Foucault – „premiera” na Adriatyku

Foucault – „premiera” na Adriatyku

Wojciech Holicki

W dniu wybuchu I wojny światowej trzon sił powietrznych floty Austro-Węgier tworzyła niewielka grupa łodzi latających Lohner E, produkowanych od 1913 r. w Wiedniu. Trzy lata później dwa płatowce typu L jako pierwsze zatopiły na otwartym morzu okręt podwodny. Po trafieniach zrzuconych przez nie bomb poszedł na dno francuski Foucault.

Na początku trzeciej dekady XIX w. przybyły z Niemiec Heinrich Lohner założył w stolicy c.k. monarchii warsztat produkujący powozy konne. Jego wnuk Ludwig przejął fabrykę, która wytwarzała do 500 luksusowych pojazdów rocznie, zaopatrując także niektóre dwory królewskie w Europie, w tym wiedeński. W 1909 r., już jako producent pojazdów silnikowych, w tym zaprojektowanych przez Ferdynanda Porsche (pracował dla tej firmy w latach 1898-1905), Jacob Lohner & Comp. przystąpił do budowy samolotów. Po kilku własnych prototypach i wyprodukowaniu na zasadzie licencji 36 egzemplarzy Etricha Taube, w 1913 r. opracował B. I. – dwumiejscowy samolot rozpoznawczy dla armii oraz łódź latającą E dla floty. Obie maszyny spełniły oczekiwania wojskowych, a zamówienia oznaczały uzyskanie przez Lohnera pozycji niemalże monopolistycznej.

Lohner E, oblatany w listopadzie 1913 r., był samolotem dwupłatowym. Oba płaty miały lekki skos ku tyłowi, rozpiętość górnego wynosiła 16,2 m. Na końcach dolnego, który był przymocowany do górnej powierzchni kadłuba, znajdowały się niewielkie pływaki. Nad końcową częścią kadłuba, o długości 10,25 m, z jednym redanem, zamocowane były na rurkowych wspornikach stateczniki. Napęd zapewniał maszynie silnik rzędowy Hiero o mocy 85 KM, znajdujący się między płatami, bliżej górnego (spoczywał na łożu z czterema nogami, sięgającymi dna kadłuba); obracał on śmigło pchające. Prędkość maksymalna wynosiła 105 km/h, a długotrwałość lotu cztery godziny. W odkrytej kabinie, z pionową szybą przed nią, lotnicy siedzieli obok siebie – pilot na fotelu lewym, a obserwator na prawym.

W walce

Pierwszych pięć Lohnerów E c.k. flota otrzymała na początku 1914 r. Jeszcze przed wybuchem wojny zostały wykorzystane do lotów zwiadowczych nad terytorium przyszłego wroga – premierowy wykonał 27 lipca E 18, którego załoga rozpoznała pozycje oddziałów czarnogórskich w paśmie Lovćen (Góry Dynarskie). Należał on do trójki samolotów (pozostałymi były E 20 i E 21), które kotwiczyły pod Kumborem w Zatoce Kotorskiej, będącej najdalej wysuniętym na południe miejscem bazowania okrętów c.k. floty. Ten sam samolot jako pierwszy zbombardował 15 sierpnia piechotę czarnogórską, a 3 października wraz z E 33 zaatakował francuski statek z zaopatrzeniem dla armii przeciwnika, zacumowany w Antivari (Bar). W listopadzie ten sam płatowiec znów jako pierwszy obrzucił niecelnymi bombami francuski krążownik pancerny Rousseau.

Przy ogólnym zadowoleniu z rezultatów działań bojowych maszyn serii E, która ostatecznie liczyła 28 (według innych danych ok. 40) egzemplarzy, w sztabie lotnictwa c.k. floty zdawano sobie sprawę z tego, że zbyt mała moc silnika mocno ogranicza ich potencjał bojowy. Po zamontowaniu na jednej 140-konnego okazało się, że możliwe będzie nie tylko uzbrojenie samolotu w karabin maszynowy (ruchomy, obsługiwany przez obserwatora), ale i zabieranie ładunku bombowego o masie maksymalnej 200 kg lub zapasu paliwa, który pozwoli wydłużyć zasięg do 600 km (prędkość maksymalna pozostała ta sama, spadł natomiast mocno pułap). Pod koniec roku zamówiono pierwsze Lohnery L z 6-cylindrowymi silnikami Hiero (145 KM) lub Austro-Daimler (160 KM), różniące się od poprzedników nieznacznie, jeśli chodzi o konstrukcję.

Po tym, jak 23 maja 1915 r. Włochy wypowiedziały wojnę Austro-Węgrom, już nazajutrz rano startujące z bazy w Poli E 35, L 44 i L 48 zaatakowały Wenecję; celami były miejscowy arsenał oraz statki i okręty, które kotwiczyły w porcie. W trakcie drugiego nalotu, 27 maja, z powodu awarii silnika musiał tam zwodować L 40. Załoga nie zdążyła go zniszczyć i Włosi natychmiast docenili zdobycz, decydując się na produkcję niemal wiernej kopii w zakładach firmy Macchi (ostatecznie powstało 136 egzemplarzy). 1 czerwca c.k. łodzie latające po raz pierwszy poleciały bombardować port w Brindisi, a 27 lipca rozpoczęły współpracę z okrętami – były nimi krążowniki lekkie Novara i Admiral Spaun z grupą torpedowców – bombardując Ankonę (zrobiły to L 45, L 46 i L 47).

W następnych miesiącach przeciętna dzienna liczba ich misji nieustannie rosła. Wiele razy zdarzyło im się bombardować jednostki przeciwnika będące na otwartym morzu, co najczęściej wiązało się z udzielaniem pomocy ściganym przez nie własnym. Tak było m.in. 9 lipca 1916 r., kiedy to cztery maszyny atakowały dwa niszczyciele włoskie usiłujące dogonić Novarę po jej wypadzie do cieśniny Otranto. Dokładnie miesiąc później sukcesem zakończył się nalot na Wenecję – jedna z bomb spadła na cumujący do starego krążownika pancernego Marco Polo brytyjski B 10, czyniąc go pierwszym w historii okrętem podwodnym, który zatonął w rezultacie uderzenia z powietrza. Został on podniesiony dwa tygodnie później, ale 31 sierpnia pożar w trakcie prac remontowych (wywołał go jeden z robotników, wiercąc w ścianie zbiornika z benzyną) sprawił, że nadawał się już tylko na złom.

W trakcie rutynowych lotów szybko okazało się, że przejrzystość wód u północnych brzegów Adriatyku pozwala na zauważanie z powietrza świeżo postawionych przez jednostki przeciwnika zagród minowych lub okrętów podwodnych krążących pod bazami. Lotnikom c.k. floty rozkazano więc uważnie obserwować powierzchnię zaraz po starcie i niedługo przed wodowaniem. Taka rutyna opłaciła się m.in. w połowie następnego miesiąca.

Przy powrocie

Krótko przed świtem 15 września 1916 r. L 132 wystartował z Kumboru do lotu zwiadowczego. Załogę łodzi latającej tworzyli kpt. pilot Demeter Konjović, dowódca miejscowej eskadry, oraz obserwator por. Max Sewera. Ich zadaniem było ustalenie, czy nic nie zagraża Durazzo (obecnie Dürres), największemu portowi w Albanii, zajętemu wraz z większością północnej i środkowej części tego kraju przez oddziały c.k. armii w lutym 1916 r. Około 9.00 wracający samolot dotarł nad punkt około 10 Mm na południowy wschód od twierdzy Punta d’Osto, leżącej na cyplu półwyspu Prevlaka, znajdującego się po zachodniej stronie wejścia do Zatoki Kotorskiej. Sewera spostrzegł wówczas płynący w zanurzeniu okręt podwodny i wskazał go pilotowi. Dla obu oczywiste było, że żaden U-Boot nie trzymałby się nadal pod wodą tak blisko bazy, więc po zwodowaniu Konjević niezwłocznie złożył meldunek o okręcie wroga.

Ze sztabu długo nie przychodziło potwierdzenie, że to na pewno żaden ze „swoich”. W rezultacie dopiero po południu wystartowały na poszukiwania L 132 oraz L 135 por. Walthera Zeleznego, z por. baronem Ottonem von Klimburgiem w roli obserwatora. Każdy z Lohnerów był uzbrojony w dwie bomby głębinowe o masie 50 kg, z zapalnikami nastawionymi na 10 m, i cztery burzące po 10 kg.

Po półgodzinnym locie von Klimburg dostrzegł to, co wcześniej Sewera. Okręt wroga, idący w stronę Zatoki Kotorskiej, znajdował się na głębokości peryskopowej, był więc jeszcze lepiej widoczny. Zelezny wykonał skręt, by wyjść za jego rufę, przyjmując również kurs na północny wschód, i zmniejszył wysokość lotu do 200 m. Gdy L 135 znalazł się nad celem, obserwator zwolnił bomby głębinowe. Pilot z miejsca rzucił maszynę w ciasny skręt i obaj zobaczyli, że wybuchły niedaleko celu: jedna przy jego dziobie, a druga przy rufie. Gdy lustro wody wygładziło się, nie ujrzeli pod nim zaatakowanego okrętu, jednak na miejscu niedawnych eksplozji zaczęła rozlewać się plama paliwa, nad którą przyleciał także L 132. Konjović, tak jak pozostali lotnicy, był przekonany, że mimo odniesionych uszkodzeń cel po zejściu na większą głębokość zdoła uciec, ale zdecydował, że dobrze będzie na wszelki wypadek pokręcić się w pobliżu.

W trakcie tego krążenia pojawił się na wodzie, w sporej odległości od samolotów, duży wir, z którego centrum po niedługim czasie wyskoczyła na powierzchnię zbombardowana jednostka. Będący bliżej L 135 szybko zawrócił i zszedł nisko nad wodę, bo Zelezny chciał zobaczyć, jakie ma uszkodzenia. W trakcie tego przelotu na okręcie otwarty został właz, przez który wyskoczyła grupa marynarzy. Szybko wyciągnęli oni na pokład karabin maszynowy i L 135 znalazł się pod ostrzałem, na który von Klimburg odpowiedział zrzutem jednej ze zwykłych bomb. Niedługo potem okręt zaczął tonąć rufą naprzód. Na powierzchni pozostali tylko rozbitkowie, w liczbie świadczącej o tym, że zdołała go opuścić zdecydowana większość załogi. W trakcie ewakuacji samoloty przezornie trzymały się z daleka, bo samotny kaemista przestał je ostrzeliwać dopiero wtedy, gdy woda sięgnęła mu do stóp.

Ponieważ morze było niemal idealnie gładkie, przy rozbitkach najpierw posadził swój samolot Konjović, a zaraz potem zrobił to Zelezny. Okazało się wówczas, że na dno poszedł francuski Foucault. Gdy wszyscy marynarze trzymali się już kadłubów samolotów i pływaków pod ich płatami, dowódca zatopionego okrętu i jego zastępca przyjęli zaproszenie do zajęcia miejsca w kabinie L 135. Oba Lohnery zaczęły płynąć ku bazie i wkrótce napotkały wysłany im naprzeciw torpedowiec, który przejął 26 ludzi. Francuscy oficerowie pozostali w kabinie i po krótkim locie zakończonym zwodowaniem koło krążownika pancernego Sankt Georg przesiedli się do łodzi, która dostarczyła ich na pokład tego okrętu – flagowca miejscowej eskadry.

Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 3-4/2021

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter