Legion Condor

Tomasz Nowakowski,Mariusz Skotnicki
Okrutna wojna domowa w Hiszpanii w latach 1936–39 zajmuje bardzo ważne miejsce w dwudziestowiecznej historii Europy. Za każdym z wrogich obozów – republikanami lub nacjonalistami – opowiedziały się inne państwa, a w ślad za tym nastąpiło ich bezpośrednie zaangażowanie w hiszpański konflikt. Jednym z istotniejszych czynników, który wpłynął znacząco na bieg wydarzeń, była niemiecka pomoc udzielona gen. Franco i jego zwolennikom. Hitler dość szybko zdecydował się wysłać niemieckich żołnierzy na Półwysep Iberyjski. Już w listopadzie 1936 r. Niemcy utworzyli tam kilkutysięczną formację wojskową – Legion Condor. W latach 1936-39 odbyło w niej służbę w sumie około 20 000 niemieckich żołnierzy, byli wśród nich piloci myśliwców, załogi bombowców i samolotów rozpoznawczych, artylerzyści, pancerniacy, łącznościowcy i instruktorzy wojskowi. To oni w ogromnym stopniu przyczynili się do końcowego zwycięstwa sił nacjonalistycznych. W Hiszpanii wypróbowywano najnowszą wówczas niemiecką technikę uzbrojenia i opracowywano sposoby jej użycia.. Właśnie tam samoloty Messerschmitt Bf 109, Junkers Ju 87, Heinkel He 111, czołgi lekkie Pz.Kpfw. I, armaty przeciwpancerne Pak 35/36, czy lekkie i ciężkie haubice polowe le.FH18 i s.FH18 zostały użyte po raz pierwszy w akcjach bojowych. O znaczeniu Legionu Condor świadczy także fakt, że tradycje tej formacji kultywowały w latach drugiej wojny światowej aż trzy jednostki Luftwaffe. Były to Kampfgeschwader 53 „Legion Condor” (pułk lotnictwa bombowego), Flakregiment 9 „Legion Condor” (pułk artylerii przeciwlotniczej) oraz Luftnachrichtenregiment 3 „Legion Condor” (pułk łączności).
25 lipca 1936 r. delegacja wysłana przez generała Franco, w składzie Johannes Bernhardt, Adolf Langenheim (obywatele niemieccy i członkowie NSDAP rezydujący w Maroku Hiszpańskim) wraz z kapitanem Francisco Arranzem wiozącym osobiste pismo do Hitlera, wylądowała zarekwirowanym Junkersem Ju 52 D-APOK kapitana Alfreda Hankego na berlińskim lotnisku Gatow. Wprawdzie wcześniej urzędnicy ministerstwa spraw zagranicznych Rzeszy starali się utrudnić nawiązanie kontaktu z co bardziej prominentnymi działaczami NSDAP, ale mimo tego delegaci wprost z lotniska udali się do szefa Organizacji Zagranicznej NSDAP Gauleitera Bohle. Zaaranżował on ich spotkanie z zastępcą wodza NSDAP, Rudolfem Hessem, na które delegację musiano zawieźć samolotem do Turyngii. Podczas rozmowy Hess zakomunikował im, że mają natychmiast udać się do Bayreuth, gdzie na Festiwalu Wagnerowskim przebywa Adolf Hitler. Wynikało to z ustaleń poczynionych podczas rozmowy telefonicznej, jaką Hess przeprowadził wcześniej z Hitlerem, nota bene wyciągając go z rozpoczynającego się właśnie przedstawienia „Walkirii” Richarda Wagnera. W końcu o 22:00 25 lipca delegaci dotarli do willi „Haus Wahnfried”. Tam przyszło im poczekać jeszcze na zakończenie przedstawienia, by wreszcie trafić przed oblicze Hitlera. Bernhardt przedstawił Führerowi list Franco. We własnoręcznie napisanym piśmie, zbuntowany hiszpański generał, tytułując Hitlera „Jego Ekscelencją” oprócz prośby o dostarczenie 10 samolotów transportowych, 6 myśliwskich i innego materiału wojennego apelował o pomoc: w walce przeciw skorumpowanej demokracji i niszczycielskim siłom komunizmu, które zorganizowały się pod rozkazami bolszewickiej Rosji. Podpisał się jako wódz naczelny sił zbrojnych w Maroku Hiszpańskim. Hitler zadał wysłannikowi pytanie, kim właściwie jest Franco i czym dysponuje. Usłyszawszy odpowiedź, odrzekł: Z tak małą ilością pieniędzy nie zaczyna się wojny! Jednak bez wahania zdecydował się udzielić pomocy zbuntowanemu generałowi. Mimo późnej pory kazał natychmiast przybyć przebywającym w Bayreuth ministrowi lotnictwa Hermannowi Göringowi i ministrowi wojny gen. Wernerowi von Blombergowi. Nie wezwał przy tym żadnego przedstawiciela niemieckiego MSZ. Przybyłych poinformował o swojej decyzji, polecając podjęcie niezwłocznych działań. W końcu już o 1:30 następnego dnia, pożegnał wysłanników, zapewniając, że pomoc będzie większa niż oczekiwania Franco i tylko on będzie jej beneficjentem.
Za decyzją Hitlera przemawiało wiele przesłanek. Już choćby ze względów ideologicznych wsparcie sił walczących z rządzącym Hiszpanią Frontem Ludowym było oczywiste. Führer liczył, że w przyszłości w przypadku ewentualnego konfliktu z Wlk. Brytanią i Francją, zaprzyjaźniona z Niemcami Hiszpania, dzięki swojemu dogodnemu położeniu strategicznemu, może utrudnić sytuację militarną tych państw. Okazanie pomocy gen. Franco mogło także przynieść wymierne korzyści gospodarcze – szeroki dostęp do bogatych złóż rudy żelaza, miedzi, rtęci, ołowiu, a szczególnie wolframu oraz pirytu i siarki. Na to zwracali uwagę Hitlera Göring i szef wywiadu adm. Wilhelm Canaris, który dodatkowo przestrzegał przed możliwym sojuszem lewicowego rządu Republiki Francuskiej z republikańską Hiszpanią, co radykalnie zmieniłoby sytuację strategiczną w tej części Europy. Dodatkowym argumentem natury psychologicznej mógł być fakt, że w samej Hiszpanii żyło około 15 tys. Niemców, których Hitler nie chciał pozostawić na pastwę „czerwonych”. Jednocześnie Führer zdawał sobie sprawę, że w 1936 r. Niemcy nie były jeszcze gotowe na zbrojną konfrontację z państwami europejskimi, dlatego też nie chciał, by niemieckie zaangażowanie w Hiszpanii stało się przyczyną większego konfliktu. Hitler miał nadzieję, że nacjonaliści odniosą szybkie zwycięstwo, a skala niemieckiej pomocy pozostanie w tajemnicy. Cała operacja otrzymała kryptonim „Feuerzauber” („Czar ognia”), co było nawiązaniem do ulubionej przez Führera twórczości Wagnera.
Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia 4/2015