MBT Revolution
Andrzej Kiński
MBT Revolution
– propozycja dla klubu Leo 2

Niekwestionowane walory tego czołgu wpłynęły na fakt, że – już po zakończeniu zimnej wojny – fabrycznie nowe wozy tego typu, po wszechstronnych próbach porównawczych z wiodącymi konstrukcjami tej samej klasy z całego świata, zostały zamówione przez trzy kolejne armie europejskie – szwedzką, hiszpańską i grecką (po niemieckiej, holenderskiej oraz szwajcarskiej). Sprawiło to, że liczba wyprodukowanych Leopardów 2 sięgnęła 3200. Z kolei dzięki postzimnowojennym redukcjom arsenałów, ponad 1000 wycofanych z uzbrojenia w Niemczech i Holandii Leopardów 2 trafiło do uzbrojenia kilkunastu państw na całym świecie – Szwecji (nie nowych), Austrii, Danii, Polski, Norwegii, Finlandii, Grecji (niezależnie od nowych), Turcji, Chile, Singapuru, Kanady i Portugalii. Większość czołgów pozyskanych „z drugiej ręki” stanowią wozy odmiany A4, reprezentujące standard techniczny i technologiczny lat 70. i 80. ub. wieku. Właśnie do ich użytkowników skierowana jest najnowsza oferta pakietu modernizacyjnego koncernu Rheinmetall Defence, nazwana MBT Revolution, zaprezentowana publicznie po raz pierwszy podczas czerwcowego salonu uzbrojenia Eurosatory 2010.
Lifting już nie wystarczy
Leopard 2, pomimo osiągnięcia już wieku dojrzałego, nadal pozostaje konstrukcją wiodącą wśród czołgów podstawowych o masie ponad 50 ton. Bardzo nowoczesne, przemyślane i wszechstronnie przetestowane rozwiązania zastosowane przed laty przez jego konstruktorów sprawiają, że i dziś, biorąc pod uwagę zasadnicze składniki determinujące wartość bojową współczesnego czołgu: siłę ognia, wskaźniki trakcyjne oraz ochronę wnętrza, plasuje się w absolutnej światowej czołówce. To wszystko przy prostocie obsługi oraz niższych kosztach zakupu fabrycznie nowego wozu, niż w przypadku bezpośrednich konkurentów – Abramsa i Leclerca – i przy możliwości szerokiej współpracy przemysłowej z kontrahentem. Nawet jeśli nie stoi przed nami czołg w odmianie Leo 2A6, Leo 2E czy Leo 2HEL, a „kanciasty” A4, powyższe stwierdzenia pozostają aktualne, stąd „wtórny” rynek Abramsów jest znacznie skromniejszy, a w Europie nie ma ich w ogóle. Jeśli chodzi o siłę ognia Leoparda 2A4, 120 mm gładkolufowa armata Rh120 L44 nadal jest jedną z najlepszych armat czołgowych na świecie, a nowe rodzaje amunicji pozwalają jej na skuteczną walkę, tak ze współczesnymi wozami bojowymi, jak i celami, które przychodzi zwalczać czołgom w konfliktach asymetrycznych. Nie ma jednak róży bez kolców – o ile sama armata nadal jest świetna, to dziś „odstaje” od niej system kierowania ogniem EMES-15, układy stabilizacji armaty oraz napędy wieży – wątek ten zostanie rozwinięty dalej. W przypadku wskaźników trakcyjnych, „power-pack” z silnikiem MTU MB 873 Ka-501 o mocy 1104 kW/1500 KM oraz przekładnią hydrokinetyczną Renk HSWL-354, a także zawieszenie i układ jezdny z siedmioma parami kół jezdnych, zawieszonych na wałkach skrętnych i wyposażonych w amortyzatory oraz ograniczniki ugięć (montowane przy pierwszej, drugiej, trzeciej, szóstej i siódmej parze kół), zapewniają Leopardom 2 doskonałe wartości przyspieszeń (32 km/h ze startu zatrzymanego w czasie 6 sekund) i prędkości (72 km/h) – tak na utwardzonych drogach, jak i bezdrożach, zaś charakterystyki terenowe są wprost niedoścignione. Co najważniejsze, w układach jezdnym i napędowym został założony „zapas”, powodujący, że wzrost masy bojowej wozu, nieuchronny przy głębszych modernizacjach, nie powoduje poważniejszego obniżenia ruchliwości. Z kolei opancerzenie, jako jedne z pierwszych na świecie wykonane w technologii warstwowej laminowanej, z elementów ceramicznych, zatopionych w modułach ze stopów lekkich oraz warstwy z tworzyw sztucznych rozdzielonej przegrodami w kształcie plastrów miodu i z obu stron osłoniętych stalowymi płytami, choć nie zawsze ukształtowane optymalnie z punktu widzenia balistyki (szczególnie w przypadku wieży, co było uwarunkowane ówczesnymi technologiami produkcji pancerzy warstwowych), nadal zapewnia i zapewniać będzie skuteczną ochronę przed większością pocisków kinetycznych oraz kumulacyjnych podczas konfliktu pełnoskalowego,oraz szczególnie w przypadku pozaeuropejskich użytkowników. Oczywiście ciągle trwająca walka pomiędzy mieczem a tarczą – pociskiem a pancerzem powoduje, że i w zakresie ochrony Leo 2 można dziś wiele poprawić, co pokazują choćby czołgi dopancerzone w ramach programu KWS II. Nieco inaczej wygląda to jednak w przypadku ewentualnego udziału wozów w konfliktach lokalnych, gdzie specyfika zagrożeń wymusza inne podejście do spraw ochrony załogi czołgu, niż w przypadku środkowoeuropejskiego teatru działań wojennych. Ale i na to, o czym za chwilę, można znaleźć środki zaradcze...
Pełna wersja artykułu w magazynie NTW 9/2012