Ładowarki do magazynków cz.1

Ładowarki do magazynków cz.1

Michał Sitarski

Strzelane ze współczesnej (i części historycznej) broni samopowtarzalnej nieodłącznie wiąże się z ładowaniem jej magazynków. Jeśli strzela się stosunkowo niewiele, nie stanowi to większego problemu, choć i wówczas sprężyny niektórych magazynków oraz konstrukcja ich szczęk dają nieźle popalić naszym palcom. Jeśli zaś strzela się dużo i chce się ładować magazynki szybko, to zaczyna się problem.

Oczywiście, pewnym wyjściem jest załadowanie się w domu „pod korek” we wszystkie posiadane magazynki i pojechanie na strzelnicę, ale nie wszyscy mają na przykład po 10 magazynków do pistoletu i karabinka, a poza tym niektórzy po prostu nie chcą wozić załadowanych magazynków. Wtedy pozostaje ich ładowanie i doładowanie na strzelnicy i zmierzenie się z wymienionymi we wstępie problemami.

Człowiek z natury jest istotą, która stara się ułatwić sobie życie, więc i ładowanie broni pragnie uczynić łatwiejszym, szybszym i mniej męczącym. I to od lat. Stąd wzięły się łódki, ładowniki i taśmowarki oraz inny sprzęt ułatwiający uzupełnienie amunicji w „źródłach zasilania” broni. Ba, były nawet koncepcje jednorazowych magazynków, które po wystrzeleniu żołnierz po prostu wyrzucał, a przy uzupełnianiu dostawał nowe, fabrycznie ładowane. Tyle że to przede wszystkim dotyczyło broni wojskowej, bo cywile przez długi czas strzelali mniej i mniej intensywnie, a i czasu na ładowanie magazynków mieli jakby więcej. Jednak wraz z rozwojem strzelectwa cywilnego i powstaniem różnych jego odmian (strzelectwo dynamiczne, IDPA, IPSC, strzelectwo obronne, taktyczne itp.) okazało się, że także cywile muszą coraz częściej uzupełniać magazynki i to coraz większą ilością amunicji.

Ładowarki pistoletowe

W pewnym momencie w zestawach z nowymi pistoletami zaczęły pojawiać się „ładowarki” w postaci plastikowych nakładek na magazynki, z wyprofilowanym wewnątrz „zębem”. Po nasunięciu nakładki na górną część magazynka i ściągnięciu w dół do oporu ów ząb naciska na podajnik, obniżając go na tyle, że można łatwo wsunąć nabój pod szczęki magazynka. Niestety, nie da się wsunąć go do końca, a tylko do oparcia o... ząb nakładki. Następnie należy zwolnić nacisk na nakładkę, wówczas sprężyna magazynka podniesie ją i ząb zwolni miejsce na wsunięcie naboju do końca. Co prawda będzie on już dociskany do szczęk podajnikiem, ale i tak jest to łatwiejsze niż ładowanie „ręczne”. De facto mamy więc namiastkę ładowarki, jedynie trochę ułatwiającą uzupełnienie amunicji w magazynku. Dla porównania – załadowanie „ręczne” 17-nabojowego magazynka do Glocka zajęło nam około 37 sekund, zaś z wykorzystaniem nakładki aż 45 sekund. Tak, było to łatwiejsze, mniej męczyło palce (zwłaszcza przy ładowaniu ostatnich naboi), ale trwało znacznie dłużej.

Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 9-10/2020

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety u�ytkownika @NTWojskowa Twitter