Incydent w Jossingfjordzie
Wojciech Holicki
Zdarzyło się 70 lat temu (2)
Incydent w Jossingfjordzie
Altmark – w drugiej połowie lutego 1940 roku słowo to, będące nazwą okrętu zaopatrzeniowego Kriegsmarine, pojawiło się na pierwszych stronach wszystkich liczących się gazet świata. Wiązało się z dokonanym przez jednostkę Royal Navy abordażem, którego rezultatem było uwolnienie członków załóg statków zatopionych przez pancernik „kieszonkowy” Admiral Graf Spee. Ponieważ doszło do niego
na norweskich wodach terytorialnych, ministerstwa spraw zagranicznych uwikłanych w incydent państw miały przez pewien czas pełne ręce roboty. Nie próżnowały też brytyjska i hitlerowska propaganda – z jednej strony szermowano hasłem „statek piekło”, a z drugiej równie kłamliwie zarzucano „piratom” okrucieństwo i splądrowanie krótkotrwałej zdobyczy. Chcący za wszelką cenę pozostać neutralnymi Norwegowie postanowili się jeszcze łudzić, ale po „aferze Altmarka” nie mieli już żadnej szansy na uniknięcie wojny. Pytaniem bez odpowiedzi pozostawało tylko to, która z walczących stron jako pierwsza dokona inwazji na ich kraj.

Na długo przed wybuchem II wojny światowej, 6 sierpnia, Altmark opuścił Kilonię i jedenaście dni później zawinął do Port Arthur (stan Teksas), gdzie pobrał pełny zapas oleju napędowego. W trakcie postoju amerykańscy celnicy i Straż Przybrzeża chciały przeszukać niemiecki zbiornikowiec, ale jego kapitan, Heinrich Dau, odmówił na to zgody, powołując się na fakt, że statek nie jest zwykłą jednostką handlową, lecz pozostaje w służbie państwowej. Ostatecznie, z pomocą konsula III Rzeszy, uzyskał to, że przeszukane zostały jedynie pomieszczenia załogowe i zbiorniki. Dzięki temu tajemnicą pozostało rzeczywiste przeznaczenie Altmarka, w którego ładowniach znajdowały się zapasy amunicji, żywności i części zapasowych, przeznaczone dla Grafa Spee. 19 sierpnia Altmark opuścił Port Arthur, rzekomo kierując się do Rotterdamu. Dwa dni później jego radiostacja odebrała zaszyfrowane ostrzeżenie o możliwym wybuchu wojny, a 25 sierpnia przyszło kolejne, z nakazem oddalenie się od szlaków żeglugowych. Załoga Altmarka przystąpiła wówczas do pracy, zamieniając go przy użyciu farb w norweski Sogne, z Oslo jako portem macierzystym; poczyniono również przygotowania do ewentualnego samozatopienia. 1 września, na pozycji 24°25’N, 36°15’W, doszło do pierwszego spotkania z Grafem Spee, w trakcie którego na pokład zaopatrzeniowca przerzucono działka plot., a załogę powiększyło dwóch radiooperatorów oraz 22 oficerów i marynarzy; oddziałem dowodził ppor. Otto Schmidt, w pełni podlegający Dauowi. Obie jednostki powoli popłynęły niedaleko siebie na południe, starannie unikając jakichkolwiek innych; po drodze rajder dwukrotnie zatankował. 27 września jego dowódca otrzymał rozkaz rozpoczęcia działań bojowych, co oznaczało rozstanie z zaopatrzeniowcem. Gdy 15 października doszło do kolejnego spotkania, rajder miał na koncie cztery brytyjskie frachtowce i załogi dwóch z nich na pokładzie. Najświeższa ofiara, zatrzymany cztery dni wcześniej i obsadzony przez grupę abordażową Huntsman (8196 BRT) pozostawał w pobliżu. Daleki od zachwytu z tego powodu Dau musiał 17 października przejąć ludzi z tego statku (do załogi należała spora grupa Hindusów) i wkrótce po „opróżnieniu” został on puszczony na dno; nazajutrz na Altmarka przewiezieni zostali Brytyjczycy z Grafa Spee. Dziesięć dni potem, w pobliżu wyspy Tristan da Cunha, doszło do kolejnego spotkania i liczba „gości” powiększyła się o załogę Trevaniona. 26 listopada rozpoczęło się kolejne, zakończone trzy dni później przerzuceniem wszystkich kapitanów i oficerów z zatopionych jednostek na pokład rajdera, który szykował się już do rejsu powrotnego. 6 grudnia Graf Spee i Altmark spotkały się po raz ostatni; na pokładzie zaopatrzeniowca znalazła się większość ludzi z trzech ostatnich statków, które padły łupem Panzerschiffa i tym samym ich liczba wzrosła do 299.