II runda PPLRS

Jakub Sidorowicz (Murasz)
W dniach 17 – 18 października miałem ogromną przyjemność uczestniczyć w II Rundzie Pucharu Polski Long Range Shooting organizowanej przez Team99 Academy we współpracy z Salwą Wołomin, no i oczywiście najważniejszą instytucją, czyli WITU Zielonka.
Napisać o tych zawodach, że się odbyły, to spłaszczyć okoliczności, czas, organizację i klimat, a to byłoby niesprawiedliwe. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, w jak trudnym okresie nam przyszło funkcjonować. W 2020 planowane były trzy rundy PPLRS, a niestety udało się zorganizować tylko (i aż) dwie. Pandemiczne ograniczenia poważnie wpłynęły na trudności organizacyjne, z którymi – w mojej ocenie – organizatorzy zawodów poradzili sobie świetnie. Wymóg stosowania ochrony twarzy, wszędzie rozstawione środki dezynfekcyjne i „społeczny” dystans pozytywnie wpłynęły na bezpieczeństwo uczestników, sędziów, wystawców, no i organizatorów.
PPLRS II były ostatnimi poważnymi zawodami Long Range uwzględnionymi w kalendarzu PZSS w tym trudnym sezonie. Wydaje mi się, że było to dodatkową motywacją dla wszystkich zawodników, bo fajnie jest zakończyć sezon z przyzwoitym wynikiem i zapaść w sen zimowy z poczuciem spełnienia, a przynajmniej nie z niedosytem. To było o okolicznościach i czasie, a teraz o organizacji.
Mam niewątpliwą przyjemność jeździć po wszystkich (no może prawie wszystkich) liczących się zawodach LR w naszym kraju. Z zawodami organizowanymi na poligonie w Zielonce mam styczność od samego początku. Uprawnia mnie to do stwierdzenia, że organizacja tej rundy była na bardzo wysokim poziomie. Różne (drobne, małe czasami średnie) niedociągnięcia z poprzednich edycji zostały przez organizatorów uwzględnione i wyeliminowane i obecnie nie ma już się do czego czepić. Od samego początku: proces rejestracji, opłat, informacja przed zawodami rozsyłana e-mailingiem do wszystkich zawodników ze zmianami, numerami stanowisk i dokładnym czasem startu, organizacja treningu, biuro rejestracji (przemiłe dziewczyny), stanowiska, sędziowie stanowiskowi i sędziowie oceniający, obsługa tarcz (niezwykle sprawna), no i główny prowadzący – mucha nie siada. Poważnym problemem na poprzedniej edycji była woda na łączeniach namiotów lejąca się na niefortunnie usytuowane na tychże łączeniach stanowiska. Wydaje mi się, że na II edycji te stanowiska były puste (choć deszcz wyjątkowo nie padał). Jak widać, organizatorzy są czujni, słuchają informacji zwrotnej i za każdym razem coś poprawiają – czapki z głów. Przy czy nie jest to tylko moja opinia, ale zawodników z całego kraju.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 1-2/2021