Modello 1934 i 1935

 


Wojciech Weiler


 

 

 

Modello 1934 i 1935:

 

Pistolety czarnych Koszul

 


W roku 1915, w reakcji na potrzeby wojskowe podczas I wojny światowej, we Włoszech narodził się Modello 1915 – pierwszy pistolet samopowtarzalny fabryki broni Beretta. Później firma została jednym z największych światowych wytwórców pistoletów, a stanowiący kolejny etap rozwoju Modello 1934 stał się jej najliczniejszym produktem czasów międzywojennych.



 

 


Mod.934 (STRZAŁ 9/05), przyjęty do uzbrojenia wojskowego w roku 1934, skonstruowany został do browningowskiego naboju 9 mm x 17. Już rok później doczekał się brata bliźniaka, strzelającego tym drugim niewielkim na bojem Browninga – 7,65 mm x 17SR. Mod.935 trafił m.in. do lotnictwa, marynarki wo ennej, karabinierów i policji, a także do formacji partyjnych. Ponieważ mieliśmy możliwość porównania obu, przedstawiamy połączony test zgodnych konstrukcyjnie, a różniących się kalibrem najpopularniejszych włoskich pistoletów Ery Faszystowskiej.

Opis konstrukcji
Przedstawiona Beretta – czy to dziewiątka, czy siódemka – choć działa na zasadzie wykorzystania odrzutu zamka swobodnego, to lufę ma odłączaną od szkieletu, wyjmowaną (każdorazowo podczas częściowego rozkładania pistoletu) przez wielkie okno wyrzutowe w zamku. Lufa ma od strony wlotu masywną brodę służącą do mocowania w szkielecie, w której wyprofilowano wślizg nabojowy. Zamek, od góry otwarty na przestrzeni od muszki aż do trzonu, dzięki charakterystycznej formie pozwala natychmiast zidentyfikować broń: tu nie może być cienia wątpliwości, że to najczystszej krwi pistolet z Gardone Val Trompia! Usunięcie niemal całego grzbietu płaszcza zamka musiało spowodować znaczne pogrubienie jego ścian bocznych – coś za coś: w końcu całość musi mieć wymaganą wytrzymałość i masę. W testowanym Mod.934 ściany zamka miały po 4,9 mm, zaś w pistolecie mniejszego kalibru szerokość ta wynosiła 4,75 mm. Łożysko lufy w zamku ukształtowano tak, by można było ją wyjąć, odchylając tylny koniec do góry. Umieszczony na grzbiecie trzonu zamkowego wyciąg (nowoczesny, obrotowy, podparty sprężynką) w połączeniu z wyrzutnikiem w osi symetrii broni sprawia, że łuski wylatują pionowo w górę. Strzelając na za daszonej strzelnicy warto więc pamiętać o czapce, długich rękawach i zapiętym pod szyją kołnierzyku – kto jeszcze nie miał gorącej łuski za koszulą, niech uwierzy na słowo, że to nic miłego. Masywny, frezowany ze stali szkielet o ładnej, ale niezbyt wyszukanej formie łączy wszystkie główne zespoły broni. Chwyt ma ucho do smyczy, a jego boki osłaniają okładki, przy których war to zatrzymać się trochę dłużej. Mają one konstrukcję zupełnie odmienną od standardowej, bo każda z nich jest dwuczęściowa. Wykonana z tworzywa sztucznego „okładka właściwa” wsunięta jest w stalową ramkę-podkładkę z cienkiej blachy i razem z nią przykręcona śrubą do szkieletu. Kiedy okładka pękła czy połamała się, można było ją wymienić, wysuwając ze stalowej ramki uszkodzoną i wkładając nową. Mniej więcej na środku wysokości, blisko przedniej krawędzi ramka-podkładka ma nacięty i wywinięty do przodu występ. Trafia on w szczelinę w chwycie, wymusza jąc prawidłowe położenie kompletnej okładki. W ogóle konstruktor poświęcił bardzo dużo uwagi pozycjonowaniu okładzin, które oprócz śrub mocujących i blaszanych występów mają jeszcze wytłoczone kołeczki wchodzące we wgłębienia szkieletu. Prawa podkładka ma takie wypustki dwie, lewa jedną – ale za to jest ustalana dodatkowo na sześciokątnym łbie śruby płytki zaczepu kurkowego.


Pełna wersja artykułu w magazynie Strzał 7-8/2010

Wróć

Koszyk
Facebook
Twitter