HMS Jervis Bay

 


Wojciech Holicki


 

 

 

Zdarzyło się 70 lat temu (10)

 

HMS Jervis Bay

 

- obietnica komandora Fegana




Gdy 1 kwietnia 1940 roku kmdr Edward S. F. Fegen obejmował komendę na stojącym we Freetown krążowniku pomocniczym Jervis Bay, wygłosił zwyczajową mowę do załogi. Niemal do końca nie odbiegała ona od tego, co niektórzy z jej członków słyszeli już nie pierwszy raz. Potem jednak nowy dowódca zrobił wyjątkowo długą pauzę, skutecznie przykuwając powszechną uwagę, i wypowiedział następujące zdanie: Jak dotąd nie byliśmy w ogniu walki, ale jedno mogę wam obiecać – jeśli bogowie będą nam sprzyjać i napotkamy nieprzyjaciela, to poprowadzę was tak blisko niego jak tylko będę mógł. Ton tych słów w połączeniu z atletyczną, wyrobioną przez lata uprawiania boksu i rugby posturą mówcy sprawił, że wywarły one na podkomendnych ogromne wrażenie i nikt nie próbował żartować z tego, że padły w prima aprilis. Trochę ponad siedem miesięcy później Fegen spełnił obietnicę, ratując przed zatopieniem wiele statków konwoju HX 84, którego Jervis Bay był jedynym obrońcą. Za czyn ten uhonorowano go pośmiertnie Krzyżem Wiktorii, najwyższym brytyjskim odznaczeniem wojskowym za męstwo w obliczu wroga.



 

 


Brytyjskie krążowniki pomocnicze oznaczano skrótem AMC (od Armed Merchant Cruiser), który często rozszyfrowywano sarkastycznie jako „Admiralty Made Coffin” („trumna a la Admiralicja”), dla podkreślenia ich niskiej, wynikającej z cywilnego rodowodu odporności na uszkodzenia bojowe. W tym przypadku nazwa nawiązywała tylko do wypełnianych zadań, czyli dalekich rejsów patrolowych dla ochrony żeglugi. Z „prawdziwymi” jednostkami tej kategorii łączyło je tylko uzbrojenie, w latach II wojny światowej porównywalne z tym jakie posiadały przestarzałe krążowniki lekkie Royal Navy. Jervis Bay, zbudowany w należącej do koncernu Vickers Ltd. stoczni w Barrow- -in-Furness (zwodowano go 17 stycznia 1922 r.), był jednym z pięciu jednokominowych statków pasażersko-towarowych zamówionych przez rząd Australii dla państwowego armatora, noszącego od 1923 roku nazwę Australian Commonwealth Line. Miał pojemność 13 839 BRT, kadłub długości całkowitej 167,3 i szerokości maksymalnej 20,7 m, podzielony 10 poprzecznymi grodziami wodoszczelnymi, z trzema pokładami ciągłymi. Napędzany przez dwa zespoły turbin parowych Parsonsa o łącznej mocy 9000 KM mógł rozwinąć maksymalnie 15 w., natomiast pełny zapas paliwa (3400 ts) pozwalał przy tej prędkości na przebycie 14 500 Mm. Miał kabiny dla tuzina pasażerów I klasy i 732 klasy III oraz pojemne ładownie (większe mieściły się w wydłużonej części dziobowej kadłuba z wysuniętym mocno ku dziobnicy masztem). 26 września 1922 roku statek noszący nazwę zatoki położonej około 80 Mm na południe od Sydney wyruszył w pierwszy rejs. W następnych latach kursował między Londynem i portami Australii, z postojami na Malcie, w Port Saidzie, Adenie i Kolombo. Ponieważ błędy w zarządzaniu sprawiły, że eksploatacja „zatok” nie przynosiła spodziewanych zysków, w 1928 roku tak jak pozostałe został sprzedany. 16 czerwca, już jako własność nowo utworzonej brytyjskiej Aberdeen & Commonwealth Line, opuścił Fremantle. Krótko potem stał się mimowolnym bohaterem kuriozalnego incydentu, zapoczątkowanego przez to, że odkryto na nim ośmiu gapowiczów. Ponieważ odmówili oni odpracowania swojej podróży do Wielkiej Brytanii, zostali zamknięci w kabinie koło izolatki. Rankiem 20 czerwca najbardziej krnąbrni próbowali opuścić miejsce przetrzymywania, podpaliwszy uprzednio materace. Kapitan statku spanikował i kazał wysłać radiogram o treści: „Bunt na Jervis Bay. Groźba podpalenia statku. Wyślijcie niezwłocznie pomoc”. Traf chciał, że potem przez kolejne trzy dni nie było łączności radiowej z liniowcem, więc fakt, że nie doszło do opanowania go przez buntowników wyszedł na jaw dopiero po tym jak odnalazł go wysłany naprędce z Cejlonu Slavol, okręt pomocniczy Royal Navy. Rano 25 czerwca, po zawinięciu do Kolombo, sprawcy zamieszania, dającego asumpt do różnorodnych spekulacji na łamach gazet nie tylko w Wielkiej Brytanii, trafili do aresztu. Od 1931 roku Jervis Bay przewoził już tylko 270 pasażerów w kabinach klasy turystycznej (w razie potrzeby możliwe były szybkie „dostawki” pozwalające na podwojenie ich liczby), a dużą część przestrzeni ładunkowej zamieniono na chłodnie. Przez następne osiem lat statek odbywał regularne rejsy z Southampton do Australii i z powrotem. W 1933 roku, po upadku imperium żeglugowego barona Kylsanta, do którego należał jego armator, przeszedł w ręce Shaw, Savill & Albion Co. Ltd. To, że w razie potrzeby zostanie krążownikiem pomocniczym, przewidziano na długo przed wybuchem II wojny światowej. Zarekwirowany przez Admiralicję 24 sierpnia 1939 roku, sześć dni później zacumował w londyńskim Royal Albert Dock. Tam usunięto bomy wokół masztu rufie. Większość lekkich ścian działowych między kabinami pasażerskimi została wycięta w celu utworzenia wielkich pomieszczeń dla szeregowych członków załogi; „ocalałe” kajuty przydzielono oficerom i podoficerom. Uzbrojenie utworzyło siedem armat kal. 152 mm Mk VII, z których większość wyprodukowano na początku XX wieku; najstarsza pochodziła z 1895 roku i była używana podczas wojen burskich. Ulokowano je parami przy burtach w przedniej części pokładu dziobowego, przed mostkiem i na pokładzie rufowym, a ta nieparzysta znalazła się na dachu niewielkiej nadbudówki blisko tylnego krańca kadłuba. Również na rufie, ale wyżej, bo na pokładzie łodziowym zainstalowano dwie armaty plot. kal. 76 mm, zdemontowane z krążownika Raleigh w 1921 roku. Za kominem urządzono stanowisko kierowania ogniem armat kal. 152 mm, wyposażone w przyrządy używane podczas I wojny światowej, z wykorzystującym rury głosowe systemem komunikacji ze stanowiskami ogniowymi. W dolnych sekcjach ładowni urządzono komory amunicyjne, „chronione” przez bale i worki z piaskiem. Kosze z pociskami i ładunkami miotającymi trafiały na górę za pomocą wyciągarek elektrycznych, a potem były transportowane ręcznie. Po zakończeniu prac (nastąpiło to 23 września) Jervis Bay miał pojemność 14 164 BRT. Jego zanurzenie, z braku ładunku i pasażerów, było zbyt małe, nic więc dziwnego, że podczas prób morskich wykazał się kiepską statecznością (zastosowanie balastu poprawiło sytuację, ale nie do końca). Tylko dla zupełnego laika nie było oczywiste, że pomalowany teraz na jednolitą szarość statek jest łatwy do zauważenia i stanowi wielki, wystający wysoko nad wodę cel.

 
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 11/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter