Kijowska katastrofa Armii Czerwonej
Mariusz Skotnicki, Tomasz Nowakowski
Kijowska katastrofa
Armii Czerwonej
Zagłada Frontu Południowo-Zachodniego latem 1941 r.
W historii drugiej wojny światowej szczególne miejsce zajmują bitwy stoczone na froncie wschodnim w drugiej połowie 1941 r. Ze względu na rozmach toczonych przez Wehrmacht operacji i wielkie straty, jakie poniosła Armia Czerwona wydaje się, że Hitler był wówczas bliski pokonania ZSRR. Ogromną klęskę Armia Czerwona poniosła w rejonie Kijowa, w „największej w historii świata” bitwie, jak zapisał w swoim „Dzienniku Wojennym” generał pułkownik Franz Halder. Nigdy Stalin nie utracił całego frontu. We wrześniu 1941 r. z jego sześciu armii aż cztery uległy całkowitej zagładzie, dwie pozostałe poniosły bolesne straty. Do dziś trwają spory, czy był to głównie wynik błędnych, lekkomyślnych decyzji Stalina, czy też wykalkulowana przez niego na zimno, desperacka próba opóźnienia niemieckiego ataku na Moskwę.

Pierwszy rzut wojsk Kijowskiego Specjalnego Okręgu Wojskowego, liczący 30 dywizji, rozmieszczono wzdłuż nowej granicy apństwowej ZSRR, od Prypeci aż po miejscowość Lipkany na styku granicy Ukraińskiej i Mołdawskiej SRR oraz Rumunii. Wspomniane dywizje wchodziły w skład 5. Armii generała majora Michaiła Potapowa, 6. Armii generała lejtnanta Iwana Muzyczenki, 26. Armii generała lejtnanta Fiodora Kostenko i 12. Armii generała majora Pawła Poniedielina. Łączny front obronny tych armii wynosił 1000 km. Należy wyraźnie stwierdzić, że nie były one przygotowane do odparcia niespodziewanego ataku przeciwnika. Dywizje wchodzące w skład osłonowych armii były rozmieszczone w koszarach, obozach letnich i na poligonach, w bardzo różnej odległości od granicy, od kilku do kilkudziesięciu kilometrów. Dopiero w przypadku zagrożenia, na specjalny sygnał z dowództwa armii, miały one zająć wyznaczone im wcześniej rubieże obronne wzdłuż granicy, wymagało to jednak czasu. Zakładano, że niektóre jednostki osłonowe pierwszego rzutu poszczególnych armii osiągną wyznaczone rejony w 3–4 dni od ogłoszenia alarmu! Także dyslokacja wojsk drugiego rzutu Kijowskiego Okręgu nie sprzyjała ich szybkiemu wprowadzeniu do walki na szczególnie zagrożonych odcinkach. Niektóre związki operacyjne znajdowały się odległości nawet kilkuset kilometrów od granicy. Przykładowo odwodowy 19. KZmech dopiero 25 czerwca, po przebyciu blisko 300 km, mógł skoncentrować się w rejonie Równego i przystąpić do walki. Tak fatalne położenie było w dużym stopniu spowodowane obowiązującą błędną oceną sytuacji polityczno-militarnej, jakiej dokonał radziecki Sztab Generalny, który uznał, że niespodziewany atak ze strony III Rzeszy jest mało prawdopodobny! Tak jakby Niemcy, hołdujący od początku wojny zasadom Blitzkriegu, dokonywali czegoś odmiennego niż zaskakujące, zmasowane ataki na nieprzygotowane siły zbrojne innych państw! To założenie radzieckiego Sztabu Generalnego byłoby zrozumiałe tylko w sytuacji, gdyby to wyłącznie od Rosjan zależało określenie momentu rozpoczęcia wojny z III Rzeszą. Innymi słowy, gdyby to Armia Czerwona miała uderzyć pierwsza w wybranym przez siebie momencie. Nie wdając się tu w żywą w ostatnich latach dyskusję o przygotowaniach Stalina do zaatakowania III Rzeszy warto podkreślić tylko jeden fakt. 22 czerwca 1941 r. Armia Czerwona nie była w pełni gotowa nie tylko do działań ofensywnych, ale i obronnych. Błędy popełniane w planowaniu przyszłych działań wojennych na szczeblu Sztabu Generalnego lub dowództw okręgów wojskowych to nie jedyne przyczyny słabości Armii Czerwonej. Jak powszechnie wiadomo na możliwości bojowe wpływały negatywnie problemy związane ze stanem składów osobowych, uzbrojenia i wyposażenia. W tym pierwszym przypadku trudno nie wspomnieć o czystkach, przeprowadzonych wśród kadry oficerskiej na mocy decyzji Józefa Stalina w latach 1937–39. Skutki były wyraźnie widoczne w miesiącach poprzedzających wojnę. Represje – włącznie z wyrokami śmierci – objęły dziesiątki tysięcy oficerów i ich rodzin. Wśród rozstrzelanych w 1937 r. znalazł się m.in. dowódca Kijowskiego Okręgu Wojskowego, komandarm I rangi Jona Jakir, uważany za jednego z najzdolniejszych wyższych dowódców Armii Czerwonej. Zmiany personalne objęły wszystkie szczeble dowódcze. Na miejsca aresztowanych wyznaczano ludzi nowych, zwykle bez odpowiedniego przygotowania i wyszkolenia, ale za to jak się wydawało organom bezpieczeństwa lojalnych i niestwarzających problemów. Powszechnie znany jest fakt, że wśród 225 dowódców pułków piechoty zebranych w końcu 1940 r. na szkolenie w Moskwie tylko 25 ukończyło szkoły oficerskie! Stalinowskie czystki doprowadziły nie tylko do spadku ogólnego poziomu wyszkolenia kadry oficerskiej, było jej także zbyt mało – w chwili wybuchu wojny w wojskach lądowych braki sięgały 15%. Inną kwestią był problem ilu oficerów Armii Czerwonej, którzy pozostali w służbie, po doświadczeniach czy czystek i aresztowaniach wielu swoich kolegów, nie straciło niezachwianej wiary w ideę komunistyczną. W trakcie „Barbarossy” okazało się, że wśród tysięcy wziętych do niewoli czerwonoarmistów również wielu oficerów po prostu nie miało ochoty walczyć za Stalina aż do samego końca. W komplikującej się sytuacji międzynarodowej błędna okazała się również decyzja o zwolnieniu jesienią 1940 r. do rezerwy rocznika żołnierzy, którzy odbyli już służbę wojskową. Na ich miejsce przyjęto nowy rocznik poborowych, który do czerwca 1941 r. mógł odbyć tylko początkowe przeszkolenie. Dopiero w połowie maja 1941 r., w związku decyzjami o zwiększeniu stanów Armii Czerwonej, zaczęły napływać do jednostek Okręgu kijowskiego nowe uzupełnienia złożone z rezerwistów. Wybuch wojny z III Rzeszą zastał część jednostek w fazie formowania, szkolenia i wyposażania. Szczególnie dużo kłopotów powstało w trakcie tworzenia korpusów zmechanizowanych, „pancernych taranów Stalina”. Brak w nich było nowoczesnego sprzętu bojowego, zwłaszcza czołgów. W ośmiu korpusach zmechanizowanych Okręgu Kijowskiego znajdowało się w czerwcu 1941 r. kilkaset czołgów KW i T-34, jednak większość pojazdów pancernych to przestarzałe czołgi lekkie T-26 i BT, średnie T-28 i ciężkie T-35. Wśród najlepiej wyposażonych były 4. i 8. Korpusy Zmechanizowane. W pierwszym z nich 22 czerwca 1941 r. znajdowały się następujące ilości czołgów: 72 KW, 242 T-34, 72 T-28, 355 BT, 160 T-26. W drugim z wymienionych korpusów: 71 KW, 100 T-34, 48 T-35, 277 BT, 290 T-26. Oczywiście kilkaset KW i T-34 Kijowskiego Okręgu stanowiło teoretycznie ogromną siłę uderzeniową. Jednak bez dobrze wyszkolonych załóg były to tylko bryły metalu. Odwołajmy się do słów marszałka Bagramiana opisującego defiladę 1 maja 1941 r. w Kijowie: Tylko doświadczone oko dostrzegało dużą liczbę przestarzałych typów. Mało kto z widzów rozumiał, że imponujące na oko wielowieżowe wozy – to staruszki faktycznie już wycofane z produkcji. Najnowszych, słynnych później czołgów trzydziestoczterotonowych i KW na defiladzie widziałem stosunkowo niewiele. I to nie dlatego, by ich było mało w okręgu. (...) niestety, wozy te dopiero co nadeszły do oddziałów i czołgiści nie nabrali jeszcze dostatecznej wprawy w ich prowadzeniu. Problemem przy formowaniu korpusów zmechanizowanych były także niewystarczające dostawy sprzętu artyleryjskiego, zwłaszcza dział ppanc. i plot. Brakowało samochodów i ciągników artyleryjskich. Zbliżone problemy nie ominęły również niektórych dywizji piechoty. Nie wszędzie ukończono organizację drugiego etatowego pułku artylerii. Tak jak w wojskach pancernych brakowało przewidzianych etatem ilości dział w dywizjonach artylerii plot. i artylerii ppanc.