Fabryka Broni Łucznik-Radom VIS 100

Michał Sitarski
Wojsko Polskie od zakończenia II wojny światowej jakoś nie ma szczęścia do broni krótkiej (oczywiście z pominięciem Wojsk Specjalnych) – być może dlatego, że była traktowana po macoszemu. Nie przywiązywano specjalnej wagi do jej roli na polu walki, a w zasadzie jej jedynym przeznaczeniem miała być samoobrona i „wymuszanie posłuszeństwa” na podwładnych przez dowódców uzbrojonych w pistolet. Po co więc rozwijać konstrukcje, które z założenia nie będą służyły do walki (chyba że w jakichś dramatycznych okolicznościach), a ich wykorzystanie będzie sporadyczne?
Z powyższych powodów, a także w wyniku ówcześnie obowiązujących sojuszy nasze wojsko po zakończeniu wojny używało pistoletu TT (wz. 33), czyli wytworu radzieckiej myśli technicznej, będącej radosną wariacją na temat pistoletów Browning, po wojnie produkowanego na licencji także w Polsce. W kolejnych latach do uzbrojenia wprowadzano już broń opracowaną w kraju, ale powstającą nadal według dość dziwacznych założeń i przystosowaną do strzelania słabiutką amunicją Makarowa 9 mm x 18. Pierwszą z nich był P-64 CZAK, czyli niewielki pistolecik z magazynkiem na 6 sztuk amunicji, silnie inspirowany rozwiązaniami z pistoletów Makarowa oraz Walthera PP/PPK. Co ciekawe, opracowano wersję dla wojska (z dłuższą lufą i większym magazynkiem) oraz milicyjną, i to właśnie tę druga przyjęto do uzbrojenia wojska i milicji. Już samo to pokazuje, jak traktowano wówczas krótką broń palną... Kolejnym pistoletem powszechnie używanym w WP oraz Milicji i Policji był P-84, czyli (w pewnym uproszczeniu) trochę nowocześniejszy P-64, wykonany tańszymi metodami (tłoczenie głębokie, spawanie zamiast obróbki skrawaniem). Broń tylko minimalnie lepsza od swojego poprzednika (którego i tak nigdy do końca nie wyparła z uzbrojenia, zwłaszcza w Policji), z trochę dłuższą lufą, większym chwytem i magazynkiem na 8 naboi. Nadal jednak strzelał nabojem Makarowa i wciąż nie był traktowany jako broń do walki, chyba że w ostateczności (np. coś w stylu Alamo). Te dwa pistolety funkcjonowały równolegle przez długie lata, a nawet były zabierane na misje zagraniczne – podejrzewam, że gdyby dobrze poszukać, to pewnie w czeluściach magazynów SZRP znalazłoby się całkiem sporo P-64 – w linii raczej już ich nie ma, za to wciąż są jeszcze niedobitki P-83.
Po latach rozkazem nr 68 z 23 marca 1999 r. szef Sztabu Generalnego WP wprowadził do wyposażenia Sił Zbrojnych RP pierwszy powojenny polski pistolet strzelający nabojem 9 mm x19, czyli (nie) sławny WIST-94. Konstrukcja ta, będąca bezkurkowcem na polimerowym szkielecie, pokonała inny polski pistolet, czyli MAG-98 z FB Radom (konstruktorem był p. Marian Gryszkiewicz), który był „klasycznym” pistoletem z kurkowym mechanizmem spustowo-uderzeniowym, ze stalowym szkieletem. Niestety, MAG nie spełnił warunków konkursu (masa i wymiary), więc odpadł, a do wojska trafił znany i (nie) lubiany WIST. Po krótkim czasie używania broń spotkała się z falą krytyki, w większości słusznej. Narzekano na skomplikowaną procedurę rozkładania pistoletu, twardy, nierówny spust pracujący z kilkoma oporami, pękające stopki magazynków, wypadające z broni magazynki (to była akurat wada beznadziejnej, szmacianej kabury „udowej”) czy wreszcie notorycznie odpadające przyrządy celownicze. Sam byłem świadkiem dość kuriozalnej awarii tego pistoletu (wychuchanego i wydmuchanego, bo prywatnego), polegającej na wyciągnięciu przez zamek końca sprężyny odbojowej iglicy podczas strzelania i wciśnięciu go pomiędzy szkielet a zamek, co doprowadziło do jej zniszczenia. W każdym razie broń ta nie cieszyła się popularnością i miała fatalną opinię wśród użytkowników – mimo wszystko była używana, choć jej zakupy w pewnym momencie (2007 r.) przerwano, bo nie było nic innego. I tak, radośnie, do dziś w SZRP mamy mocno przestarzałego P-83 oraz równie mocno nieudanego Wista (około 20 000 sztuk w wersjach WIST-94 i WIST-94L ze zintegrowanym laserowym wskaźnikiem celu).
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 11-12/2018