Jagdtiger – ostatni z rodu
Eugeniusz Żygulski
Jagdtiger – ostatni z rodu
W okresie II wojny światowej niemiecki Wehrmacht użył w walce kilku modeli ciężkich, samobieżnych dział przeciwpancernych z formacji Panzerjäger, takich jak Nashorn, Ferdinand, Jagdpanther i Jagdtiger. Najcięższym i najsilniej uzbrojonym był ostatni z nich. Jednakże Sd.Kfz. 186, czyli formalnie 12,8 cm Panzerjäger Tiger Ausf. B, okazał się konstrukcją mało udaną, jego wejście do produkcji i debiut bojowy przypadły ponadto na schyłkowy okres wojny, co miało niebagatelny wpływ tak na jakość wykonania, jak i efekty użycia w walce tego pojazdu. Ciężki łowca czołgów zbudowany na bazie wozu Tiger II odziedziczył jego wady, a ich usunięcie okazało się już niemożliwe. Wreszcie choć zaliczany do Panzerjäger, Jagdtiger był raczej działem szturmowym, które przerażało tak wrogów jak i własnych żołnierzy. Tych pierwszych, gdy strzelało, tych drugich, gdy trzeba było je zatankować lub naprawić.
Koncepcja opracowania ciężkiego działa samobieżnego, uzbrojonego w potężną armatę do ognia na wprost, pojawiła się w Wehrmachcie jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Pojazdy takie, uzbrojone w długolufowe działa kal. 105 mm, 128 mm lub 150 mm, zdolne miotać ciężkie pociski z bardzo dużymi prędkościami początkowymi, potrzebne były w przełamywaniu umocnień Linii Maginota, a zwłaszcza do ostrzału kopuł pancernych schronów bojowych, do którego to zadania nie mogły zostać użyte z dobrym skutkiem lżejsze pojazdy, w rodzaju Sturmgeschütz III. Prace nad takim wozem bojowym nabrały przyspieszenia wkrótce po wybuchu wojny, czego efektem było działo 10,5 cm K18 auf Panzer Selbstfahrlafette IVa wykonane w dwóch prototypach w 1941 r., którego jednakże produkcji seryjnej ostatecznie nie podjęto. Wiosną 1941 r. Hitler nakazał kontynuowanie prac nad ciężkimi działami samobieżnymi, wskazując m.in. na kaliber 128 mm jako docelowy dla takiej konstrukcji. W efekcie w takie armaty (12.8 cm K L/61 firmy Rheinmetall-Borsig, producenta dział przeciwlotniczych o tym kalibrze, najcięższego modelu Flak przyjętego przez Luftwaffe) wyposażone zostały dwa, pozbawione wież, prototypy czołgów VK3001 (H), które skompletowano jako działa samobieżne na początku 1942 r., wiosną kierując na front wschodni w celu testów w warunkach bojowych. Były to jednak wyłącznie wozy demonstracyjne – do produkcji seryjnej nie trafiła ani użyta w nich w odmianie przeciwpancernej armata, ani – co oczywiste – prototypowy nośnik. Pomimo to prace nad działem samobieżnym z armatą kal. 128 mm były kontynuowane, choć ich priorytet określić można jako bardzo niski.
Narodziny łowcy
W przygotowanym na początku 1943 r. planie produkcyjnym broni pancernej na lata 1943– –1945, strategicznym Adolf Hitler Panzerprogramm, po raz kolejny powrócono do idei takiego pojazdu. Wstępnie założono, że zostanie zabudowane na zupełnie nowym nośniku, z silnikiem umieszczonym z przodu, sama armata zaś będzie osłonięta jedynie przednią maską działa (wóz miał przypominać układem konstrukcyjnym włoskie działo samobieżne Semovente da 90/53). Jednak już w lutym 1943 r., na kolejnej konferencji z Hitlerem, zaczęto skłaniać się ku innemu rozwiązaniu – pojazdu szturmowego o silnym opancerzeniu. W wyniku tej konferencji 22 lutego Wa Prüf 4 (Artillerieabteilung Waffenamt – wydział artylerii Urzędu Uzbrojenia) zwrócił się do firmy Krupp, projektanta nowej ciężkiej armaty czołgowej 12,8 cm KwK L/55 kal. 128 mm, przewidzianej dla czołgu Maus, ze zleceniem na jej adaptację dla działa samobieżnego zbudowanego z wykorzystaniem jako nośnik najnowszego, dopiero projektowanego czołgu ciężkiego Henschel Tiger H3 (Tiger II). Co ciekawe, pojazd ten miał mieć opcjonalnie silnik umieszczony z przodu, tak jak działo samobieżne 8,8 cm Panzerjäger Tiger (P), czyli Ferdinand. Wedle propozycji przedstawicieli Kruppa, wóz miał posiadać przedni pancerz o grubości 200 mm, boczny 100 mm i ważyć maksymalnie 70 t (co było z góry założeniem niemożliwym do spełnienia). Krupp i Henschel przystąpiły wkrótce do prac nad nowym działem. W kwietniu Henschel poinformował, że koncepcja z silnikiem umieszczonym z przodu wymagać będzie tak głębokiej przebudowy kadłuba i mechanizmów projektowanego czołgu, że znacznie wydłuży to prace nad działem samobieżnym i skomplikuje je konstrukcyjnie, zyski zaś z takiego rozwiązania uznano za wątpliwe. Oznaczało to, że przyszły wóz ostatecznie powstać miał w konfiguracji takiej samej jak standardowy Tiger H3 (koncepcję wozu z silnikiem z przodu zachowano dla typowych dział samobieżnych prowadzących ogień stromotorowy – nie musiały być one silnie opancerzone, za to ich przedziały bojowe musiały być znacznie większe; podwozie czołgu ciężkiego wykorzystano przy projektowaniu samobieżnej wersji działa dalekonośnego kal. 17 cm). Decyzję w tej kwestii podjęto ostatecznie na początku maja. Jedynym wyjątkiem był przedłużony nieznacznie kadłub, wedle ówczesnego projektu, o zaledwie 30 cm. Zrezygnowano ponadto z pancerza bocznego o grubości 100 mm na rzecz 80 mm, tak aby odciążyć układ trakcji przyszłego pojazdu (Tiger II również miał boczny pancerz grubości 80 mm). W połowie maja 1943 r. inżynierowie Henschla sformułowali kolejne postulaty, związane ze zmianą typu celownika, aranżacji dwudzielnych drzwi tylnych centralnej kazamaty pancernej oraz poinformowali, że działo samobieżne, tak jak i nowy czołg, otrzymają przednie, kadłubowe jarzma kuliste karabinu maszynowego, a nie jak wcześniej to założono, stanowiska płaskie, zamykane klapą (rozwiązanie znane z Panther Ausf. D). Kolejną, późniejszą zmianą przyjętą w trakcie konstruowania wozu było ponadto pogrubienie przedniej, pionowej płyty pancernej kazamaty z 200 do 250 mm, natomiast wartość pancerza przedniego kadłuba miała być analogiczna jak w czołgu, a zatem 150 mm. Ostatecznie gdy 20 października 1943 r. w Orzyszu odbył się dla Hitlera pokaz najnowszych konstrukcji pancernych, wystawiono tam również pełnowymiarową, drewnianą makietę wozu Panzerjäger Tiger Ausf. B, która bardzo już przypominała późniejszy wóz wykonany w metalu. Hitler swoim zwyczajem nie był do końca zadowolony z przyjętego rozwiązania co do uzbrojenia, tak jak rok wcześniej w przypadku czołgu Maus, preferując jeszcze potężniejszą armatę niż 12,8 cm KwK L/55. Stąd sugestia dyktatora, aby nowa konstrukcja miała jeszcze dłuższą armatę 128 mm – aż 70 kalibrów. Hitler dał się ostatecznie przekonać, że ze względu na masę działa, znacznie masywniejszego przecież niż 8,8 cm KwK 43 L/71, jego wyważenie będzie wówczas praktycznie niemożliwe. Zostało więc tak jak zaplanował to Krupp. W grudniu rozpoczęły się prace przy kadłubach dwóch pierwszych prototypów.
Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia Spec 2/2014