Malaj na finiszu

 


Andrzej Kiński


 

 


Malaj na finiszu

 

 

Po sześciu latach od podpisania umowy moment finalizacji największego kontraktu eksportowego polskiego przemysłu obronnego ostatnich dwóch dekad jest już bardzo bliski. W dniu 28 stycznia 2009 r. w Zakładach Mechanicznych Bumar-Łabędy S.A. odbyła się uroczystość zakończenia montażu ostatniego – 48. – spośród zamówionych w 2003 r. przez Królestwo Malezji czołgów podstawowych PT-91M. Kolejne dwa miesiące zajmie kompletacja wozów specjalnych oraz ich próby odbiorcze, a w maju b.r. spodziewany jest transport ostatniej partii sprzętu do kontrahenta.
 
 

 

Czy sześć lat to dużo, czy mało? Z jednej strony dużo, ponieważ – według zapisów umowy z 11 kwietnia 2003 r. – kontrakt miał zostać zrealizowany w roku 2007. Z drugiej w sumie niewiele, biorąc pod uwagę stopień złożoności przedsięwzięcia, wymagającego skonstruowania niemal od podstaw, bazując na bardzo szczegółowej specyfikacji klienta, nowej rodziny pojazdów i ich przetestowanie w ekstremalnych – zupełnie różnych od polskich – warunkach, skoordynowanie niezwykle szerokiej współpracy z kooperantami i poddostawcami, a wreszcie konieczność zmierzenia się z działaniami konkurentów, przez cały czas podających w wątpliwość możliwość wywiązania się Polski z umowy i, inspirowanymi przez nich, medialnymi atakami, niestety również z udziałem polskiej prasy i mediów elektronicznych. Tak naprawdę powstanie w Polsce, dzięki realizacji kontraktu malezyjskiego, zunifikowanej rodziny ciężkich gąsienicowych pojazdów pancernych jest dużym sukcesem. Producentów sprzętu pancernego, którzy dysponują dziś podobną ofertą, obejmującą czołg podstawowy oraz trzy pojazdy zabezpieczenia działań i zaplecze szkoleniowe – dodajmy nowoczesną i konkurencyjną cenowo – jest na świecie naprawdę niewielu. Miejmy nadzieję, że obecnie, gdy realizacją malezyjskiego kontraktu można się już zacząć chwalić, Bumar Sp. z o. o. zdyskontuje ten sukces i doczekamy się wkrótce kolejnych zamówień na gąsienicowe  wozy bojowe z Bumaru-Łabędy i OBRUM-u. Tym bardziej, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy znów wzrosło na świecie zainteresowanie sprzętem pancernym, także tym nieco lżejszym niż Abramsy i Leopardy 2. Przejawiają je państwa Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Azji Południowo-Wschodniej, a także Ameryki Południowej. Zbyt wcześnie na rozbudzanie nadziei, ale dziś pozycję naszego przemysłu w tym segmencie rynku można uznać za znacznie lepszą, niż jeszcze przed rokiem. Jedynie Polska może obecnie zaoferować rodzinę nowoczesnych wozów bojowych w klasie masy bojowej 40–50 ton, stanowiących głęboką modernizację, z wykorzystaniem zachodnich technologii, wozów konstrukcji sowieckiej (w przypadku PT-91M czołg T-72M1 jest tylko baaardzo dalekim przodkiem). Podobną rodziną pojazdów nie dysponuje jedyny rosyjski producent czołgów – Urałwagonzawod z Niżniego Tagiłu, co zresztą dostrzegają najwięksi użytkownicy czołgów T-90 – Hindusi. Na tym rynku nasz przemysł pancerny jest zresztą od lat obecny, o czym świadczą 352 wozy zabezpieczenia technicznego WZT-3, dostarczone do Indii na przestrzeni ostatniej dekady. Hindusi na pewno starannie analizują charakterystyki pojazdów dla Malezji... Chociaż dziś rozmowy z Indiami koncentrują się głównie wokół dostawy kolejnej partii „wuzetek”, z pewnością nie należy rezygnować z prób zaistnienia na tym rynku z nowymi wyrobami, nawet jeśli nie miałoby to dotyczyć dostawy gotowych pojazdów, a np. współpracy z lokalnym przemysłem przy opracowaniu wozów zabezpieczenia działań dla pododdziałów uzbrojonych w czołgi T-90, czy też udziału w programie rozwoju nowego indyjskiego czołgu. Oczywiście, potencjalnie największe szanse należy wiązać z Malezją, która w ciągu następnej dekady planuje utworzenie dwóch kolejnych pułków pancernych, zapewne o analogicznej strukturze. Względy unifikacyjne mogą przemawiać za ulokowaniem zamówień na sprzęt dla nich w Polsce, ale przy podejmowaniu decyzji z pewnością wzięte zostaną doświadczenia z liniowej eksploatacji pojazdów polskiej produkcji, w tym i jakości posprzedażnego wsparcia technicznego, także pogwarancyjnego. O klienta trzeba będzie bardzo dbać…


Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 2/2009

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety uytkownika @NTWojskowa Twitter