Dzieje pewnego frachtowca

Rafał M. Kaczmarek
Bohater niniejszego artykułu pływał pod pięcioma banderami i podczas swej morskiej służby dziewięciokrotnie zmieniał nazwę. Takich jednostek w historii było sporo, ale tę różni od innych wiele funkcji, które pełnił, a tych było aż pięć.
Jego dzieje rozpoczęły się banalnie. W 1938 r. stocznia w Bremie zbudowała dla armatora Woermann Linie AG z Hamburga frachtowce – drobnicowce Kamerun i Togo, które miały pływać między portami niemieckimi a zachodnioafrykańskimi. Nazwy obu statków nie były przypadkowe – upamiętniały dawne niemieckie kolonie, utracone w wyniku klęski w I wojnie światowej. Zresztą, jak wynika z dat budowy, pokojowa, jak również cywilna służba obu jednostek nie trwała zbyt długo…
7 sierpnia 1939 r. Togo, bo on jest bohaterem tego artykułu, opuścił Antwerpię docierając 25 sierpnia do Duali we francuskim wówczas Kamerunie, gdzie miał wyładować wiezione żywe (!) woły, przeznaczone do Pointe Noire we francuskim Kongu. Władze portu były jednak zaskoczone przybyciem statku, i z powodu groźby wybuchu wojny wyładunek został zabroniony. Wkrótce na jednostkę dotarła też pogłoska, że Togo nie zostanie wypuszczony z portu; podobnie miało się stać ze znajdującym się w Duali włoskim frachtowcem Savoia. Kapitan niemieckiego statku, Eugene Rousselet, postanowił natychmiast wyruszyć z Duali, jednak nie otrzymał od zarządu portu pilota, choć wiedział, że trzej z czterech są do dyspozycji.
Krótko przed południem przed statkiem stanął patrol policji, później zmieniony przez żołnierzy wojsk kolonialnych. Około godz. 16.00 na frachtowcu odebrano sygnał QWA 7, nakazujący natychmiastowy powrót do Rzeszy w związku ze zbliżającym się wybuchem wojny. Wieczorem władze francuskie wyraziły zgodę na opuszczenie portu przez Togo, jak też przez Savoię. Niemiecka jednostka natychmiast wyruszyła w drogę, zmierzając do Matadi w belgijskim Kongu (nad rzeką Kongo, około 130 km od ujścia), gdzie planowano wyładować wiezione woły. Ta decyzja nie była przypadkowa, gdyż kapitan statku był Belgiem. Przybył tam 31 sierpnia. Mimo neutralności Belgii, wobec Niemców okazywano rezerwę, zdarzały się nawet przypadki jawnej wrogości. Jeszcze tego samego dnia frachtowiec przeszedł do Boma (około 30 km na zachód od Matadi), gdzie do 4 września pozbyto się wołów, by... znów je zabrać. 8 września Togo powrócił do Matadi, aby tam do 12 września ostatecznie zostać rozładowanym, po czym statek nazajutrz powrócił do Boma, ponieważ w Matadi nie było miejsca dla kotwiczenia jednostki.
Ze względu na dopiero co rozpoczętą wojnę załoga Togo z powodu złego nastawienia wobec Niemiec otrzymała zezwolenia na schodzenie na ląd tylko za dnia i na krótko. W tej sytuacji statek został przygotowany przez niemieckich marynarzy do samozatopienia. Poza tym brakowało prowiantu, który dostarczały w ograniczonym rozmiarze tylko belgijskie statki pocztowe, a zaopatrzenie z lądu było niemożliwe. Ponadto władze belgijskie zapieczętowały radiostację frachtowca, jednak wskutek protestu kapitana zezwolono na odbiór wiadomości. 15 września specjalna komisja przeszukała statek podejrzewając, że jest on krążownikiem pomocniczym! Jednak w przyszłości tak miało być…
Na początku października na Togo odebrano z Niemiec rozkaz powrotu do ojczyzny. Nie było to takie proste, ponieważ na wypłynięcie musiały się zgodzić władze belgijskie, a przed ujściem rzeki Kongo patrolowały alianckie okręty – Niemcy od załóg przybywających do Boma statków innych bander dowiedzieli się o obecności na tym akwenie francuskich okrętów podwodnych Ajax i Centaure (według innych publikacji także Surcoufa, wówczas największego na świecie). 25 października statek został poddany ponownej kontroli, podczas której dokładnie zmierzono ilość paliwa i wody pitnej, gdyż podejrzewano, że Togo mógłby posłużyć jako zaopatrzeniowiec dla U Bootów, po czym wydano zgodę na jego wypłynięcie. Tego samego dnia na frachtowcu odebrano informację, że francuskie okręty podwodne odeszły eskortując 4 statki, a brytyjski krążownik opuścił ujście Kongo osłaniając 5 innych jednostek. Wówczas kpt. Rousselet zdecydował się na wyruszenie i jeszcze 25 października Togo wyszedł z Boma, płynąc na północ w trzymilowej strefie przybrzeżnej, by później skręcić na zachód.
Na akwenie na południe od Przylądka Zielonego (Senegal) statek napotkał 2 okręty brytyjskie, z których jeden nadał meldunek o kontakcie z podejrzaną jednostką, co odebrano na frachtowcu. Na pozycji 39°N, 034°W Togo zmienił kurs na północny i w bardzo silnym sztormie minął Islandię od południa w odległości około 60 Mm od wyspy. Za Islandią jednostka była ścigana przez okręt podwodny, jednak utrzymująca się sztormowa pogoda uniemożliwiła prześladowcy użycie działa. Następnie Togo dotarł do brzegów Norwegii i utrzymując się w trzymilowej strefie przybrzeżnej wszedł do Bergen. Tam od niemieckiego konsula otrzymał stosowne dokumenty, by kontynuować rejs. Ostatecznie wieczorem 23 listopada frachtowiec zawinął do Hamburga, gdzie jego służba w Handelsmarine dobiegła końca.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO5-6/2015