90 lat Fabryki Broni w Radomiu 1925-2015 Cz.2. W cieniu dwóch totalitaryzmów: 1939-1989

Leszek Erenfeicht
W tym roku obchodzimy jubileusz 90-lecia Fabryki Broni w Radomiu i z tej okazji przypominamy historię radomskiego zakładu i jego wyrobów. Ponieważ temat jest bardzo obszerny, podzieliliśmy go na trzy części. Dziś część druga: czas niemieckiej okupacji oraz okres PRL.
Szybkie postępy niemieckiego natarcia sprawiły, że Radom wraz z niemal nietkniętą Fabryką Broni (pożar strawił jedynie wydział produkcji kolb karabinowych) został zajęty już 8 września 1939 roku przez oddziały 1. Dywizji Lekkiej ze składu XV Korpusu 10. Armii generała Walthera von Reichenaua.
26 października 1939 roku do życia powołano Generalne Gubernatorstwo, a w jego ramach Dystrykt Radomski. Władze okupacyjne dokonały wywłaszczenia majątku państwowego, w tym zakładów zbrojeniowych, które poddano zarządowi komisarycznemu niemieckich firm z odpowiadających im branż. Fabryka Broni wraz z warszawską Fabryką Karabinów przypadła w udziale austriackiej firmie Steyr-Daimler-Puch. Z początku nie przewidywano ponownego uruchomienia produkcji broni, przygotowując na terenie FB warsztaty samochodowe – koncern Steyr-Daimler-Puch był jednym z większych producentów 1,5-tonowych ciężarówek dla wojska. W czasie wojny Waffenwerk Radom kontynuowała poza tym produkcję wojskowych rowerów, produkowała narzędzia, a w działających na terenie fabryki Autoreparaturwerkstätten (warsztatach samochodowych) naprawiano zużyte i uszkodzone na froncie wschodnim pojazdy, w tym czołgi i inne wozy pancerne.
W roku 1940 w związku z przygotowaniami do operacji „Barbarossa” zapadła jednak decyzja o wykorzystaniu potencjału FB zgodnie z oryginalnym przeznaczeniem i zaczęto wzywać przedwojennych pracowników do powrotu, strasząc konsekwencjami dla nich samych i rodzin, poczynając od utraty mieszkań zakładowych, a na grzywnach za uchylanie się od obowiązku pracy i aresztowaniach kończąc. Jedną z ofiar tej kampanii był przedwojenny organizator i dyrektor FB, inż. Kazimierz Ołdakowski. Po klęsce wrześniowej wyjechał on z Radomia do Warszawy, do jednej z córek, która jako małżonka amerykańskiego dyplomaty załatwiała wyjazd całej rodziny z kraju. Niemcy jednak nie chcieli go wypuścić i zablokowali wyjazd wszystkim. Zdesperowany dyrektor Ołdakowski wybrał samobójstwo, by ratować rodzinę. Wieść o jego śmierci szerokim echem odbiła się w Radomiu, gdzie był uwielbianym „ojcem” fabryki.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 7-8/2015