Działalność operacyjna japońskich okrętów podwodnych...

 


Michał Kopacz


 

 

 

Działalność operacyjna japońskich okrętów

 

podwodnych w Bitwie na Morzu Filipińskim

 

 

 

W przeciwieństwie do sukcesów amerykańskich okrętów podwodnych japońscy podwodniacy po raz kolejny ponieśli totalną porażkę. Kompletnie chybiona strategia ich użycia doprowadziła do zatopienia, aż 17 z 29 użytych jednostek, które brały udział w walkach o Mariany. Zostały one głównie zatopione przez amerykańskie niszczyciele i samoloty. Nie zatopiły ani nawet nie uszkodził, żadnego amerykańskiego okrętu (choć zgłoszono zatopienie lotniskowca typu Saratoga 19 czerwca w pobliżu wysp Rota i Saipan). Nie przekazały też żadnej istotnej informacji o ruchach amerykańskiej floty i nie przeszkodziły w lądowaniu na wyspach. Ich jedynym wymiernym sukcesem była ewakuacja uziemionego personelu lotniczego.



 

 



Japoński plan operacyjny zakładał, iż najbardziej odpowiednim rejonem do zaatakowania nieprzyjacielskiej floty byłyby wody okalające wyspy Palau na Karolinach. Dałoby to możliwość użycia okrętów podwodnych oraz dużej ilości samolotów operujących z baz lądowych. Początkowo wszystko wskazywało na to, że japońscy sztabowcy słusznie przewidzieli kierunek nieprzyjacielskiego natarcia. Amerykańskie lotniskowce wielokrotnie atakowały cele położone na Nowej Gwinei i Karolinach. Głównodowodzący japońską flotą adm. Toyoda do końca nie wiedział jednak, co będzie celem głównego amerykańskiego uderzenia: Mariany, Filipiny, czy Karoliny. Zgodnie z takim właśnie „życzeniowym myśleniem” opracowano koncepcję użycia okrętów podwodnych. Po rajdach zespołów amerykańskich lotniskowców na bazę marynarki w Truk w lutym i marcu 1944 r. dowódca Szóstej Floty (okrętów podwodnych) wadm. Takeo Takagi postanowił przenieść swoją kwaterę na Saipan (nie była to zbyt rozsądna decyzja ze względu na brak odpowiedniego zaplecza dla mających tam bazować jednostek). W Truk pozostawiono 7. Flotyllę Okrętów Podwodnych kadm. Nabauro Owady złożoną głównie z mniejszych okrętów podwodnych typów RO. Na początku maja ze Sztabu Połączonej Floty nadeszły rozkazy o wysłaniu kilku jednostek w rejon Wysp Marshalla, gdzie pojawiały się czasami amerykańskie lotniskowce oraz o ustanowieniu linii patrolowej, rozciągającej się pomiędzy wyspą Manus w pobliżu Wysp Admiralicji (18 maja na wyspie tej została ustanowiona baza US Navy) i Truk. Linię tę musiała przeciąć amerykańska flota płynąca w kierunku wysp Palau, czy Filipin. Takagi wysłał na Marshalle jedynie cztery okręty podwodne. Już 10 maja z portu Yokosuka w morze wyszedł okręt podwodny I-10 wyposażony w pokładowy wodnosamolot. Za jego pomocą miano rozpoznać amerykańskie kotwicowisko floty na atolu Majuro (amerykańską bazę marynarki ustanowiono tam 4 maja). Kilka dni później z taką samą misją wyruszył z Kure I-38. 15 maja port w Yokosuka opuścił okręt podwodny RO-42 – jednostka flagowa 34. Dywizjonu Szóstej Floty pod dowództwem por. Yoshinosuke Kudo (na pokładzie znajdował się również dowódca dywizjonu kmdr por. Takashi Yamada). Został on skierowany na rekonesans w okolice atolu Kwajalein oraz wyspy Majuro. Wreszcie 23 maja z Saipanu wyszedł w morze RO-44, który otrzymał zadanie obserwacji amerykańskiej bazy na atolu Eniwetok. Wadm. Takagi większe zagrożenie widział w rejonie Wysp Admiralicji i Nowej Gwinei. Skierował tam 10 jednostek. 15 maja z baz w Japonii na patrol pod Nową Irlandią i Nową Gwineą wyszły okręty podwodne I-41, I-53 i I-44. Ostatnia z jednostek została wyposażona w radar dozoru powietrznego Typu 13. Dowódca kmdr ppor. Minoru Yokota chyba zbytnio zaufał technice i jego okręt został przyłapany na powierzchni przez amerykański samolot patrolowy PB4Y Privateer. Pomimo awaryjnego zanurzenia bomby eksplodowały niebezpiecznie blisko. Ciężko uszkodzony I-44 musiał się wynurzyć. Nadchodzący szkwał skrył japoński okręt i uratował go od niechybnego zatopienia. 5 czerwca I-44 powrócił do Kure i nie mógł już wziąć udziału w nadchodzącej bitwie. Siedem okrętów podwodnych typu RO miało ustanowić linię patrolową o kryptonimie NA. Były to: RO-104, RO-105, RO-106, RO-108, RO-109, RO-112 i RO-116. Wszystkie wymienione jednostki ukończono już w trakcie trwania wojny i w większości obsadzono mało doświadczonymi załogami. Okręty te zwane typem KS (Kaisho) były małymi, nowoczesnymi jednostkami o wyporności nawodnej zaledwie 600 ts, a dopuszczalna głębokość zanurzenia wynosiła 75 m. Ich uzbrojenie składało się z czterech dziobowych wyrzutni torped kal. 533 mm i jednej 76 mm armaty. Załogę stanowiło 38 oficerów i marynarzy. Okręty nie dysponowały radarami, lecz wyposażono je w urządzenia wykrywające fale radarowe typu E-27.

USS England kontra linia patrolowa NA
Japońskie dowództwo wraz z działaniami ofensywnymi kontynuowało również rutynowe misje transportowe z zaopatrzeniem dla japońskich garnizonów znajdujących się poza „linią frontu”. Okręt podwodny I-176 wyruszył z bazy w Truk 10 maja, kierując się na wyspę Buka w pobliżu północnego końca Bougainville. Już dwa dni później został wykryty przez amerykański samolot rozpoznawczy. Do poszukiwań skierowano 94. Dywizjon Niszczycieli (Franks, Haggard, Hailey, Johnson). 16 maja w pobliżu wyspy Buka amerykańskie okręty nawiązały kontakt sonarowy z japońskim okrętem. Po 20-godzinnym polowaniu I-176 został ostatecznie zatopiony. Zwycięstwo zapisano niszczycielowi Franks. 14 maja z Truk w kierunku Bougainville wyruszył również I-16. Miał dostarczyć pojemniki z ryżem dla garnizonu w pobliżu Buin. Tuż przed wyjściem w morze dowódca okrętu wysłał informację do dowództwa 7. Flotylli Okrętów Podwodnych ze swoim przewidywanym czasem dotarcia. Jego wiadomość znalazła drogę nie tylko do adresata – została przechwycona i rozszyfrowana przez stację nasłuchową US Navy w Honolulu. Jeszcze tego samego dnia wywiad przechwycił informacje o ustanowieniu przez japońskie okręty podwodne linii patrolowej o kryptonimie NA pomiędzy Wyspami Admiralicji i Truk. Na spotkanie japońskich jednostek z Tulagi na Salomonach wyszedł 39. Dywizjon Eskortowy. Składał się on z dopiero co przybyłych na Salomony nowych niszczycieli eskortowych George i Raby oraz dołączonego z 40. Dywizjonu Englanda dowodzonego przez kpt. Waltona B. Pendletona. Okręt ten był nową jednostką nazwaną na cześć marynarza poległego podczas ataku na Pearl Harbor (ppor. John Charles England zginął na pancerniku Oklahoma ratując z przewróconego już wraku trzech marynarzy – sam nie zdążył się wydostać), która dopiero skończyła swój cykl szkoleniowy. Trzy jednostki stanowiły specjalizowaną grupę do zwalczania okrętów podwodnych (tzw. hunter-killer group). Wszystkie okręty wyposażono w nowy rodzaj broni przeciw okrętom podwodnym – wieloprowadnicowe miotacze małych kontaktowych bomb głębinowych Mark 10, amerykański odpowiednik słynnych angielskich „jeży” („hedgehog” ). Początkowo „jeże” nie odnosiły wielkich sukcesów, jednak w 1944 r. po wypracowaniu odpowiednich technik ataku i wprowadzeniu skuteczniejszych sonarów zaczęły pokazywać swoją śmiertelną skuteczność. 24 pociski „jeża” odpalane w jednej salwie, wpadały do wody w odległości ok. 180 m przed dziobem okrętu, pokrywając powierzchnię o średnicy ok. 50 m. Główną zaletą miotaczy było strzelanie wprzód – cel był „widziany” przez sonar, aż do chwili odpalenia pocisków (przy ataku bombami głębinowymi okręt podwodny przez pewien czas znajdował się w „martwym polu” i miał szansę na wykonanie uniku). Dodatkowo niecelne pociski nie wywoływały turbulencji, co pozwalało utrzymać kontakt z celem. Uzbrojenie przeciwko okrętom podwodnym uzupełniało osiem miotaczy bomb głębinowych oraz dwie rufowe zrzutnie. Jednostki wyposażono w trzy armaty kal. 76 mm i trzyrurową wyrzutnię torpedową. Na pokładzie Englanda znajdował się dowódca 40. Dywizjonu (kmdr ppor. Charles A. Thorwall), lecz ze względu na starszeństwo dowodzenie całością zespołu objął dowódca 39. Dywizjonu kmdr ppor. Hamilton Hains (jednostką flagową był niszczyciel George). 19 maja I-16 został wykryty przez samolot rozpoznawczy marynarki, który przekazał pozycję japońskiej jednostki do niszczycieli grupy poszukiwawczej. Po południu sonar Englanda nawiązał kontakt. W piątym ataku wykonanym za pomocą dziobowego miotacza uzyskano trafienia 4-6 pocisków. Dwie minuty później pod rufą niszczyciela dało się odczuć potężną eksplozję, która wstrząsnęła całym okrętem. Po chwili na powierzchnię wypłynęły szczątki japońskiego okrętu w tym kauczukowe pojemniki z ryżem. Okręt podwodny I-16 stał się pierwszą ofiarą niszczyciela England. Zespół ruszył dalej na północ, by rozpocząć poszukiwania japońskiej linii patrolowej NA „od góry w dół” w kierunku wyspy Manus.


 
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO Numer Specjalny 5

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter