Dostawa C-130E Hercules
Norbert Bączyk
Dostawa C-130E Hercules
dla Sił Powietrznych zakończona
Latem tego roku dobiegła końca zasadnicza część procesu pozyskiwania przez Siły Powietrzne samolotów C-130E Hercules. Tym samym w wyposażeniu 33. Bazy Lotnictwa Transportowego wchodzącej w skład 3. Skrzydła Lotnictwa Transportowego znalazło się pięć średnich samolotów transportowych Lockheed C-130E Hercules. Mowa o maszynach przeznaczonych do służby w polskim lotnictwie, gdyż obecnie w Powidzu znajduje się nawet nieco więcej C-130E Hercules. Zorganizowana w trzeciej dekadzie sierpnia uroczysta ceremonia związana z przejęciem ostatniego z C-130E Hercules jest okazją do pewnego podsumowania tego programu, którego realizacja natrafiła na wiele nieprzewidzianych problemów.
Wizyta przedstawicieli „Lotnictwa” na terenie 33. Bazy Lotnictwa Transportowego w Powidzu 22 sierpnia 2012 roku, kiedy to zorganizowano uroczysty apel z okazji przyjęcia do służby ostatniego z C-130E Hercules, miała wymiar symboliczny. Do Powidza bowiem grupa dziennikarzy przyleciała tego dnia z Warszawy na pokładzie lekkiego samolotu transportowego C-295M z numerem bocznym 011, pierwszego samolotu tego typu, który po remoncie otrzymał nowy wzór malowania – kamuflaż złożony z plam deformacyjnych w różnych odcieniach szarości. Powidz przywitał gości przelotnym deszczem, który jednak szybko ustąpił miejsca słonecznej pogodzie, idealnej dla całej uroczystości z takimi elementami, jak przemarsz kompanii reprezentacyjnej Sił Powietrznych oraz garnizonu bazy czy powietrzna parada C-130E Hercules w asyście C-295M. Ważne było jednak przede wszystkim to, jak bardzo samo lotnisko zmieniło się od czasu, gdy 24 marca 2009 roku trzeba było marznąć i moknąć w Powidzu w oczekiwaniu na pierwszego Herculesa, stojąc pośrodku wielkiego placu budowy (infrastruktura dla C-130E nie była jeszcze gotowa), po podróży odbytej do bazy indywidualnie, samochodem. Wtedy w Powidzu lądował C-130E z numerem seryjnym 70-1273, mający jeszcze na stateczniku pionowym naklejone flagi amerykańskie, a sama baza dopiero przeistaczała się w prawdziwy dom dla dużych transportowców. Spotkaliśmy ten samolot w bazie także teraz, prawie 3,5 roku później, ale już z polskimi oznaczeniami (numer boczny 1501), ze zmysłową nazwą własną „Queen”, i przede wszystkim stojący w wielkim, przestronnym hangarze (co też jest symboliczne, gdyż maszyna „1501” zyskała swego czasu nieco dwuznaczną nazwę „Queen of hangar”, co nawiązywało do problemów technicznych samolotu i długich przestojów w początkowym okresie eksploatacji). Samolot ten w pewien sposób pełnił funkcję gospodarza. Przed hangarem zaparkowano z kolei C-130E z numerem bocznym 1505 – piątego, ostatniego polskiego Herculesa, dostarczonego formalnie do Polski 21 lipca 2012 roku. 33. Baza Lotnictwa Transportowego zaprezentowała się świetnie, dla każdego bowiem śledzącego program C-130E Hercules dla Sił Powietrznych prawdziwą przyjemnością było zaobserwować, jak pomimo wszelkich trudności, jakie spotkały ten program, krok po kroku doprowadzony został do szczęśliwego finału. I tylko jedna łyżka dziegciu znalazła się tego dnia w programie uroczystości, też zresztą symboliczna. Gdy C-295M z numerem 011 zaparkował na płaszczyźnie postojowej, tuż obok czekał na niego C-130J Super Hercules z numerem RS 78614 z US Air Force. Ech, mając w wyposażeniu Sił Powietrznych bardzo nowoczesną wersję wielozadaniowego samolotu myśliwskiego F-16 Block 52+, polskiego Jastrzębia, chciałoby się także mieć równie nowoczesne średnie transportowce C-130J. Apetyt rośnie w miarę jedzenia…
Bardzo długie zaręczyny
Siły Powietrzne nie dysponują maszynami C-130J, w wyposażeniu naszego lotnictwa są za to transportowce C-130E. Koncepcja pozyskania przez Siły Zbrojne RP samolotów C-130 Hercules datuje się jeszcze na lata 90. XX wieku, kiedy to pojawiła się pierwsza okazja pozyskania czterech maszyn C-130B. Wówczas jednak pomysł ten, zresztą na szczęście, nie wypalił. Ostatecznie impulsem do bardziej zdecydowanych działań stały się dopiero doświadczenia z misji na Bałkanach, a przede wszystkim z Afganistanu i Iraku, gdzie nasza armia zaangażowała się odpowiednio w 2002 i 2003 roku. W tej sytuacji w latach 2002-2003 podjęto rozmowy zmierzające do pozyskania kilku samolotów C-130. Barierą okazały się jednak koszty. Ówcześni decydenci deklarowali bowiem wyraźnie, że wobec realizacji kilku kluczowych programów modernizacyjnych (F-16, AMV, Spike, C-295) oraz zwiększenia zaangażowania armii poza granicami kraju, własne środki wystarczą co najwyżej na budowę infrastruktury lotniskowej pod nowe samoloty, ale nie ma możliwości sfinansowania nabycia ich samych. Ze względu na tak drastyczne ograniczenia budżetowe podjęto zatem starania o sfinansowanie tego programu przy użyciu bezzwrotnej pożyczki rządu amerykańskiego – FMF – Foreign Military Financing. Była to jedyna możliwa droga do pozyskania C-130. Zaważyła jednak w późniejszym okresie na sprawnej realizacji programu oraz na zakresie wyposażenia nabytych samolotów.
Tymczasem strona amerykańska wyraziła zainteresowanie taką formą umowy, tym bardziej, że w 2002 roku toczył się w Polsce przetarg na wielozadaniowe samoloty myśliwskie i słychać było nawet głosy, aby obie te transakcje ze sobą połączyć (co ostatecznie nie miało bezpośrednio miejsca). Wówczas też zwrócono uwagę na maszyny C-130K Hercules wycofane niedługo wcześniej z arsenałów RAF, mimo ich zaawansowanego wieku oraz znacznego zużycia. Ostatecznie jednak dopiero 22 czerwca 2004 roku ówczesny minister obrony narodowej Jerzy Szmajdziński podpisał stosowną umowę PL-D-QAG/LOA na dostawę łącznie 5 samolotów C-130K i jednego C-130K-30 (z czego jeden samolot jako źródło części zamiennych). Koszty programu oszacowano wówczas na 75,22 mln dolarów, przy czym kwoty te, sygnowane w ramach FMF, dotyczyły jedynie remontów i modernizacji samolotów. Transportowce miały dotrzeć do Polski już w latach 2006-2007. Jednakże wybór maszyn intensywnie użytkowanych przez Brytyjczyków okazał się mało szczęśliwy. Wyprodukowane pod koniec lat 60. XX wieku C-130K odznaczały się bowiem znacznym zużyciem, ponadto ze względu na szczególne wyposażenie wymagały szeregu przeróbek. Analiza techniczna wskazanych samolotów wykazała konieczność poważnych prac czy wręcz wymiany podstawowych agregatów i elementów konstrukcyjnych, w tym części skrzydeł, silników i śmigieł. W efekcie z jednej strony podwyższyło to koszty modernizacji nawet do 200 mln dolarów, z drugiej oddaliło planowane przekazanie samolotów na lata 2011-2012. I choć 4 kwietnia 2005 roku szef MON wydał decyzję Nr 79/MON w sprawie programu wyposażenia Sił Zbrojnych RP w samoloty transportowe C-130K Hercules, to zaledwie miesiąc później (dokładnie 13 maja) po konsultacjach ze stroną amerykańską koncepcja pozyskania tych maszyn upadła.
Pełna wersja artykułu w magazynie Lotnictwo 10/2012