EURONAVAL 2012
Tomasz Grotnik
EURONAVAL 2012 – na przekór trendom
Schyłek ścigaczy rakietowych?
Salon uzbrojenia i wyposażenia morskiego Euronaval jest doskonałym miejscem do śledzenia kierunków rozwoju flot oraz najnowszych rozwiązań konstrukcyjnych okrętów, a także wszystkiego co im niezbędne do działania. Producenci pokazują tu najnowsze propozycje dopasowane do potrzeb sił oraz wszelkich służb morskich, kształtowanych zmienną sytuacją geopolityczną. Jakby wbrew tym trendom, paryska impreza pozwala także dostrzec zanikające klasy jednostek pływających, których formuła stopniowo wyczerpuje się wobec transformacji, jakie zachodzą w świecie.
Niemal każdy autor piszący o ścigaczach rakietowych, czy ich uzbrojeniu, zaczyna swój artykuł tak samo: „w październiku 1967 r. izraelski niszczyciel Eilat został zatopiony przez dwa pociski przeciwokrętowe P-15 wystrzelone z egipskiej jednostki typu Komar, stając się pierwszą ofiarą broni tej klasy...”, etc. No właśnie, czy przypadkiem nie upłynęło od tamtego wydarzenia dość dużo czasu, by okazało się, że jednostki będące niegdyś najgroźniejszym orężem wielu flot, po ponad 40-letniej służbie są przeżytkiem zimnej wojny?
To chyba za mocne stwierdzenie, podobnie jak wróżby o wyginięciu niszczycieli min wobec pojawienia się coraz bardziej zaawansowanych bezzałogowych systemów przeciwminowych. Niemniej zapotrzebowanie na okręty rakietowe (określane często jako Fast Attack Crafts – szybkie jednostki uderzeniowe) znacząco spadło. Cieszą się one wciąż powodzeniem jedynie w krajach o szczególnie ukształtowanym wybrzeżu (Skandynawia, Grecja) oraz leżących nad akwenami zamkniętymi, a także na Bliskim i Dalekim Wschodzie, gdzie prawdopodobieństwo konfliktu sił o podobnych potencjałach jest większe. Ważniejsze floty świata, po zamknięciu zimnowojennego rozdziału historii, skupiły wysiłki na zapewnieniu bezpieczeństwa żeglugi oraz zwalczaniu przemytu broni, ludzi i materiałów niebezpiecznych, a do piratów i terrorystów rakietami strzelać się nie da – a przynajmniej się nie opłaca. Kraje realizujące taką politykę kupują okręty o większej autonomiczności i dzielności morskiej, często słabiej uzbrojone, ale lepiej predestynowane do działań asymetrycznych.
Jakkolwiek nasi północni sąsiedzi sami radzą sobie z budową ścigaczy i do Paryża po nie jeździć nie muszą, tak na innych czekała skromna oferta, którą właśnie przedstawiamy.
Rosja górą
I to niezmiennie. Rosyjskie biura projektowo-konstrukcyjne proponują bez wątpienia najszerszy wybór małych jednostek uderzeniowych. Czynnikiem decydującym jest tu ich wielkie doświadczenie w tym zakresie, jak również poważne sukcesy eksportowe starszych konstrukcji. Wystarczy wspomnieć liczne Komary, Osy, Nanuchki lub Tarantule, przy czym te ostatnie w nieco odświeżonej wersji wciąż są sprzedawane za granicę. Co jeszcze ciekawsze, Rosjanie opatrują najnowsze projekty numerami wskazującymi na ich pokrewieństwo ze starymi „klasykami”, a nawet przyswajają ich oznaczenia NATO-wskie, chcąc zapewne uwiarygodnić nowe konstrukcje, choć – mówiąc oględnie – związek między nimi jest trudno dostrzegalny. Przykładem takiego działania może być proj. 02065 Bogomol.
Największy dorobek w tej klasie okrętów ma petersburskie biuro OAO CMKB Ałmaz. Jego dziełem jest kilka z prezentowanych konstrukcji, a wśród nich ścigacze artyleryjsko-rakietowe proj. 20970 Katran i proj. 12300 Skorpion oraz rakietowy proj. 02065 Bogomol. Poza nimi, pod jednym szyldem państwowej kompanii FGUP Rosoboroneksport, zielonodolskie biuro ZPKB pokazało rodzinę jednostek proj. 21632 Tornado, wśród których bazową jest mały okręt artyleryjsko-rakietowy. Wspólną cechą wymienionych projektów jest ujednolicenie zastosowanych typów uzbrojenia i wyposażenia elektronicznego – dodajmy, znanego i już sprawdzonego. To kolejny zabieg mający potwierdzić wysoką jakość nowych okrętów. Chyba skuteczny, bo pierwszego Katrana dla sił morskich Kazachstanu buduje Stocznia AO Zienit w Uralsku.
Projekt 20970 to konstrukcja wielkości naszych Orkanów, w której oprócz znanych rozwiązań zastosowano nowe, odmieniające stereotypowe myślenie o – radzieckich wówczas – okrętach. Przede wszystkim jednostka otrzyma siłownię złożoną z trzech silników wysokoprężnych niemieckiej firmy MTU oraz tyluż pędników strugowodnych KaMeWa, które zastąpiły przestarzałe radzieckie diesle. Ponadto zamiast radarów nawigacyjnych wykorzystujących przestarzałą, typowo wojskową toporną bazę sprzętową, na Katranie pojawi się stacja firmy Furuno o mniejszej mocy i większej niezawodności. Ten trend utrzymuje się zresztą w wielu rosyjskich propozycjach eksportowych, uatrakcyjniając je poprzez obniżenie kosztów eksploatacji okrętów. Ścigacz typu Katran będzie też prawdopodobnie pierwszą jednostką uzbrojoną w zupełnie nową armatę A-220M kal. 57 mm, która zapewne będzie zastępować na małych jednostkach znaną AK-176M kal. 76,2 mm. Najważniejsze cechy tej konstrukcji to niezwykła szybkostrzelność – do 300 strz./min. oraz mała masa – 6 t wobec około 11 t w przypadku AK-176M. Do jej naprowadzania (a także armaty AK-630M kal. 30 mm) posłuży radiolokacyjno-optyczny system MR-123-02 Bagira. Innym nowym, choć coraz częściej proponowanym, uzbrojeniem jest wieżowe, zdalnie kierowane stanowisko 3M-47 Gibka dla modułów ogniowych Strielec dla rakiet plot. bliskiego zasięgu Igła lub Igła-S. Zasadniczym orężem Katrana będzie natomiast przeciwokrętowy kompleks rakietowy Uran-E z pociskami 3M-24E i systemem kierowania ogniem 3R-60UE, pozwalający na zwalczanie celów w odległości do 130 km. Wykrywanie i wskazywanie obiektów ataków zapewnić ma stacja radiolokacyjna Pozitiw-ME1.2. Wspomniane systemy uzbrojenia i elektroniki to obecnie niemal standard w ofercie Rosoboroneksportu.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 12/2012