Nóż szwedzkich lotników
Wojciech Weiler i Natalia Ipohorska-Lenkiewicz
Nóż szwedzkich lotników
Firma Fällkniven słynie z produkcji doskonałych noży o bardzo wysokiej jakości i wytrzymałości, w którą trudno uwierzyć. Obok modeli tak kultowych, jak A1 Army Survival Knife (którego sylwetkę umieszczono na firmowym logo) i S1 Forest Knife, do okrętów flagowych producenta należy także F1 Pilot Survival Knife – od 1995 roku przepisowy nóż przetrwania lotników Szwedzkich Sił Powietrznych.

F1 w wersji z czernioną głownią od listopada 2000 roku testowały powietrzne załogi US Marine / US Navy – nóż sprawdził się wyśmienicie i w grudniu tegoż roku został zaaprobowany przez US Naval Air Warfare Center. Niewykluczone, że Fällkniven to jedyny europejski producent noży, który ma możliwość dostarczać survival knives dla Armii Stanów Zjednoczonych. Dzięki uprzejmości warszawskiej firmy Artemix mieliśmy możliwość solidnego przetestowania sprzętu przetrwania, w który wyposażani są piloci z Kraju Trzech Koron. Fällkniven F1 nie należy do noży pięknych, ma jednak swój skandynawsko-północny klimat i to niemierzalne „coś”, dzięki czemu przykuwa wzrok mimo formy nudnej i pospolitej, pozbawionej jakiejkolwiek fantazji. Kształt F1 oparty jest na założeniach noża przetrwania, zresztą dość mocno ograniczonych narzuconą masą i wymiarami – nóż od początku projektowany był jako standardowe wyposażenie szwedzkich pilotów wojskowych. Jest prosty, wytrzymały, świetnie spełnia swoje zadania i ma kompaktowe gabaryty – długość całkowita noża wynosi 210 mm, z czego 97 przypada na głownię. Nóż wykonany jest bardzo porządnie: głownia symetryczna, szlif równy, rękojeść ma tylko minimalne nadlewki na płaszczyźnie podziałowej formy i w miejscu wlewku – to normalne pozostałości po procesie produkcyjnym. Na bokach głowni widać poprzeczne ślady po szlifowaniu. Po lewej stronie umieszczono w owalu oznaczenie „F1 FÄLLKNIVEN LAM. VG10” – płytko wybite i wypełnione czarną farbą, która podczas testu częściowo odpadła. F1 out of the box naostrzony jest fabrycznie na tyle, że bez problemu zdaje podstawowy egzamin, jakiemu zwykło poddawać się ostrość i goli na sucho włosy na przedramieniu.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 10/2009