MANPADS na świeczniku. Wzrost zainteresowania zestawami bardzo krótkiego zasięgu

MANPADS na świeczniku. Wzrost zainteresowania zestawami bardzo krótkiego zasięgu

Mariusz Cielma

 

Wprowadzenie do wojsk przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych, znanych szeroko pod skrótem MANPADS (Man-Portable Air-Defense System), zapewniło nawet małym pododdziałom skuteczniejszą niż artyleria przeciwlotnicza obronę przed środkami napadu powietrznego. Po okresie dynamicznego rozwoju w trakcie zimnej wojny, epoka konfliktów asymetrycznych przyniosła spadek zainteresowania ręcznymi zestawami. Konflikt rosyjsko-ukraiński odmienia ten trend i co ciekawe, swoje istotne w nim miejsce na zachodnich rynkach może mieć polski Piorun.

Pięć dekad z MANPADS

Wielu początki ręcznej rakietowej broni przeciwlotniczej upatruje w zestawie Fliegerfaust z opracowanego pod koniec II wojny światowej arsenału III Rzeczy. Współcześnie znane nam rozwiązania, opierające się o strzelanie z ramienia operatora (ewentualnie z zestawu z kolumienką) pociskiem kierowanym datować należy niewiele później. W końcu lata 50. XX wieku Amerykanie rozpoczęli prace nad przenośnym przeciwlotniczym systemem rakietowym naprowadzanym na podczerwień (IR), który w 1965 roku wprowadzono do wojsk pod nazwą FIM-43A Redeye. W pracach pomogły rozwiązania znane z większych rakiet lotniczych jak AIM-9 Sidewinder oraz zastosowanych w nich głowic samonaprowadzających. Sowieci wiedzieli o takich projektach, dlatego decyzją rządową z 1960 roku rozpoczęli prace nad własnym jego odpowiednikiem, zestawem 9K32 Strzała-2 (uzupełniającym samobieżny zestaw Strzała-1), przyjętym formalnie do uzbrojenia w 1968 roku.

Te dwa rozwiązania reprezentowały uniwersalną metodę kierowania pociskiem, stosowaną do dnia dzisiejszego, czyli naprowadzanie na podczerwień. W którym na tle otoczenia dominują wyróżniające się elementy celu, mowa przede wszystkim o rozgrzanych układach napędowych (i spalinach) statków powietrznych, a nawet nagrzewająca się struktura płatowców. Wkrótce pierwsze przenośne zestawy przeciwlotnicze trafiły na pole bitwy, do Wietnamu i na Bliski Wschód. W klasycznym konflikcie zbrojnym, którym była wojna „Yom Kippur” z października 1973 roku, według rosyjskich danych, Strzała-2 zestrzelić miała 23 izraelskie samoloty, ze średnią efektywnością prawie 0,2. Nie był to może współczynnik imponujący, ale pierwsza generacja MANPADS w największym stopniu musiała mierzyć się choćby z niedoskonałością detektorów w głowicy samonaprowadzającej. W tym czasie w ZSRR przyjęto już do uzbrojenia zmodernizowaną wersję Strzała-2M, a w 1974 roku Strzałę-3. Na początku lat 70. w ZSRR zapoczątkowano również prace nad rodziną przenośnych zestawów przeciwlotniczych Igła. Wkrótce także Amerykanie rozpoczęli prace nad przyszłym FIM-92 Stinger. Chociaż w Redeye, Strzale, Igle czy późniejszym Stingerze zastosowano naprowadzanie IR, to trochę inną drogą poszli z kolei Brytyjczycy ze swoim zestawem Blowpipe. Zastosowano w nim metodę przesyłania drogą radiową komend korygujących do wystrzelonego pocisku przez operatora. Pocisk taki mógł więc atakować jedynie cel widziany przez strzelca. Blowpipe pojawił się w wojskach w 1975 roku i zapoczątkował oryginalną jednak pod względem zastosowanych rozwiązań linię brytyjskich MANPADS.

Wprowadzenie do linii ręcznych zestawów przeciwlotniczych zbiegło się w czasie z upowszechnieniem wyspecjalizowanych śmigłowców szturmowych – istotnego czynnika w systemie rażenia pancerno-zmechanizowanych wojsk obu stron potencjalnego konfliktu – Układu Warszawskiego i NATO. Kolejne lata przyniosły poprawę wydajności mikroelektroniki, ale i wprowadzenia coraz doskonalszych, tym razem już chłodzonych detektorów IR. W okresie zimnej wojny, szczególnie w latach 80., po obu stronach najważniejszej potencjalnej linii frontu było już bardzo duże nasycenie ręcznymi rakietowymi środkami przeciwlotniczymi. W amerykańskiej dywizji ciężkiej typu 86 zespołów z zestawami FIM-92 Stinger było 72 w czterech plutonach batalionu artylerii przeciwlotniczej, z kolei w sowieckiej dywizji strzelców zmotoryzowanych w różnych pododdziałach miało być 120 ręcznych zestawów Strzała lub Igła. Łącznie dawało to już tysiące przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych na europejskim teatrze wojny. Zresztą nie można zapominać o przykładzie afgańskim, gdzie aktywność lotnictwa radzieckiego została mocno zdezorganizowana i sprzętowo oraz kadrowo kosztowna, odkąd Amerykanie dostarczyli mudżahedinom Stingery (według USA, Stingery do 1989 roku zestrzelić miały 269 statków powietrznych). Zestaw ten stał się wręcz symbolem tej zastępczej wojny z lat 80., wsparcia obrońców zaawansowanym środkiem walki, jednocześnie bardzo przystępnym dla użytkownika, no i oczywiście bardzo skutecznym nawet tylko poprzez sam fakt jego występowania.

Upadek ZSRR w 1991 roku i generalnie odwilż polityczno-wojskowa w Europie, początkowo nie spowodowały, że MANPADS zniknęły z jednostek liniowych. W nowo powstałej armii rosyjskiej z ich posiadania absolutnie nie rezygnowano, NATO przecież na dekady pozostało najważniejszym oponentem w rosyjskiej strategii obronnej. A skoro NATO opierało się w swojej doktrynie o jakościowo wysoki czynnik dla uzyskiwania przewagi w środkach napadu powietrznego (co pokazała „Pustynna Burza” i operacje na Bałkanach w latach 90.), w rosyjskich dywizjach pozostały liczne Strzały i Igły. Co ciekawe, podobnie postąpiono w Polsce, przecież jeden z nielicznych na początku lat 90. strategicznych programów zbrojeniowych związany był właśnie z opracowaniem zestawu nowego pokolenia, przyszłego Groma.

Dużo zmian na Zachodzie wprowadziła „jelcynowska smuta” – upadek nie tylko finansowo-gospodarczy Rosji w latach 90. i zdolności jej klasycznego komponentu wojskowego (vide Czeczenia). Koniec lat 90. to także rozszerzenie NATO na wschód o Polskę, Czechy i Węgry (redukcja Bundeswehry oraz amerykańskiego komponentu wojskowego w Europie) i zaraz potem początek tzw. wojny z terroryzmem. Zachód na kilkanaście lat związał się z ukierowaniem wysiłku na przygotowania i prowadzenie asymetrycznego konfliktu zbrojnego w Iraku i Afganistanie, gdzie przeciwnikiem nie były wrogie samoloty bojowe czy śmigłowce, a co najwyżej niekierowane rakiety oraz granaty moździerzowe. Stąd z zachodnich sił zbrojnych co do zasady zniknęły z jednostek liniowych ręczne rakietowe zestawy przeciwlotnicze, a w zakresie obrony na bardzo krótkich dystansach przygotowywano się do odparcia ataków pokroju RAM (Rocket, Artillery, Mortar) głównie poprzez zaawansowane systemy artyleryjskie. Klasyczna rakietowa obrona powietrzna wyszła z wojsk ze szczebla brygada-dywizja, a opierała się o przydzielane środki (zestawy rakietowe krótkiego i średniego zasięgu) z wyspecjalizowanych brygad czy skrzydeł. Rosyjska agresja na Ukrainę w 2014 roku spowodowała, że w wielu armiach, a przede wszystkim w amerykańskiej, wezwano do szybkiego wprowadzenia ręcznych systemów do brygad bojowych (szkolenia żołnierzy z brygadowych zespołów bojowych w ramach Maneuver-Stinger).

Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 11/2023

Wróć

Koszyk
Facebook
Tweety u�ytkownika @NTWojskowa Twitter