Pionier na wiele sposobów: John Hall i jego karabin

 


Leszek Erenfeicht


 

 

 

Pionier na wiele sposobów:

 

John Hall i jego karabin

 

 



Karabin Halla, dziś wspominany co najwyżej przez hobbystów historii wojskowości, był w czasach swego powstania konstrukcją, która rozpoczęła rewolucję przemysłową w produkcji broni w Ameryce.



 

 


John Hall nie był inżynierem – zwyczaj, że konstruktorem broni może zostać tylko absolwent politechniki przyjął się dopiero wiek później. W jego czasach to, że człowiek bez wykształcenia technicznego – ba, w ogóle żadnego poza kościelną szkółką niedzielną – zajmował się bronią nikogo nie dziwił, bo stanowił normę. Samoukami-empirykami byli wszak i Samuel Colt, i Arthur Savage, i Hiram S. Maxim i John M. Browning – wszyscy twórcy najbardziej udanych amerykańskich konstrukcji broni XIX wieku również „szkół nie posiadali”, co im nie przeszkodziło stworzyć paru całkiem udanych typów broni, i to nawet automatycznej. W każdym razie, mimo braku formalnego wykształcenia technicznego, syn garbarza z Portland w stanie Maine, urodzony w roku 1781, zajmował się w życiu techniką na tyle (jako stolarz i szkutnik), by docenić zalety produkcji maszynowej i wzajemnej zamienności części, których to dwóch trendów miał się w produkcji amerykańskiej broni palnej stać pionierem. Zajął się produkcją broni, bo jako członek milicji stanowej z Maine miał w czasie ćwiczeń aż nadto dowodów na to, że broń jest wytworem zawodnym i nader często wymagającym wielodniowej naprawy w sytuacji, gdy prosta wymiana części lub zespołu mogłaby trwać minutę. Tak naprawdę nie był to zupełnie nowy pomysł, na podobny wpadli już ćwierć wieku wcześniej Francuzi, tworząc system Mle 1777 (STRZAŁ 5/04). Francuzi, od kilkuset lat walczący z Anglikami, mieli znaczny udział w amerykańskiej wojnie o niepodległość i hojnie wspierali Amerykanów starszymi wzorami swojej broni, zastępowanej przez nowe karabiny systemu 1777. Po uzyskaniu niepodległości amerykańska armia przyjęła w 1800 roku do uzbrojenia zamerykanizowaną wersję systemu 1777, który był pierwszym amerykańskim karabinem wojskowym, produkowanym w arsenałach w Springfield w stanie Massachusetts i Harper’s Ferry w Zachodniej Wirginii. Były to karabiny dobre, o czym przekonała się cała Europa w czasie wojen napoleońskich, ale nie doskonałe. Przede wszystkim, była to broń gładkolufowa, której celność powyżej 100 kroków zaczynała być mocno dyskusyjna. W Europie już od ponad pół wieku na różną skalę w różnych armiach stosowano – jak je nazywano – „sztucery” z lufami gwintowanymi, znacznie celniejsze, ale też droższe i trudniejsze w obsłudze, wymagające specjalnego przeszkolenia żołnierzy i nie przystające do ówczesnej taktyki walki piechoty. Ta polegała głównie na manewrach ciasnymi szykami i strzelaniu salwami, co wymagało szybkiego ładowania. Gładkolufowe skałkówki były tanie, łatwe w obsłudze i dawały się szybko ładować, lecz celność ich ognia, choć gęstego, pozostawiała wiele do życzenia. Największą trudnością w ładowaniu odprzodowej „gwintówki” stanowiło przeciśnięcie opakowanego we flejtuch pocisku przez całą długość lufy w taki sposób, by nie spowodować jego deformacji, rujnującej celność – cel całej tej komplikacji. Jeszcze w XVIII wieku powstały jednak modele broni odtylcowej, które ten problem usuwały.

 

Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 12/2009

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter