IWA 2010 cd...
Jarosław Lewandowski
Relacji z IWA & OutdoorClassic 2010
ciąg dalszy...
Norymberskie targi broni, amunicji i akcesoriów mają się w tzw. „kryzysie” nadzwyczaj dobrze, czego swoistym dowodem jest drugi odcinek relacji z ich tegorocznej edycji.

Jak już wspomniałem w zeszłym miesiącu, w tym roku na IWA nowości było nieoczekiwanie sporo, aczkolwiek trudno nazwać je szczególnie istotnymi lub przełomowymi. Nowe trendy? Także do Europy na dobre zawitała moda na klony karabinów AR-15, co może być używane jako kolejny dowód na globalizację współczesnego świata. Chyba na szczęście na Starym Kontynencie mamy taką mnogość przeróżnych własnych konstrukcji broni długiej, krótkiej i „niewiadomojakiej”, że nie grozi nam monokultura Aera i Jedenastki, jak to się dzieje za Oceanem. Choć parę firm się już o to stara... Z drugiej strony ciekawe, czy i kiedy zacznie się ofensywa dalekowschodnich producentów broni palnej na europejski rynek cywilny – na razie ograniczają się oni głównie do wiatrówek i innych zabawek, prawdziwą broń pokazując sporadycznie. Takim wyjątkiem jest filipińska firma Armscor, w Europie najbardziej znana z produkcji amunicji i komponentów do jej samodzielnego wytwarzania – zwłaszcza w światku strzelców uprawiających IPSC (z tą właśnie firmą związany jest kontraktem sponsorskim Eric Grauffel, wielokrotny mistrz ipsiku). Poza nabojami i pistoletami do ipsikowego wyczynu Filipińczycy próbują zainteresować klientów różnymi rewolwerami i długą bronią bocznego zapłonu. Cóż, broń w tej klasie wykonania i tak zaprojektowana raczej nie znajdzie w Europie licznych nabywców, chyba że jej cena będzie rząd wielkości niższa, niż najbliższej – np. tureckiej – konkurencji. Na to jednak się raczej nie zanosi, choćby ze względu na ogromne odległości w transporcie, na trasie producent-odbiorca. Wspomniana Turcja umacnia się na pozycji liczącego się dostawcy coraz lepszych jakościowo wyrobów – a w dziedzinie strzelb to już właściwie światowego potentata. Szybko to poszło, bo jeszcze kilka lat wstecz tureckie firmy prezentowały się niczym ubogi krewny z dalekiej prowincji. Swoistą ciekawostką jest renesans Gatlingów – szybkostrzelnych napędowych karabinów wielolufowych, których repliki produkuje coraz więcej firm, także w Europie. Przepisy są w większości przyjazne takiej broni, klasyfikując ją jako karabiny powtarzalne, a konwersje na współczesną amunicję (przeważnie pistoletową lub rewolwerową) ułatwiają strzelanie – naboje zgodne z oryginalną konstrukcją
trzeba albo samodzielnie elaborować czarnym prochem, co jest kłopotliwe i czasochłonne, albo kupować za spore sumy w fabryczkach specjalizujących się w produkcji amunicji kuriozalnej. W zasadzie jedyną poważną przeszkodą są tylko bajońskie sumy za samą broń, idące w dziesiątki tysięcy euro. Zapraszam na drugą turę zwiedzania tegorocznych targów IWA & OutdoorClassics.