F-35 nadchodzi. Polskie i globalne podsumowanie ostatnich miesięcy

Dawid Kamizela
Przełom 2019 i 2020 roku obfitował w nowości dotyczące programu myśliwca Lockheed Martin F-35 Lightning II. Dotyczyły one bezpośrednio polskiego programu Harpia, mającego zaowocować pozyskaniem przez nasz kraj takich maszyn dla dwóch eskadr lotnictwa taktycznego, jak i kwestii międzynarodowych, które jednak wraz z decyzją o wyposażeniu Sił Powietrznych RP w myśliwce F-35 w coraz większym stopniu dotyczą także Polski.
Program Harpia
Pierwsze, doprecyzowujące informacje, dotyczące potencjalnego polskiego zakupu myśliwców F-35, pojawiły się w trakcie odbywającego się od 3 do 6 września ubiegłego roku w Kielcach, corocznego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego (MSPO). W jego trakcie firma Lockheed Martin była licznie reprezentowana, na czele z jej wiceprezesem i jednocześnie szefem programu F-35, Gregiem Ulmerem. W trakcie prezentacji dotyczącej nowego myśliwca wyjaśniono znaczną część dotychczasowych niewiadomych i wątpliwości dotyczących zakupu maszyn przez Polskę.
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez przedstawicieli Lockheed Martin, możliwości produkcyjne, jakimi dysponuje amerykańska firma, zapewniają możliwość przekazania Polsce pierwszych czterech maszyn, wyprodukowanych w ramach 16 serii produkcyjnej, w 2024 roku. Te pierwsze cztery myśliwce nie trafiłyby od razu do Polski, lecz wzorem innych odbiorców eksportowych, początkowo pozostały w Stanach Zjednoczonych, służąc do szkolenia pierwszych polskich pilotów tych maszyn oraz personelu naziemnego. Można założyć, że szkolenie to, wzorem innych odbiorców eksportowych, odbywałoby się w bazie Luke w stanie Arizona.
Kolejnych 12 maszyn zostałoby przekazanych Polsce w przeciągu dwóch kolejnych lat, aby finalnie w 2026 roku nasz kraj posiadał 16 maszyn pozwalających na wyposażenie pierwszej przezbrajanej eskadry. Kolejnych 16 myśliwców przeznaczonych dla drugiej eskadry, polska strona mogłaby otrzymać do 2030 roku włącznie. Wszystkie zakupione przez nasz kraj myśliwce, począwszy od pierwszej przekazanej maszyny, reprezentować mają docelowy standard Block 4. To dobra wiadomość, która oznacza, że Polska strona uniknęłaby problemów trapiących wcześniejszych użytkowników F-35, to jest konieczności późniejszej modernizacji myśliwców, które przekazywane byłyby w pierwotnym, „tymczasowym” wariancie Block 3F.
Poza maszynami do kraju trafić by miała również infrastruktura szkoleniowa na czele z symulatorem misji oraz zabezpieczenie logistyczne. Przedstawiciele firmy nie mogli natomiast odpowiedzieć na pytanie, w którym kraju prowadzone byłyby poważniejsze prace serwisowe polskich maszyn. Przedmiotem nie zakończonej wówczas dyskusji był także rozmiar i natura współpracy przemysłowej towarzyszącej zakupowi amerykańskich myśliwców przez Polskę. Kwestia ta budziła wiele zainteresowania, szczególnie w kontekście usunięcia z programu JSF Turcji, kraju, którego przemysł był w istotnym stopniu zaangażowany w produkcję elementów myśliwców.
Kolejnym krokiem na drodze do pozyskania myśliwców była opublikowana 11 września 2019 roku przez amerykańską Agencję ds. Współpracy Obronnej (DSCA) informacja, że firma Lockheed Martin otrzymała ze strony Departamentu Stanu USA formalną zgodę na sprzedaż Polsce produkowanych przez siebie maszyn. Następnym etapem procesu było udzielenie podobnej zgody przez Kongres Stanów Zjednoczonych. O tym, że Polska otrzymała „zielone światło” na zakup myśliwców również od Kongresu, szef MON Mariusz Błaszczak poinformował 27 września 2019 roku.
W opublikowanym przez DSCA dokumencie znalazł się wykaz zakładający zezwolenie na sprzedaż naszemu krajowi łącznie 32 maszyn F-35 w konwencjonalnej wersji A. Poza samymi myśliwcami Polska otrzymała zgodę na kupno 33 (32 dla zamawianych maszyn, jeden zapasowy) stanowiących napęd samolotów silników Pratt&Whitney F-135, systemów walki radioelektronicznej, systemu wspomagającego eksploatację myśliwców ALIS (Autonomic Logistic Information System), pełnego symulatora misji FMS (Full Mission Simulator) oraz innych komponentów i usług towarzyszących temu systemowi uzbrojenia. Zestawieniu towarzyszyła jego wstępna wycena, opiewająca na imponującą kwotę 6,5 miliarda USD. Kwota ta zestawiona w publikacjach medialnych z kosztami zakupu myśliwców F-35 przez innych odbiorców eksportowych wywołała w Polsce duże kontrowersje i pole do dyskusji.
Z tego powodu, mimo że uwarunkowania procedury Foreign Military Sales były już kilkukrotnie na przestrzeni ostatnich lat przedmiotem wyjaśnień w prasie specjalistycznej, warto się nad nimi pochylić raz jeszcze. Ich poznanie może bowiem pozwolić na lepsze zrozumienie powodu takiej, wstępnej wyceny potencjalnego kontraktu przez stronę amerykańską.
Procedura FMS składa się w dużym uproszczeniu z siedmiu kroków:
- wstępnego określenia wymaganych zdolności, a następnie oszacowania przez kupującego swoich potrzeb odnośnie pakietu uzbrojenia produkowanego w Stanach Zjednoczonych;
- dialogu prowadzonego pomiędzy kupującym a rządem USA, mającego na celu sprecyzowanie wymagań na podstawie udzielanych przez Amerykanów informacji o oferowanym przez nich uzbrojeniu;
- formalnego wniosku LoR (Letter of Request) dotyczącego określonego systemu uzbrojenia;
- po otrzymaniu LoR Departament Obrony rozpoczyna przygotowywanie oferty uwzględniającej wyartykułowane potrzeby zamawiającego oraz wnioskuje do Departamentu Stanu oraz Kongresu o wyrażenie zgody na eksport danego systemu uzbrojenia; całość tego skomplikowanego procesu może potrwać nawet do 160 dni, a po jego pozytywnym zakończeniu kupujący otrzymuje formalną ofertę LoA (Letter of Offer);
- kupujący ma 85 dni na zapoznanie się z treścią LoA, jej dopasowanie do własnych potrzeb i możliwości, dokonane we współpracy ze stroną amerykańską i jego ewentualną akceptację;
- następnie, gdy Departament Obrony otrzyma podpisane LoA, uruchamia właściwy proces sprzedaży;
- dostawy uzbrojenia oraz wykonanie większości płatności.
To właśnie powyższy krok czwarty, w którym Departament Stanu i Kongres mają zaopiniować przedstawioną im listę uzbrojenia, wyposażenia i towarzyszących pakietów logistycznych i szkoleniowych, jest najbardziej skomplikowanym i czasochłonnym procesem. Lista planowanego do kupna sprzętu przygotowywana jest zawsze ze znacznym marginesem, mającym wykluczyć lub zminimalizować ryzyko konieczności powtarzania całej procedury w przypadku chęci wprowadzenia zmian na późniejszych etapach procesu. Zabieg ten pozwala również na skorzystanie z możliwości ewentualnego „dokupienia” niektórych elementów wyposażenia w późniejszym czasie. Rezultatem takiego wybiegu jest natomiast znacznie wyższa, niż realnie przewidywana, wycena potencjalnego pakietu. Przy tak rozbudowanym zadaniu wycena jest niemal zawsze, istotnie zawyżona w porównaniu do ostatecznych kosztów zakupu. Podobne sytuacje z udziałem Polski w ostatnich latach miały miejsce już kilkukrotnie. Takim przykładem jest umowa dotycząca zakupu dwóch pierwszych baterii IBCS/Patriot w ramach programu przeciwrakietowego Wisła. Wycena z notyfikacji DSCA opiewała na kwotę 10,5 mld USD, finalnie podpisana w 2018 roku umowa warta jest blisko 4,75 mld USD.
Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 2/2020