Kalibry nie z tego świata
Marek Czerwiński
Jeśli spytamy naszego przeciętnego łowcy, jaki jest najpotężniejszy myśliwski nabój kulowy, większość nie udzieli żadnej konkretnej odpowiedzi. Znawcy tematu podniosą kwestię nabojów na Afrykę, np. .458 Winchester Magnum. Fachowcy wskażą .600 Nitro Express, nieliczni jeszcze mocniejszy .700 NE. I będą mieli sporo racji, tyle że w XXI wieku wytwarza się jeszcze większe monstra, których przeznaczenia trudno wręcz dociec.
Powszechnie wiadomo, że polowania na „wielką piątkę” wymagają broni dużego kalibru. Za minimum uważa się słynny 375 H&H Magnum, który po dziś jest najpopularniejszym kalibrem profesjonalnych łowców w Afryce. Pocisk kalibru 9,5 mm musi jednak trafić bardzo precyzyjnie, inaczej spotkanie z bawołem czy słoniem może być ostatnim doświadczeniem myśliwego.
Od 1903 roku za jeden z najlepszych kalibrów uważany jest .600 Nitro Express, wprowadzony przez Jeffreya. To prawdziwa armata, bowiem pocisk o masie 58,3 grama, rozpędzony przez 7,1 g prochu opuszcza lufę z prędkością 595 m/s. Energia wylotowa pocisku sięga 10300 J. Firma Holland & Holland zakończyła produkcję broni tego kalibru w 1974 roku z prozaicznego powodu – skończył się na nie popyt. W latach 80. XX wieku William Feldstein z Beverly Hills zapragnął mieć jeszcze jeden egzemplarz, ale firma zdecydowanie odmówiła – ostatniemu klientowi obiecano, że nie dojdzie do wznowienia produkcji. W efekcie Feldstein i producent łusek Jim Bell skonstruowali jeszcze potężniejszy nabój .700 NE, a firma H & H zgodziła się produkować ekspresy tego kalibru. Pierwsza broń.700 NE opuściła fabrykę w 1989 roku.
Sztucery łamane tego kalibru produkuje również jedna z małych, rodzinnych firm niemieckich, w ilości około pięciu sztuk rocznie. Masa niemieckiej broni wynosi 8,6 kg, lufy mają 650 mm długości. System zamknięcia jest potrójny: na dwa haki dolne i rygiel Greenera. Lufy pochodzą ze słynnej fabryki Lothar Walther. Baskila wykonywane jest ze stali typu 16 Mn Cr 5. Wyrzutniki systemu H&H są tak silne, że potrafią wyrzucić ciężką łuskę na ponad 3 m. Cena broni sięga 110 – 120 tys. euro.
Pocisk kalibru 17,78 mm o masie 64,8 g, z łuską długości 88,9 mm osiąga prędkość początkową 610 m/s, co pozwala na uzyskanie energii rzędu 12 270 J.
Jako ładunek miotający wykorzystywany jest proch typu IMR 4831 o masie 13,9 g. Z doświadczeń myśliwych używających kalibru .700 NE wynika, że nawet źle trafiony słoń traci świadomość i zdolność kontrolowanej reakcji na nawet 20 minut. Czas ten wystarczy w zupełności, aby dobić zwierza z lżejszej broni. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że tylko niewielu myśliwych może posługiwać się bronią kalibru .700 N.E – przypadki uszkodzeń obojczyka są bardzo częste. Twierdzi się zresztą, że strzał z 700 N.E. zawsze jest skuteczny. Także wtedy, gdy zwierz nie będzie trafiony, bo od odrzutu padnie przynajmniej myśliwy.
Współczynnik Taylora (TKO) dla kalibru .700 Nitro Express wynosi 202. Jak wielka jest to liczba niech świadczy fakt, że pocisk kalibru .308 Winchester osiąga współczynnik TKO dochodzący do 19-20. Upraszczając, jedno trafienie pociskiem .700 NE odpowiada jednoczesnym trafieniom prawie 11 pocisków .308 Win.
Jeśli ktoś uważa, że .700 NE to prawdziwe maksimum, to jest w błędzie.
Obecnie największym kalibrem stosowanym w myśliwskiej broni gwintowanej jest „dwójka”. Kalibru 2 używano początkowo w gładkolufowych „działach śrutowych”, służących do polowań na ptactwo wodne metodą przemysłową. Taka jednolufowa strzelba była osadzana na lawecie, na zamaskowanej łodzi. Myśliwy podpływał blisko stada kaczek, odpalał swoją armatę i w ten sposób smaczne mięso trafiało na pańskie dwory.
Potem „dwójkę” z gwintowaną lufą wykorzystywano do polowań na słonie. Dowody znajdujemy w książce Samuele Bakera i Alberta N'Yanza (Wielka Kotlina Nilu, s. 138, Macmillan, 1866).
Baker pisał: wśród innych broni miałem niezwykły karabin kapiszonowy, który przenosił półfuntowy pocisk (227 g). To narzędzie tortur dla myśliwego nie było wystarczająco ciężkie w stosunku do wagi pocisku, ważył tylko 20 funtów (9,08 kg), tak więc przy ładunku 270 granów prochu (17,5 g) odrzut był tak straszny, że kręciłem się jak chorągiewka na wietrze przy huraganie. Naprawdę, bałem się własnego karabinu, chociaż byłem przyzwyczajony do dużych ładunków prochu i poważnego odrzutu od kilku lat. Żaden z moich ludzi nie potrafił z niego wystrzelić i patrzono na niego z pewnym rodzajem podziwu, a Arabowie nazywali go „Jenna-El-Mootfah” (Dziecko Armaty), co było zbyt długą nazwą. Ochrzciłem go „Baby” (dziecko), a krzyk tego „Baby” załadowanego półfuntowym nabojem był zawsze śmiertelny. Bardzo rzadko z niego strzelałem. Cały trening, przez kilka lat, ograniczał się do około 20 strzałów. Bałem się go używać, ale od czasu do czasu było absolutnie konieczne, aby go wyczyścić, po miesiącach pozostawania załadowanym. W takich przypadkach moi ludzie mieli przyjemność strzelać z niego, a eksplozji zawsze towarzyszyło dwóch mężczyzn padających na plecy (jeden podtrzymywał strzelca), a „Baby” przelatywał kilka jardów za nimi. Ten karabin został wykonany przez Holland & Holland z Bond Street i mogę go gorąco polecić dla mitycznego Goliata, ale nie dla ludzi.
Współczesna „dwójka” strzela najczęściej pociskami z litego mosiądzu lub brązu. Nominalny kaliber wynosi około 33,7 mm (1,326 cala), przy masie kuli 227 g (3500 gr). Prędkość początkowa jest stosunkowo niska i waha się w okolicach 460 m/s, ale i tak pocisk osiąga około 23 700 J energii kinetycznej .
Tak naprawdę świetny myśliwy Samuel White Baker używał broni zbliżonej do kalibru 3, producent podaje nawet numer seryjny: 1296. Problem z określeniem kalibru wynika z częstego odwoływania się Bakera do masy pocisku wystrzelonego z jego Baby. „Pół funta” przy kuli odpowiada oczywiście kalibrowi 2, jednakże Baker nigdy nie wspomina o tym, że pocisk miał kształt kulisty, ani nie używa w żadnych swoich relacjach określenia „kaliber 2”. Najprawdopodobniej półfuntowy pocisk miał kształt cylindryczny lub stożkowy, był więc dłuższy i cięższy od typowej kuli.
Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 11-12/2024