Euronaval 2014


TOMASZ GROTNIK


 

 

 

 

Euronaval 2014

 

 

 

Statystyki nie kłamią. Obecność 352 wystawców z 28 krajów, ponad 90 oficjalnych delegacji polityków i wojskowych z 78 państw, a także przeszło 300 dziennikarzy z całego świata sprawiła, że 24. edycja targów Euronaval, które odbyły się w dniach 27–31 października w paryskim centrum wystawowym Le Bourget, utrwaliła ich pozycję lidera wśród światowych imprez tej kategorii. Aby jednak już na wstępie nie „przesłodzić”, dodamy że zdecydowana większość zaprezentowanych nowości była „małego kalibru”, zaś najciekawsze wśród kategorii okrętowych dotyczyły państw – powiedzmy szczerze – raczej oddalonych od naszego kraju. To właśnie przesunięcie sporej części produkcji i zakupów techniki oraz uzbrojenia morskiego z Europy do Azji, Ameryki Południowej, a nawet Afryki, stało się znakiem tegorocznego Euronaval.

 

 

Poprzednie edycje targów były głównie odpowiedzią na asymetryczne zapotrzebowania flot, podlegających na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat systematycznym transformacjom operacyjnym i sprzętowym, wymuszonym przez zmianę uwarunkowań politycznych. Siły morskie państw liczących się w skali globalnej (głównie NATO) od pewnego czasu wzmacniają lub tworzą od podstaw swoje zdolności ekspedycyjne, ale także ochrony ważnych instalacji brzegowych. Nic więc dziwnego, że w minionych latach raportowaliśmy o nowych okrętach desantowych i logistycznych, korwetach bazujących na rozwiązaniach cywilnych, patrolowcach, bezzałogowcach, czy systemach nadzoru i wykrywania zagrożeń w portach oraz bazach. Długotrwały proces pozyskiwania tego sprzętu jest kontynuowany, tymczasem zdążył wykształcić się nowy podział wśród dostawców i odbiorców okrętów oraz rozwiązań technicznych, w którym państwa do tej pory nie kojarzone z nowoczesnym przemysłem okrętowym zaczęły odgrywać istotną rolę.

W ubiegłorocznej prognozie World Naval Market Forecast, opracowanej przez AMI International, przewiduje się, że w ciągu 20 lat zostaną zrealizowane około 522 programy budowy ponad 3200 okrętów nawodnych, podwodnych i innych jednostek pływających o szacunkowej wartości 838 mld USD. Z tego gigantycznego „tortu” około 28% przypadnie państwom rejonu Azji i Pacyfiku. Powstanie tam 650 różnej wielkości okrętów nawodnych i 116 podwodnych. Bliski Wschód i Afryka Północna to kolejne obszary mogące poszczycić się wzrostem w tej sferze – 640 jednostek to perspektywa na najbliższe dwie dekady. Ameryka Łacińska i Południowa także wyrastają na ważnego gracza na rynku uzbrojenia morskiego, a ambicje niektórych państw tych regionów od dawna wykraczają poza zapotrzebowanie własnych flot. Kraje NATO (w tym USA) mają z kolei zakupić 524 okręty. Towarzyszy temu nowa tendencja – wiele państw ze słabo rozwiniętym przemysłem stoczniowym nie chce już „po prostu” kupować jednostek pływających, ale żąda przekazania licencji i transferu technologii do własnych zakładów, czasem możliwości budowy ich u siebie od podstaw, a nawet możliwości odsprzedaży tak powstałych okrętów. W ten sposób największe koncerny świata tworzą same sobie nową konkurencję. Nie dziwi więc, że na Euronaval 2014 można było oglądać stoiska firm z: Brazylii, Chile, Indii, Republiki Korei, Singapuru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i innych krajów, które skorzystały w ostatnich latach na „przeszczepieniu” zagranicznej myśli technicznej.

Aby jednak to sprawozdanie nie było zbyt oderwane od naszej rzeczywistości, skupimy się w nim na naprawdę nowych trendach, a także sprawach szczególnie ciekawych.


OKRĘTY PRAWDZIWE I WIRTUALNE
Zaczniemy nietypowo – od... 26-letniego patrolowca. Spółka Kership (Piriou 55% i DCNS 45%, obecnie buduje serię jednostek wielozadaniowych B2M dla francuskiej floty) w końcu 2013 r. kupiła od Marine nationale stary, 54-metrowy okręt Tapageuse typu P-400, z zamiarem remontu i sprzedaży. Tymczasem trzeciego dnia imprezy ogłoszono, że konsorcjum zawarło swój pierwszy kontrakt zagraniczny na dwa patrolowce – jednym z nich jest właśnie wspomniany weteran. Niewykluczone że wcześniej dokonano ustaleń wstępnych, niemniej jest to prawdopodobnie pierwsza w świecie tego rodzaju sprzedaż spekulacyjna. Druga jednostka to prosty konstrukcyjnie, a jednocześnie dość nowoczesny, powstający od podstaw – OPV 50. Ma on okrężnie oszklony mostek, dwa slipy do szybkiego wodowania 7-metrowych łodzi inspekcyjnych, lądowisko śmigłowca bez hangaru, ale za to z możliwością zabierania kontenerów i dobre właściwości morskie. Mierzy 58,2x9,5x2,7 m, rozwinie prędkość 21 w. i uzyska zasięg 5000 Mm. Patrolowce zamówiła Republika Gabońska. Wyremontowany i zmodernizowany P-400 ma zostać przekazany w połowie przyszłego roku, zaś OPV 50 – rok później. W czasie Euronaval dowiedzieliśmy się też, że uzbrojeniem tego drugiego będzie 20 mm stanowisko Nexter Narwhal 20A (przewidziano je też na cztery 20-metrowe gabońskie patrolowce typu RPB20, powstające w stoczni Radico Marine). A gdyby któraś z naszych stoczni odkupiła od MW RP jeden-dwa trałowce, będące wciąż w niezłej kondycji, zmodernizowała je montując systemy przeciwminowe krajowej produkcji, i zaproponowała po atrakcyjnej cenie właściwemu odbiorcy, może udałoby się i jakiegoś Kormorana II sprzedać „w pakiecie”?

 

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 12/2014

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter