Masakra nad Trondheim

Wojciech Holicki
9 czerwca 1940 r. o godzinie 15:00 radio berlińskie nadało triumfalny komunikat o zatopieniu poprzedniego dnia przez okręty ciężkie Kriegsmarine lotniskowca Glorious i dwóch towarzyszących mu niszczycieli. Zaledwie niecałe pięć godzin wcześniej, po tym jak pancernik Valiant napotkał statek szpitalny Atlantis, który był świadkiem posłania na dno transportowca Orama (19 840 BRT) przez „pancernik kieszonkowy” (był nim w rzeczywistości krążownik ciężki Admiral Hipper), Admiralicja dowiedziała się o aktywności przeciwnika. Ponieważ w drodze do Wielkiej Brytanii były konwoje jednostek wracających z Norwegii, w ramach przeciwdziałania opuścił bazę Scapa Flow zespół adm. Charlesa Forbesa (pancernik Rodney, krążownik liniowy Renown i pięć niszczycieli), do którego nazajutrz po południu dołączył lotniskowiec Ark Royal.
Ten ostatni okręt wyszedł w morze 31 maja i od 4 czerwca osłaniał wycofywanie oddziałów alianckich spod Narwiku. Oprócz dwupłatowych Swordfishów na jego pokładzie były dwa dywizjony, 800. i 803., mające na stanie po 12 samolotów Skua. Były one pierwszymi całkowicie metalowej konstrukcji jednopłatowcami z chowanym podwoziem i w pełni osłoniętą kabiną dla dwuosobowej załogi, jakie zasiliły lotnictwo pokładowe Royal Navy (FAA – Fleet Air Arm). Zaprojektowane w połowie lat trzydziestych miały pełnić dwie role, bombowca nurkującego i myśliwca. Nie należały do kategorii „udane” – silnik o zbyt małej mocy pozwalał na przenoszenie bomby o masie co najwyżej 250 kg (a więc niegroźnej dla okrętów z grubszym pancerzem), a ich prędkość maksymalna wynosiła 362 km/h (tym samym nie mogły dogonić wielu samolotów lub uciec przed „prawdziwymi” myśliwcami), stąd wzmocnienie uzbrojenia (cztery zamiast „tradycyjnych” dotąd dwóch karabinów maszynowych w płacie) miało niewielkie znaczenie. Pilotów nie zachwycały ich własności manewrowe, chwalili tylko dobrą widzialność z kabiny.
Wspomniane jednostki otrzymały Skua pod koniec 1938 r. W pierwszych tygodniach wojny 803. dywizjon walczył ze zmiennym powodzeniem. 14 września 1939 r. dwa z trójki samolotów wysłanych do ataku na niemiecki okręt podwodny (był nim U-30, który ścigał i ostatecznie zatopił brytyjski parowiec Fanad Head), zwolniły bomby lecąc tak nisko, że wybuchy praktycznie „zestrzeliły” je; Niemcy wzięli pilotów do niewoli, co stanowiło swoistą „premierę” w historii FAA. Dwanaście dni potem, w trakcie operacji ratowania okrętu podwodnego Spearfish, Skua zestrzelił rozpoznawczą łódź latającą Do 18, którą początkowo Brytyjczycy uznali za pierwszą ofiarę swojego lotnictwa . W lutym 1940 r. oba dywizjony przeniosły się na ląd, do Hatston na Orkadach, i zaczęły strzec Scapa Flow. 20 marca ich samoloty starły się z He 111, jeden z napastników odniósł uszkodzenia i rozbił się przy lądowaniu w bazie. 10 kwietnia, drugiego dnia niemieckiej inwazji na Danię i Norwegię, po raz pierwszy wystąpiły w roli bombowca nurkującego, atakując stojący w Bergen, uszkodzony krążownik lekki Königsberg. W nalocie, który stanowił dla Niemców zupełne zaskoczenie, wzięło udział 16 maszyn (7 z 800. i 9 z 803.). Trafiły trzy bomby 227 kg, trzy wybuchły blisko burt – to wystarczyło, by okręt Kriegsmarine przewrócił się i zatonął po trzech godzinach od ataku, stając się pierwszą dużą jednostką, jaka padła ofiarą lotnictwa podczas drugiej wojny światowej.
Pełna wersja artykułu w magazynie TW Historia 2/2015