Katastrofa pod Texel

 


Wojciech Holicki


 

 

 

Zdarzyło się 70 lat temu (8)

 

Katastrofa pod Texel

 



Po błyskawicznym podbiciu przez armię III Rzeszy krajów Europy Zachodniej sytuacja osamotnionej Wielkiej Brytanii była nie do pozazdroszczenia, ale Hitler, liczący na przystąpienie Londynu do rokowań pokojowych pod jego dyktando, srodze się jednak zawiódł. Dokonując w praktyce politycznego blefu, polecił rozpocząć przygotowania do inwazji na Wyspy i w dyrektywie z 16 lipca 1940 roku zażądał od Kriegsmarine m.in. zamknięcia dostępu do stref planowanego desantu polami minowymi. Realizacja będącego jej konsekwencją rozkazu operacyjnego rozpoczęła się w nocy z 7 na 8 sierpnia, kiedy to niemieckie okręty postawiły zagrodę „SW1” w rejonie 40 Mm na północny zachód od holenderskiej wyspy Texel. Ostatniego dnia miesiąca Brytyjczycy odkryli jej istnienie w bardzo bolesny dla siebie sposób.



 

 


Natychmiast po tym jak Francja i Wielka Brytania wypowiedziały wojnę III Rzeszy, wody Morza Północnego zaczęły się pokrywać polami minowymi. Royal Navy szybko przystąpiła także do działań ofensywnych, wykorzystując jedyne będące wówczas do dyspozycji szybkie stawiacze, którymi były niszczyciele Express i Esk. Te wprowadzone do służby pod koniec 1934 roku okręty różniły się od pozostałych jednostek typu E ulokowaniem wiosłowych łodzi ratunkowych (welbotów) po bokach nadbudówki dziobowej (dzięki „oczyszczeniu” pokładu przy tylnym kominie tory minowe mogły być dłuższe), charakterystycznymi występami zrzutowymi (sponsonami) na skraju rufy oraz trójnożnymi masztami rufowymi (w trakcie prób okazało się, że przy pełnej liczbie min pojawiają się silne wibracje kadłuba w niektórych zakresach prędkości, kiepsko znoszone przez maszt palowy). Ich uzbrojenie było identyczne, jednak ze względu na dużą masę ładunku pełnienie roli stawiacza wymagało demontażu armat na skrajnych stanowiskach („A” i „X”), wraz z ich amunicją, oraz wyrzutni torpedowych. Tory minowe, składowane w odcinkach pod podłogą przedziału turbin, mocowano do pokładu w odpowiednio wzmocnionych miejscach. Mogło się na nich znaleźć do 64 min  kotwicznych, zrzucanych do wody za pomocą mechanizmu łańcuchowego, który napędzał silnik elektryczny ulokowany w przedziale maszyny sterowej. Nad tym, by działo się to w odpowiednich odstępach czasowych, dla uzyskania wymaganej „gęstości” zagrody, czuwał zespół ludzi mających do dyspozycji stosowne oprzyrządowanie. Dla własnego bezpieczeństwa okręty miały też parawany przeciwminowe. Prace związane z końcowym przystosowaniem do nowej roli przeprowadzone zostały krótko przed ich wejściem do służby, w stoczni Royal Navy w Portsmouth. W nocy z 9 na 10 września 1939 roku Express i Esk pozostawiły 120 min w zachodniej części Zatoki Helgolandzkiej; dwa dni później powtórzyły operację. Nie zostały zauważone przez Niemców, ale skuteczność zagród była zerowa. W oczekiwaniu na lepsze rozpoznanie oba okręty wróciły do zwykłych obowiązków niszczycieli; potem, pod koniec listopada, zostały wykorzystane do postawienia części pól obronnych u wybrzeży hrabstwa Yorkshire. Wcześniej, wobec ewidentnej słabości ofensywnych sił minowych, Admiralicja podjęła decyzję o dokończeniu modyfikacji dwóch jednostek typu I, którymi były Intrepid i Ivanhoe, przerzucone z Morza Śródziemnego. Końcowe prace wykonano odpowiednio w stoczniach Royal Navy w Chatham i w Sheerness w okresie od połowy listopada do  prawie połowy grudnia 1939 roku. 12 (14?) grudnia utworzona została 20. Flotylla, z Expressem jako okrętem flagowym, podzielona na 39. i 40. Dywizjon (ten drugi tworzyła para „nowicjuszy”). Wkrótce potem miały do niej dołączyć Icarus i Impulsive (prace na nich przeprowadzono w styczniu i lutym 1940 roku w stoczni Royal Navy w Portsmouth).

 
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 8/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter