycznego czy podwozia głównego.
Wart odnotowania jest przypadek, który zdarzył się w 1998 roku. Szkolony pilot por. Janusz Bigus, który przeszedł z 28. PLM, gdzie wykonywał loty na samolotach MiG-23, w trakcie końcowych czynności przedstartowych do swojego trzeciego lotu z instruktorem mjr. pil. Waldemarem Łubowskim na samolocie MiG-29UB o numerze taktycznym 64 wykołował na pas startowy. Omyłkowo przesunął dźwignię chowania podwozia, w wyniku czego w samolocie rozpoczynającym rozbieg schowała się prawa goleń podwozia głównego, a ten opadł na prawą stronę. Piloci opuścili maszynę stojącą na pasie, a technicy za pomocą specjalistycznego sprzętu ją podnieśli, wypuścili schowaną przez pilota goleń podwozia głównego i przeciągnęli do hangaru. Samolot po drobnych naprawach i oblocie technicznym powrócił do lotów.
Pełna wersja artykułu w magazynie Lotnictwo 6/2019