III/6 Dywizjon Myśliwski w latach 1937–1939. Część IV

III/6 Dywizjon Myśliwski w latach 1937–1939. Część IV

Łukasz Łydżba


4–5 września 1939 roku

Rankiem tego dnia jednostka dysponowała 10 sprawnymi myśliwcami, jednym RWD 8, a trzy uszkodzone PZL-e, spisane ze stanu jednostki w poprzednich dniach, stały na uboczu lotniska. Poranną działalność III/6 Dywizjonu tak opisał mjr Stanisław Morawski: Od świtu czynne dwie zasadzki przyfrontowe i jedna na lotnisku podstawowym.

Na zasadzce w Woli Wężykowej był prawdopodobnie klucz trzech myśliwców, dowodzony przez ppor. pil. Mariana Trzebińskiego (w kluczu był m.in. kpr. pil. Jan Malinowski) w składzie PZL P.11c oraz być może dwóch PZL P.7a. Na zasadzce w Orchowie lub Dłutowiestacjonowały prawdopodobnie dwa–trzy myśliwce pod dowództwem ppor. pil. Władysława Goettela. Jak stwierdził mjr Stanisław Morawski – działalność zasadzek przyfrontowych bez rezultatu. Od rana na lotnisku głównym stacjonowały najpewniej cztery lub pięć myśliwców.

Od samego rana dochodziło do walk z Luftwaffe. O godz. 6.05 załoga rozpoznawczego Dorniera Do 17P z grupy II./StG 77 (załoga obs. Lt. Dietrich Lehmann, pil. Uffz. Ostertag, strz. Uffz. Wunsch) stoczyła walkę z samotnym myśliwcem i zameldowała jego zestrzelenie ogniem przedniego karabinu maszynowego koło Pabianic. Według relacji niemieckiego obserwatora Lehmanna polski pilot wyskoczył z trafionego myśliwca ze spadochronem: Jesteśmy na wysokości 3000 metrów, a ja zauważam miejscowość Pabianice, położoną na południowy wschód od Łodzi. Nagle widzę nieco na lewo przede mną jakiś maleńki punkt. Skręcamy w jego stronę, podczas gdy ja na wszelki wypadek odbezpieczam karabin maszynowy i porozumiewam się z siedzącym za moimi plecami pilotem Wunschem. Już rozpoznaję samolot PZL i z największej odległości oddaje, trzy krótkie serie. Tamten zbliża się w ogromnym tempie. Strzelam mu w nos serię po serii. Tamten też strzela, widać świetlne smugi przelatujące po naszej lewej stronie. Tuż przed nami przeciwnik wchodzi w lewy wiraż, tak że prawie cały drugi bębenek ładuję mu prosto w maszynę. Błyskawicznie zniknął pod nami i żaden z nas nie mógł go dostrzec. Ostertag również wszedł w lewy wiraż schodząc mocno w dół. Słyszę, jak Wunsch wyrzuca jeszcze kilka krótkich serii i w tym samym momencie znów go widzimy, w chwili gdy tamten wchodzi już w ślizg i pędzi w dół. – „Spada, spada!” wrzeszczymy jak wariaci i poklepujemy się nawzajem po ramionach i łydkach. Zachowujemy się jak dzicy i kompletnie otępiali z radości. Równocześnie nisko pod nami otwiera się spadochron i widzimy powoli opadającego Polaka. Schodzimy niżej i przelatujemy tuż koło niego. Macham do niego krótko w geście pozdrowienia, a potem zaczynam szukać roztrzaskanej maszyny. Leży niedaleko jakieś wsi i jest zupełnie rozwalona. Przygotowuję swój aparat fotograficzny, abyśmy mogli zawieść do domu zdjęcie dokumentujące zestrzeloną przez nas maszynę. Wokół szczątków polskiego myśliwca stoją już chłopi z pobliskiej wsi, części samolotu rozrzucone są w promieniu 50 metrów. Ponieważ podlatujemy dość blisko, żeby zrobić zdjęcie, chłopi pomyśleli zapewne, że to ich wzięliśmy na cel, bo teraz uciekają przestraszeni do swoich zagród.

Po powrocie do domu mamy oczywiście mnóstwo do opowiadania, z trudem udaje nam się odpowiedzieć na wszystkie pytania. Mechanicy odkrywają na naszej dzielnej maszynie trzy trafienia, tkwiące w usterzeniu i w lewym skrzydle, które jednak nie zakłócały lotu maszyny. Sporządzam obowiązkowy pisemny meldunek o zestrzeleniu i składam go w pułku. Dowódca gratuluje nam sukcesu, z którego jesteśmy bardzo dumni.

Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia nr specjalny 4/2021

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter