Fregata HERMIONE i jej replika

Krzysztof Gerlach
W lipcu 2012 r. spłynęła na wodę replika francuskiej fregaty 32-działowej Hermione z 1779 r., a we wrześniu 2014 r. rozpoczęły się jej próby morskie. Tym samym prawie dobiegło końca jedno z najbardziej ambitnych przedsięwzięć w tej dziedzinie na przełomie XX i XXI wieku. Historia budowy jednostki doczekała się już kilku książek i jest dla pasjonatów absolutnie fascynująca. Warto jednak poznać także dzieje oryginału, mimo że wybór żaglowca do stworzenia repliki nie został podyktowany ani unikalną konstrukcją, ani nadzwyczaj ciekawymi losami, a wyłącznie względami politycznymi. Pierwotna Hermione stała się bowiem, przez przypadek, symbolem przyjaźni i współpracy francusko-amerykańskiej w dobie walki Amerykanów o niepodległość. Natomiast wodowanie repliki zostało odnotowane przez prasę codzienną ze zwykłą w takich przypadkach (czyli ogromną) ilością informacji całkiem nonsensownych lub bałamutnych, do czego jeszcze wrócę.
Projektantem omawianego żaglowca z XVIII w. był pracujący w Rochefort inżynier Henri Chevillard, który plany typu Concorde, liczącego kilka jednostek, przygotował w 1777 r. Linie kadłuba były bardzo zbliżone do stosowanych dla okrętów tej samej klasy przez dużo bardziej znanego Jacquesa-Noëla Sané, chociaż Chevillard preferował nieco większą długość przy tej samej szerokości i głębokości. Hermione zbudowano w Rochefort – po rozpoczęciu prac w marcu 1778 r. doprowadzono do wodowania 28 kwietnia 1779 r. Stan gotowości do służby jednostka osiągnęła w czerwcu tego samego roku. Dzisiejsi dziennikarze nie umieją sobie poradzić z jej klasyfikacją, z wyraźnym zdziwieniem odnotowując opisywanie przez źródła uzbrojenia jako składającego się 26, 32 lub 36 dział, rzekomo 12-funtowych. W rzeczywistości schemat określania klasy fregaty wg sumarycznej liczby dział był w tamtych czasach stosowany w Royal Navy, a nie przez Francuzów. W marynarce francuskiej wielką grupę fregat, do której należał typ Concorde, nazywano „frégates de 12”, co bynajmniej nie oznaczało jednostek 12-działowych – jak wykoncypował onegdaj pewien polski autor – tylko fregaty uzbrojone na głównym pokładzie w działa o wagomiarze 12-funtów. Nigdy jednak nie chodziło o wielkość wszystkich armat, bowiem położone wyżej pokłady (dziobowy, rufowy i czasem rufówka) niosły działka o znacznie mniejszej masie. Główna bateria była najważniejsza i liczyła zazwyczaj (także w typie Concorde) 26 dział. Pozostałe stanowiły uzupełnienie i podlegały wymianom, więc we Francji nie przywiązywano wtedy do ich liczby oraz wagomiaru znaczenia wpływającego na klasyfikację jednostki. Brytyjczycy chcieli koniecznie porównywać swoje okręty do francuskich, a jeśli po zdobyciu wcielali pryzy do Royal Navy, musieli je jakoś umieszczać we własnym systemie rang – najczęściej przyjmowali wtedy liczbę 32 dział. Hermione niosła na pokładach górnych od sześciu do ośmiu armat 6-funtowych, była zatem faktycznie zarówno 32- jak 34-działowa, w zależności od okresu służby. Mało tego, dokumenty zaopatrzeniowe artylerii z 31.05.1779 twierdzą, jakoby otrzymała w baterii 28 dział 12-funtowych – zamiast typowych dla jednostek tej klasy 26 sztuk – i dodatkowo dziewięć dział 6-funtowych na pokładach odkrytych, a to oznaczałoby (jeśli kancelista nie pomylił się w zapisie), że pierwotnie miała zupełnie nieregulaminową liczbę 37 dział. Jej nośność wynosiła około 550 ton, a wyporność około 1100 ton. Wielkości te nie mają nic wspólnego z tak zwanym tonażem, najpopularniejszą miarą żaglowców w tamtej epoce. Siostrzana Concorde, zdobyta w 1783 r. przez Brytyjczyków, została przez nich wymierzona na 889 ton tonażu. Długość projektowa – określona metodą francuską, czyli na poziomie pokładu głównego, ale z doliczeniem wymiarów dziobnicy i tylnicy – sięgała 44,2 m, szerokość konstrukcyjna (bez poszycia) to 11,21 m, a głębokość kadłuba – 5,74 m. Oczywiście w każdym typie poszczególne jednostki charakteryzowały się odchyłkami indywidualnymi, w stosunku do jednostek francuskich na ogół nam nieznanymi. Niewiele mogą tu pomóc dane brytyjskie dla Concorde (długość 43,6 m, szerokość 11,4 m, głębokość 3,5 m), gdyż Anglicy wszystkie trzy wymiary główne zdejmowali w innych miejscach niż Francuzi. Jednak bardzo dociekliwi mogą uzyskać precyzyjne parametry studiując zachowany plan. Nawet z tych informacji widać, jak bardzo wprowadza w błąd podawanie przez współczesną prasę długości 65 m i jakim nonsensem jest określanie zanurzenia na 5,78 m tylko dlatego, że wypowiadający się w tej sprawie nie potrafią odróżnić głębokości kadłuba od zanurzenia.
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO5-6/2015