Japończycy u wybrzeży Ameryki

 


Wawrzyniec Markowski


 

 

 

Japończycy u wybrzeży Ameryki




9 grudnia 1941 roku dowództwo japońskiej 6. Floty zostało zelektryzowane meldunkiem, nadanym z okrętu podwodnego I-6, patrolującego w kanale Kauai na południowy wschód od Pearl Harbor: Zauważono lotniskowiec typu Lexington i dwa krążowniki we wschodnim kanale w pobliżu Oahu: kurs – 060o; prędkość – 20 w.; wydaje się, że zmierzają w stronę Zachodniego Wybrzeża. W związku z tym dziewięć okrętów podwodnych, dotychczas poszukujących celów na wodach Hawajów, otrzymało rozkaz podjęcia pościgu za nieprzyjacielskim zespołem. Kilka dni później stało się jasne, że Japończycy już nie znajdą wrogiego lotniskowca, ale w tym czasie ich jednostki znalazły się na tyle blisko amerykańskiego kontynentu, że dowództwo wyznaczyło im nowe sektory patrolowania w pobliżu wybrzeży Stanów Zjednoczonych.



 

 


U amerykańskich brzegów znalazły się okręty podwodne: I-9, I-10, I-15, I-17, I-19, I-21, I-23, I-25 oraz I-26. Zajęły one następujące pozycje (licząc od północy na południe) – I-26 u wejścia do cieśniny Juan de Fuca (przez którą prowadzi szlak wodny do portu Seattle) w okolicach przylądka Flattery (stan Waszyngton), I-25 w rejonie ujścia rzeki Kolumbia w stanie Oregon (a więc na podejściach do portów Astoria i – leżącego w głębi biegu rzeki – Portland), I-9 w pobliżu przylądka Blanco (Oregon), I-17 w pobliżu przylądka Mendocino (stan Kalifornia), I-15 na wschód od wysp Farallon (położonych na północ od San Francisco w Kalifornii), I-23 na północ od Point Arguello, I-21 również w pobliżu Point Arguello, na południe od pozycji I-23, I-19 w pobliżu Los Angeles (Kalifornia), a I-10 w pobliżu San Diego (Kalifornia). Pierwsze sukcesy Japończycy odnieśli już podczas pościgu za lotniskowcem. Późnym wieczorem 9 grudnia, w odległości około 800 Mm na południowy wschód od Hawajów (pozycja 08°00’N, 152°00’W), I-10 (d-ca kmdr por. Yasuchika Kayabara) zatopił nieuzbrojony panamski motorowiec Donerail (4473 BRT). Określenie „panamski” jest w tym przypadku czysto umowne – był to duński statek Nordhval, zbudowany w 1924 roku w stoczni Burmeister & Wain w Kopenhadze. Został on zarekwirowany przez US Maritime Commission w czerwcu 1941 roku (a więc jeszcze przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do wojny!) i przekazany w użytkowanie nowozelandzkiemu armatorowi Union Steamship Of New Zealand, w służbie którego pływał z nową nazwą i pod banderą Panamy. W swój feralny rejs wyruszył z Suva na wyspie Viti Levu (Wyspy Fidżi), wioząc cukier i ananasy do Vancouver. Na statku, którym dowodził kpt. Niels Pii, obok 33 osób załogi, znajdowało się siedmiu pasażerów (w tym dwie kobiety i dziecko). W późnych godzinach nocnych do motorowca zbliżył się I-10 i otworzył ogień artyleryjski. Pierwsze pociski chybiły – może były to strzały ostrzegawcze... Kiedy jednak z frachtowca wysłano depeszę radiową z prośbą o pozwolenie opuszczenia statku (niewykluczone, że adresowaną do napastnika) I-10 wznowił ostrzał, tym razem trafiając w mostek i radiostację. Załoga zatrzymała motorowiec i usiłowała opuścić szalupy. Łódź od strony prawej burty została jednak zauważona z okrętu podwodnego i ostrzelana z karabinów maszynowych. Jej obsada zginęła. Możliwe, że była to swego rodzaju okrutna (i zbrodnicza!) „kara” za użycie radia przez Doneraila. Druga szalupa, opuszczona po przeciwnej stronie kadłuba i obsadzona przez 24 osoby (w większości ranne podczas ostrzeliwania frachtowca), zdołała zniknąć w ciemnościach nocy. Sam statek zatonął w dwie godziny po oddaniu pierwszych strzałów przez I-10, już 10 grudnia6. Tymczasem rozbitkowie z Doneraila przeżywali prawdziwą gehennę. Już pierwszej nocy zmarło pięciu najciężej rannych. Szalupa była uszkodzona odłamkami i ludzie musieli prowizorycznie pozatykać otwory odzieżą i kawałkami drewna. W następnych dniach jeszcze 10 innych rozbitków zmarło z powodu ran i wyczerpania trudami podróży. Niels Pii wypadł za burtę, kiedy podczas sztormu, 24 grudnia, złamał się trzon steru (w tym momencie Pii sterował łodzią). Ludzie z szalupy nie zdołali mu pomóc i kapitan utonął. W końcu pozostałych ośmiu rozbitków, zupełnie już pozbawionych żywności, dotarło do wyspy Tarawa. Tam troskliwie zaopiekowali się nimi tubylcy oraz francuski ksiądz, któremu towarzyszyło kilka zakonnic. Ludzie ci pomogli również naprawić szalupę i zaopatrzyli ją w zapasy żywności – ponieważ wyspa była w rękach japońskich (Japończycy oczywiście natychmiast zaliczyli przybyłych w poczet jeńców wojennych), rozbitkowie zdecydowali się ją opuścić. Nie było to trudne, ponieważ „garnizon” japoński w tym czasie składał się jedynie z kilku oficerów7. Do ocalałych ludzi z Doneraila przyłączyło się też kilku, będących w podobnej sytuacji, marynarzy brytyjskich. Rozbitkowie odpłynęli i po tygodniowej wędrówce po morzu zostali odnalezieni przez brytyjski okręt, który dostarczył ich do Suva na Fidżi.

 
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 12/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter