Krążowniki przeciwlotnicze typu Dido

 


Łukasz Pacholski


 

 

 

Krążowniki przeciwlotnicze

 

typu Dido

 


Przez szeregi Royal Navy, także w czasie II wojny światowej, przewinęło się wiele krążowników. Wśród nich znalazła się grupa wyspecjalizowanych jednostek, których podstawowym przeznaczeniem było zwalczanie lotnictwa. Opisywane tu typy Dido i Bellona były najmniejszymi okrętami swojej klasy, zbudowanymi w okresie międzywojennym lub w czasie II wojny światowej dla floty Albionu. Pomimo braku widocznych sukcesów, odegrały istotną rolę na południowym odcinku frontu walki z państwami Osi – na wodach Morza Śródziemnego.



 

 


GENEZA
W 1935 roku Brytyjczycy uzmysłowili sobie, że nowy konflikt globalny jest bliższy niż sądzono – jednym z przejawów tego był wybuch kolejnych walk w Afryce, gdzie Włosi zaanektowali Etiopię (październik 1935 r.). Aby zdobyć niezbędny czas do przygotowania zdecydowano się parafować traktat morski z Niemcami (18 czerwca 1935 r.). W przypadku rozbudowy i modernizacji floty krążowników postanowiono budować dwa ich rodzaje: większe o wyporności około 8000 ts oraz mniejsze, które miały być produkowane masowo i stosowane do wielu zadań. W tym czasie Brytyjczycy, dzięki zapisom traktatu londyńskiego z 1930 roku, rozpoczęli prace nad przebudową do nowej roli krążowników lekkich typu C. Na przełomie lat 1935 i 1936 przystąpiono do robót na przy pierwszej parze, HMS Coventry oraz HMS Curlew. Miały to być prototypy wyspecjalizowanych krążowników przeciwlotniczych floty. Zostały one pozbawione całego dotychczasowego uzbrojenia, które składało się z pięciu pojedynczych armat kal. 152 mm (Mk XII), dwóch pojedynczych armat plot. kal. 76 mm (Mk I), dwóch działek plot. kal. 40 mm „pom-pom” oraz ośmiu wyrzutni torped kal. 533 mm. W to miejsce zamontowano 10 armat uniwersalnych Mk V kal. 102 mm L/45 rozmieszczonych na pojedynczych podstawach1, a także dwa ośmiolufowe „pom-pomy” plot. kal. 40 mm. Niemal natychmiast po ukończeniu przebudowy skierowano je na Morze Śródziemne, gdzie wzmocniły potencjał Royal Navy czującej zagrożenie ze strony włoskiego lotnictwa bazowego. Poza wymienioną parą Brytyjczycy przebudowali wtedy jeszcze jeden okręt typu C, HMS Curacoa, który różnił się jednak standardem uzbrojenia. Wówczas Admiralicja zleciła prace nad zaprojektowaniem od podstaw krążownika przeciwlotniczego. W tym miejscu należy postawić pytanie, po co Royal Navy potrzebne były jednostki tego typu? W połowie lat 30. XX wieku standardem wśród dużych okrętów Albionu była bateria armat uniwersalnych kal. 102 lub 114 mm (od czterech do ośmiu) oraz niewielka liczby luf artylerii mniejszego kalibru (40-12,7 mm). Uzbrojenie to, które było zadowalające w okresie I wojny światowej, przy nowych, szybkich i odpornych na uszkodzenia samolotach wydawało się niewystarczające. Stąd też narodziła się koncepcja jednostki wyspecjalizowanej, mającej towarzyszyć zespołom okrętów lub konwojom na akwenach narażonych na działanie lotnictwa przeciwnika. Taki okręt miałby możliwość zwalczania celów lotniczych operujących na dużym i niskim pułapie, co wiązało się z potrzebą uzbrojenia go w efektywną artylerię dużego kalibru (najlepiej uniwersalną) oraz uzupełniające je szybkostrzelne działka mniejszych kalibrów.

OD PODSTAW
Przygotowując podwaliny pod program modernizacji i rozbudowy floty w drugiej połowie lat 30. XX wieku, Admiralicja wyraziła chęć budowy wyspecjalizowanych okrętów przeciwlotniczych. Ze względów czasowych zdecydowano się zastosować rozwiązania dostępne od ręki oraz narzucono ograniczenie wyporności standardowej do poziomu 5500 ts. Kadłuby oraz siłownie nowych okrętów bazowały na projekcie krążowników lekkich typu Arethusa. Większy problem stanowiło uzbrojenie, do dyspozycji były trzy rozwiązania: armaty kal. 102, 114 oraz 133 mm. Spośród nich wybrano ostatnią opcję. Jednym z głównych argumentów był bowiem fakt zapewnienia nowym okrętów maksymalnej siły ofensywnej w starciach z przeciwnikiem nawodnym. Broń ta powstała w ramach programu budowy pancerników typu King George V, stanowiąc ich uniwersalną artylerię średniego kalibru. Cały układ konstrukcyjny stanowiska wieżowego miał zostać skopiowany na nowe okręty, oszczędności masowe narzuciły ograniczenie grubości opancerzenia. W celu zachowania potencjału protoplastów (tj. sześć armat kal. 152 mm i cztery 102 mm krążowników typu Arethusa), wygospodarowano miejsce dla pięciu wież dwulufowych – trzy z nich znalazły się na dziobie, a pozostałe na rufie. „Wciśnięcie” trzeciej wieży dziobowej (Q) było nie lada problemem, z jednej strony przesunięto stanowisko A o 3,5 m w kierunku dziobu, a pomost bojowy o 4,5 m w kierunku rufy. Dzięki temu kadłub został wydłużony jedynie o 1,5 m w stosunku do protoplastów.

 
 
Pełna wersja artykułu w magazynie MSiO 4/2011

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter